• Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/16

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/16

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
secesjonista

Nie czytaj klasyków - szkodzą

40 postów w tym temacie


Raczej - by nie szukać na siłę "dziecinnego języka" i nie poszukiwać "mruczalnych wstawek".

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Twórca "Kubusia Puchatka" stworzył szereg utworów, jak: "Pacierz", "Piasek-między-palcami-nóg", "Kiedy byliśmy bardzo młodzi", wszystkie mają jedną wspólną a niepokojącą cechę: jaką?

Zwrócił na to uwagę Ronald Bryden na łamach "Spectatora"...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Otóż, wypada zauważyć, że w swych dwóch najpoczytniejszych książkach (mowa o "Kubusiu..." i "Chatce...") Milne pozbawił Christophera... matki. Podobnież w wymienionych wyżej utworach matka bezpośrednio nie występuje.

Jak mniemam winno to wzbudzić czujność feministek i znawców genderowej tematyki. Czy aby nie jest to przejaw mizoginizmu autora, dyskwalifikującego jego twórczość?

A i nadto tradycjonalistycznej prawicy nie powinno się to podobać. Wiadomo: najpierw niepełna rodzina a skończy się na wolnych związkach i gejowskich małżeństwach.

Z analizy Brydena wynika, że matka nie wywiązywała się ze swych obowiązków, nie rozstrzygając z jakich powodów ("alkohol, narkotyki, choroba psychiczna czy zdrada"), ale w konsekwencji dziecko musiało uciekać w świat własnych fantazji i zaludniając go wymyślonymi towarzyszami. Czyż może być zgoda na taki obraz kobiety-matki? I feministki i konserwatywne Matki-Polki książkom Milne'a powinny powiedzieć: "Stanowcze: NIE!".

Powróćmy jeszcze do nieszczęsnego Sienkiewicza, któremu dostaje się i od lewicy i od prawicy. W sumie na jego przykładzie (a ściślej: twórczości) antagonistycznie nastawione do siebie grupy potrafią udowodnić coś całkiem odwrotnego. O wykorzystywaniu pisarza, warty uwagi artykuł Jolanty Sztachelskiej "Zabijanie klasyków. 'Casus' Sienkiewicz" ("Przegląd Humanistyczny", nr 5, 2011).

Przypatrzmy teraz zarzutom ze strony lewicy, pisarz oskarżany jest o paternalistyczny obraz "Innego", wykrzywiony portret kobiet, perspektywę kolonialną itp. Może jednak za tymi popularnymi dziś formułkami kryje się dalece starsza kontrowersja? Może w tych atakach pobrzmiewa echem dziedzictwo PRL?

Rzecz to może mniej znana zatem warto przypomnienia i objaśnienia.

Otóż ówcześni decydenci mieli z twórcą "Potopu" pewien kłopot, wiadomo im było, iż Sienkiewicz wielkim pisarzem był. No ale już pod względem ideologicznym to ten Sienkiewicz, wiecie towarzysze - niezbyt nam pasuje, "Krzyżacy" są oczywiście w porządku, ale już ta"Trylogia"... o problemach z wydawaniem książek tego pisarza wspominał Julian Krzyżanowski, redaktor zbioru jego "Dzieł". Pewne drobne zdarzenie niejako uratowało "Trylogię", ale o tym opowiem na końcu. Chcąc nie chcąc Sienkiewicza poczęto wydawać, atoli w zgodzie z ówczesną praktyką postanowiono naszego klasyka "oswoić". Zatem w tzw. szkolnym wydaniu "Potopu" Samuel Sandler* (ten sam, który dziś mówi: "Dlaczego tak mało starych komunistów szczerze mówi o sobie? Ze wstydu. Wstydzą się przyznać do własnej głupoty. Więcej - tępoty. My byliśmy głupcami i naiwniakami") stworzył wstęp, gdzie objaśniono jak to ten wielki pisarz zwekslował na błędną drogę postawy "wszetecznej i nacjonalistycznej". Co ciekawe nakład tej pozycji z prawowiernym wstępem wyniósł w 1950 r. - 50 000 egzemplarzy, zaś wydanie bez wstępu (w ramach "Dzieł) - jedynie 10 500 egzemplarzy.

/o ówczesnej ideologicznej roli wstępów, szerzej: M. Zawodniak "Oswajanie klasyki. Kilka uwag o socrealistycznych wstępach", w: "Ostrożnie z literaturą! (przykłady, wykłady oraz inne rady" red. S. Balbus, W. Bolecki/

Co zatem zarzucano pisarzowi?

Postawę prokapitalistyczną i antysocjalistyczną (to drugie miało być u niego jeszcze bardziej szkodliwe niźli to pierwsze),przecenianie roli Kościoła w dziejach naszego narodu, przypisywanie polskiemu chłopu wrogości do socjalizmu, tworzenie atmosfery zagrożenia idącego ze Wschodu, deprecjonowanie Chińczyków, popieranie ograniczeń ekonomicznych względem Żydów (w zaborze rosyjskim), opisywanie socjalizmu jako idei sprzecznej z patriotyzmem, uznawanie USA za kraj o największym stopniu wolności obywatelskich, uważanie, iż polska literatura związana ideowo z literaturą zachodnią.

