Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
fraszka

Czy na ziemiach odzyskanych brakowało ludności

Rekomendowane odpowiedzi

Podejrzewam jednak władzę ludową o tzw. dwójmyślenie.

O co chodzi?

Z jednej strony zasiedlano ZO nową populacją i przydzielano jej budynki mieszkalne.

Z drugiej strony jednak przyznane domy/posesje były wydzierżawiane jedynie na okres 50 bądź 100 lat.

Nie nadawano praw własności w księgach wieczystych.

Podejrzewam, że wtedy władza obawiała się iż aktualny stan granic może ulec zmianie na niekorzyść.

Mimo umowy podpisanej z Willi Brandtem w 1970 roku, miejscowa ludność nadal przejęte mienie dzierżawiła.

Poldasie, trochę to uprościłeś. Oczywiście władza ludowa, tak zresztą, jak i istotna część Polaków obawiała się o stabilność granicy zachodniej i starała się uczynić wszystko, aby ją zapewnić. I w tym zakresie działania władzy - przynajmniej w mojej ocenie - były całkowicie zgodne z polską racją stanu. Jakie znaczenie dla granicy zachodniej przywiązywał chociażby Gomułka, wie każdy kto tą epoką trochę się interesował.

Wiadomo także dosyć powszechnie, że było się czego obawiać. RFN konsekwentnie "migał się" od ostatecznego uznania konsekwencji zbrodniczej wojny, rozpoczętej przez Niemcy - i uznania tym samym naszej granicy. Nawet odnośnie do układu z 1970 roku tamtejszy Trybunał Konstytucyjny uznał, że nie będzie on dotyczył "zjednoczonych Niemiec". Dopiero w 1990 r. wymuszono na Kohlu pełne uznanie granicy. Zachód (z wyjątkiem Francji de Gaulle'a) jeżeli już to siedział cicho, nie chcąc drażnić Niemców z Zachodu. A czasami nawet bąknął coś przeciwko Polsce.

Papież czekał do układu z 1970. Wcześniej Prymasowi Wyszyńskiemu udało się osiągnąć w sumie niewiele więcej ponad to, że Watykan nie adresował już do Wrocławia pism - Breslavia Germania.

Postępowanie ZSRR było także niejednoznaczne. Z jednej strony wiadomo, że taki przebieg granicy zawdzięczamy Stalinowi. Z drugiej - można się domyślić, co nim kierowało (uzależnienie Polski od opieki radzieckiej i możliwość rozgrywania konfliktu polsko-niemieckiego w swoim interesie). Z trzeciej - należy uznać, że to ZSRR wymusił na NRD podpisanie układu zgorzeleckiego. Z czwartej - ZSRR zdaje się wyraźnie powiedział o nienaruszalności polskiej granicy zachodniej dopiero w roku 1965 (czyli wcześniej rezerwował sobie możliwość różnych zachowań "granicznych" wobec Polski, RFN i NRD). Po piąte - towarzysze radzieccy, przynajmniej do czasu, zapewne przehandlowali by Polskę Zachodnią i Północną w zamian np. za neutralizację RFN. Zdaje się, że podróż zięcia Chruszczowa - Adżubeja była z tym związana. Istnieje także wersja, że Gomułka w istotny sposób przyczynił się do detronizacji Chruszczowa, jako niechętnego Polsce. W każdym razie polski wywiad udostępnił przeciwnikom Chruszczowa nagrania z rozmów Adżubeja w RFN.

To jasne. Ale nie da się obronić tezy, że polityka własnościowa Polski Ludowej na Ziemiach Odzyskanych była z tym związana. Miała raczej wymiar ideologiczny. Zasady były mniej więcej takie:

Na wsiach generalnie nadawano prawo własności (oczywiście w skali, na którą pozwalało założenie, że mają na wsi dominować gospodarstwa rodzinne, wielka własność ziemska, doby PRL - to przecież PGR i spółdzielnie). Nawet w czasach stalinowskich własność chłopska to była forma posiadania ziemi i gospodarstw najbardziej pożądana (nie wnikam w - relatywnie krótkotrwałe - naciski na kolektywizację w latach 50.). Świadczy o tym dekret dekret z dnia 6 września 1951 r. (Dz.U. 1951 nr 46 poz. 340) o ochronie i uregulowaniu własności osadniczych gospodarstw chłopskich na obszarze Ziem Odzyskanych. W art. 2 tego aktu jest mowa: "1.Osoby, które posiadają gospodarstwa rolne i prowadzą je osobiście lub przez członków rodziny, żyjących z nimi we wspólności gospodarczej, a do dnia wejścia w życie niniejszego dekretu nie nabyły ich własności, stają się z mocy prawa właścicielami tych gospodarstw. 2. Wraz z gospodarstwem rolnym przechodzą na własność posiadaczy gospodarstw: a) inwentarz żywy, b) zabudowania i inwentarz martwy, stanowiące przynależność gospodarstwa i potrzebne do jego prowadzenia". Bardziej jednoznacznie nadać własność rolnikom - to już chyba nie można.

W miastach sytuacja była bardziej zróżnicowana. Mieszkania i domy miały rożny status, jak to w całej Polsce. Ale w PRL starano się stosować zasadę, że ziemia w miastach powinna być własnością państwa. Stad wprowadzono instytucję użytkowania wieczystego, które jest bardzo podobne do własności, ale pełną własnością nie jest. Czyli ziemia pozostaje własnością Państwa (ale zwróć uwagę - własnością Polski, a nie dotychczasowego, niemieckiego np. właściciela) a użytkownik ma bardzo szerokie prawa, ale ograniczone temporalnie (z zasady na 99 lat).

Zwracam uwagę, że dotyczy to tylko gruntów w miastach (zasadniczo, nie wnikam w szczegóły - zob. art 232 pierwotnego tekstu kodeksu cywilnego z 1961 r. - Dz.U. 1964 nr 16 poz. 93).

Z realizacją tej zasady było różnie, bo przecież na ziemiach Polski sprzed 1939 r. Państwo nie wywłaszczyło wszystkich gruntów we wszystkich miastach. Inaczej na Ziemiach Odzyskanych, gdzie poprzednich właścicieli zostało raczej niewielu. W każdym razie nabycie ziemi w formie użytkowania wieczystego było właściwie jedyną formą nabycia gruntu od Państwa w mieście. I to niezależnie od tego, czy to Ziemie Zachodnie, czy nie. Chodziło - w mojej ocenie - o swobodę Państwa w zakresie dysponowania gruntami pod inwestycje, odbudowę miast itp. i o kwestie ideologiczne (własność społeczna w PRL była najwyższą formą własności), a nie o niepokój przed Niemcami.

Problem z własnością na Ziemiach Zachodnich nie dotyczy dziś właściwie własności Niemców wysiedlonych po 1945 roku. Ani polskich użytkowników wieczystych gruntów poniemieckich. Tu sprawa jest - co do zasady - załatwiona prawnie. Głównie chodzi o własność tych, którzy w Polsce pozostali, zasadniczo deklarując polską narodowość, utrzymali, czy uzyskali w Polsce własność, a potem poczuli w sobie zew niemieckości i wyjechali do RFN. I często pozostał po nich bałagan prawny, z którym ani PRL, ani III RP za bardzo sobie nie radziły. A zasada jest dziś prosta. Jeżeli ktoś jest nadal formalnie właścicielem, nie nastąpiło zbycie nieruchomości, czy jej zasiedzenie - to własność jest święta. Stąd chociażby sprawa Pani Trawny. https://forum.historia.org.pl/topic/10442-sprawa-pani-trawny/page__p__145294__hl__trawny__fromsearch__1#entry145294

Ciekawy link:

http://orka2.sejm.gov.pl/IZ3.nsf/main/4A2E612B

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
fejszter   

Zasadniczo masz rację co do tzw. terenów odzyskanych cytując przytoczone pismo. Osoby wysiedlone nabyły prawo do odszkodowania za utracony majątek. Osoby, które pozostały otrzymywały polskie obywatelstwo ( tutaj mamy cały przegląd różnych przypadków ), które ja nie mieszam z narodowością gdyż podważałbyś istnienie mniejszości np. niemieckiej. Ten zew niemieckości jak piszesz to nie zawsze był zew tylko konsekwencja pewnej specyficznej polityki wobec ludności autochtonicznej.