Największa krytyka spadła oczywiście na "Wiry", pozycję tą zdecydowano się jednak wydać w minimalnym nakładzie - 3 500 egzemplarzy, czyli trzykrotnie mniejszym niźli większość pozycji w ramach serii "Dzieł". Ideologicznie podejrzanym były również: "Niewola tatarska", "Listy z Afryki", "Listy z Ameryki", "Bez dogmatu", "Płomyk", "Legiony", "Na polu chwały", "Rodzina Połanieckich", "Mieszaniny literacko-artystyczne" czy "Chwila bieżąca". Pierwsi recenzenci z urzędu cenzury nie tylko sugerowali nie wydawanie pewnych dzieł czy jakiejś korespondencji, ale dokonywanie w nich skreśleń. Na szczęście ktoś wyżej uznał to niepotrzebne. Choć wcale nie dlatego, że dany fragment uważano za odpowiedni, czy też dlatego, iż uznano, że nie można tak ingerować w cudze dzieło. Owa "góra" doszła bowiem do wniosku, że nie ma to praktycznego sensu, bo nie przyniesie stosownych rezultatów. A to z tego powodu, iż cała spuścizna literacka Sienkiewicza jest niepoprawna ideologicznie.

Ze wspomnianej serii "wypadły" takie teksty jak: "Zjednoczenie narodowe", "List otwarty Polaka do ministra rosyjskiego" czy "Poland and Russia", a zapowiadany przez Krzyżanowskiego tom "Pism politycznych" w ogóle się nie ukazał.

/por. tegoż, "O pełne zgromadzenie puścizny Sienkiewicza", "Nowa Kultura", nr 43, 1951/

Próbki recenzji ówczesnej cenzury, cenzor Tyrman:

"Do szczytu wrogości względem polskiego ruchu postępu Sienkiewicz dochodzi w artykule pt. 'Zjednoczenie narodowe', gdzie autor z pianą na ustach mówi 'o barba­rzyńskim i pozbawionym mózgu socjalizmu', pomawia ruch rewolucyjny o 'bandytyzm', bredzi o 'braku polskiej duszy u postępowców'".

/K. Kościewicz "Wyobraźnia w okowach: Henryka Sienkiewicza potyczki z cenzurą. Rekonesans", "Wiek XIX: Rocznik Towarzystwa Literackiego im. A. Mickiewicza", T. 6 (48), 2013, s. 549/

Cenzor Szymanko:

"Popularyzacja twórczości takich autorów, jak Dygasiński, Prus, Sienkiewicz, z których każdy nastawiony jest prokapitalistycznie, a ponadto w mniejszym lub większym stop­niu antysocjalistycznie, wymaga szczególnego ustosunkowania się. Słuszną jest rzeczą dać społeczeństwu możność zapoznania się z twórczością tych naprawdę utalentowa­nych pisarzy, niemniej uprzystępniając ich społeczeństwu polskiemu w chwili obecnej i to świadomie w postaci wielkich piór i umysłów, nie możemy nie narażać się na ryzyko, że czytelnicy zużytkują ich argumenty antysocjalistyczne przeciwko dzisiejszemu ustro­jowi i budownictwu socjalistycznemu w ogóle".

/tamże,s. 548/

Widać zatem, że problem z Sienkiewiczem nie jest nowy, a każdy szanujący się człowiek lewicy z sentymentem zapatrujący się na PRL, książki tego pana powinien omijać z daleka. Nie powinno być również zgody na to by na szkolnych półkach bibliotecznych stały książki pisarza, którego taki tuz i znawca literatury jak Stefan Żółkiewski nazwał: "hetmanem czarnej reakcji".

Aha, miało być na koniec objaśnienie co do "drobnego zdarzenia", które uratowało Sienkiewicza, a może jakiś inny forumowicz wie już co to takiego było?

O problemach Sienkiewicza w PRL:

M. Bokszczanin "Dzieło edytorskie Juliana Krzyżanowskiego - pisarze doby nowszej", w: "Ignis Ardens. Julian Krzyżanowski: człowiek i uczony. W stulecie urodzin" red. M. Bokszczanin

tejże, "Julian Krzyżanowski - badacz i miłośnik twórczości Sienkiewicza", "Przegląd Humanistyczny", nr 1987

A. Mazur "Wiry polskości, czyli o niedocenionej powieści Henryka Sienkiewicza", w: "Spotkanie Sienkiewiczowskie", Opole, 24-25 X 1996, red. Z. Piasecki

K. Budrowska "Perspektywy edytorskie wynikające z penetracji archiwów cenzury (1948-1958)", "Teksty Drugie", nr 5, 2011

tejże, "Zatrzymane przez cenzurę. Inedita z połowy wieku XX".

* - por. "Samuel Sandler: Werbowali na ulicy" z prof. S. Sandlerem rozmawia T. Torańska, "Duży Format" 06.03.2010; tekst dostępny na: wyborcza.pl

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
miało być na koniec objaśnienie co do "drobnego zdarzenia", które uratowało Sienkiewicza, a może jakiś inny forumowicz wie już co to takiego było?