Tak tylko nadmieniając co do terminologii. Mityczna Opolszczyzna to Górny Śląsk, a "Wielka Trójka" co do przebiegu granic zgodna nie była jednak to Sowieci administrowali tymi terenami. Zwróciłbym też uwagę, z punktu widzenia autochtona, na sposób myślenia tej ludności. Podchodzili wielokrotnie błędnie, że skoro nic nikomu nie zrobiliśmy to i nam nic nie zrobią chociaż o Nemmersdorf wiedzieli. Druga sprawa pozostania to oskrzydlenie przez Sowietów sporej części Górnego Śląska. Trzecia to brak w tamtym czasie mężczyzn, którzy mogliby zintensyfikować ewakuację. Propaganda hitlerowska także wprowadzała w błąd a przemysł śląski pracować musiał, Zagłębie Ruhry już nie spełniało swojej roli.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
poldas   

OK. Bruno;

Pamiętam jednak labidzenie użytkowników wieczystych w latach 90-ych że się im kończy 50-letni termin użytkowania.

Wtedy dopiero zaczęły się na dużą skalę nadawania praw własności.

Wcześniej użytkownicy nie inwestowali w budynki, bo nie byli pewni przyszłości, ani własności

Ja to pamiętam jak wyglądały budynki wiejskie wtedy, a jak teraz.

Wygląda mi na to, że dekret z 6.9.1951 roku nie był konsekwentnie realizowany.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Wcześniej użytkownicy nie inwestowali w budynki, bo nie byli pewni przyszłości, ani własności

Konkretny stosunek do swojej własności, użytkowania wieczystego, czy posiadania generalnie, to już inna historia. Znam chociażby osobiście przypadek z jednego miasteczka przy Nysie Łużyckiej z lat 70. i 80. (raczej tych drugich, pierwszych przede wszystkim z relacji ;) ) kiedy część mieszkańców budowała wille i bliźniaki, remontowała i malowała "swoje", a druga - chyba mniejszość, ale bardzo widoczna - uważała, że płotu nie należy naprawiać, bo "Niemcy przyjdą".

Ale - w moim odczuciu - generalnie duży przełom psychologiczny na Ziemiach Odzyskanych był związany z układem roku 1970, otwarciem granicy do NRD, pierwszymi wizytami z RFN i w RFN. Kiedy okazało się, że "Niemcy też ludzie".

Poza tym, generalnie w PRL ludzie przywiązywali chyba mniejsze znaczenie niż dziś do istoty swojej własności i wszelkich papierów (oraz różnych obowiązków) z nią związanych. Wynikało to m.in. z przekonania, że i tak Państwo i tak za wszystko odpowiada i wszystko może. A na Ziemiach Odzyskanych dodatkowo dochodził do tego czynnik "łatwo przyszło".

Nie specjalnie przejmowano się także subtelnościami prawnymi. Nawet w miastach. Co za różnica, czy masz mieszkanie spółdzielcze własnościowe, czy lokatorskie, czy kwaterunkowe, "wojskowe", czy "zakładowe", czy płacisz czynsz właścicielowi kamienicy? I tak mieszkasz. I nikt cię właściwie nie ruszy. Dopiero własność willi, czy morgów - to już było trochę inaczej. ;)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Z literatury:

"Demografia i społeczeństwo Ziem Zachodnich i Północnych 1945-1995. Próba bilansu", red. E. Frątczak, Z. Strzelecki.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.