Umarł przed nastaniem na ziemiach polskich pierwszej władzy socjalistycznej - tj. nie dożył tzw. odzyskania niepodległości, a nieboszczyka nie sposób zabić :)

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Tyle, że ja pisałem o uratowaniu "Trylogii" (co zresztą należy rozumieć szerzej - jako całą spuściznę pisarską), a nie o samym pisarzu - to chyba jest dość zrozumiałe, nie każde "uratowanie" to od razu "uratowanie życia".

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Co do "ratowania" Sienkiewicza:

"Niełatwa była jednak sprawa z 'chorążym czarnej reakcji' (...) 'Trylogia', a zwłasz­cza 'Ogniem i mieczem', zdawała się nie mieć żadnych szans. I oto - jak opowiadał Profesor [Julian Krzyżanowski] - ratunek nadszedł z najmniej oczekiwanej strony. Delegacja polskich pisarzy przyjęta została na Kremlu przez Stalina, który trzymając w ręku rosyjski przekład 'Ogniem i mieczem' oświadczył, że cieszy się ze spotkania z przedstawicielami literatury polskiej, która wydała tak wielkich pisarzy, jak Henryk Sienkiewicz, autor tej właśnie powieści. Z relacją o tym przybiegł do profesora uczestnik delegacji, Kazimierz Koźniewski, a Profesor przekazał ją czym prędzej dyrekcji Państwowego Instytutu Wydawniczego, który w podziale klasyki polskiej pomiędzy wydawnictwa, jaki dokonał się w 1948 roku, otrzymał opcję na wydawanie dzieł Sienkiewicza".

/M. Bokszczanin "Julian Krzyżanowski - badacz i miłośnik twórczości Sienkiewicza", "Przegląd Humanistyczny", 1987, nr 5, s. 35/

Weźmy teraz na warsztat niby niewinną bajdę dla małych dziatek, czyli: "O krasnoludkach i sierotce Marysi" Marii Konopnickiej. Utwór jak i autorka winny wzbudzić czujność wszystkich gorących patriotów z nieufnością podchodzących do naszego zachodniego sąsiada. Konopnicka w społecznej pamięci wiąże się na pewno z "Rotą" gdzie: "Nie będzie Niemiec pluł nam w twarz / Ni dzieci nam germanił".

Tylko czy to nie jest aby zasłona dymna? Kto najgłośniej krzyczy "łapać złodzieja!"? Oczywiście - sam złodziej.

Innymi słowy, czy aby Konopnicka; tu "pojadę klasykiem"; to nie jest ukryta opcja niemiecka? Czy szerzej - germańska? Czy nie jest czymś budzącym niepokój fakt, iż większość pierwszych wydań poezji tej autorki ukazywały się z niemieckimi ilustracjami? Tak też było z pierwszym wydaniem "O krasnoludkach..." (w firmie "P. Laskauer i W. Babicki"), gdzie na dwunastu ilustracjach krasnoludki żywcem zostały zaczerpnięte z germańskiej mitologii, istne Bergmännchen.

I niech nas nie zmyli drugie wydanie (z 1904 r.) z ilustracjami Józefa Ryszkiewicza i winietami Ludomira Illnicza, gdzie niemieckie krasnoludki poprzebierano w krakowskie stroje (buty z podkówkami, magierki, kierezje). Kamuflaż zresztą niezbyt przekonywujący - powszechnie uważa się, że akcja toczy się na Mazowszu, zatem powinien być to np. lejbik i sukmana.

/szerzej: J. Cieślikowski "Marii Konopnickiej książki z obrazkami", "Acta Universitatis Wratislaviensis", nr 1, 1962/

A kto w ogóle był inspiratorem stworzenia tej baśni? Wedle Janiny Porazińskiej miał być to, nie kto inny jak - Michał Arct.

Ha! I tu ich mamy, bo co to za nazwisko "Arct"? Toż to po prostu niemieckie "Arzt". Drążmy dalej niemieckie tropy i zlustrujmy niektórych innych ilustratorów. Kto zatem ilustrował kolejne wydania? A choćby taka Molly Bukowska (wyd. z 1935 r.) - Angielka. A kim są w zasadzie ci Angole? Wiadomo - z pochodzenia Germanie, gdy dodamy do tego informację, że pani Bukowska z domu była Schulze... wszystko zaczyna się nam układać. Kolejna podejrzana osoba to Jan Szancer, czyż jego nazwisko nie przywodzi nam na myśl słowa ze średnio-wysoko-niemieckiego: "schanze"?

/por.: J. Dunin "Książki dla grzecznych i niegrzecznych dzieci"/

Prawdziwie radykalny narodowiec zapewne zwróci uwagę na inny niepokojący fakt. Arct pochodził z żydowskiej rodziny, co drugi Szancer w Polsce miał żydowskie korzenie, a czy ów: "Laskauer" nie brzmi niepokojąco? A kiedy dodamy jeszcze, że z drukarni "Piotra Laskauera i S-ki" wychodziło np. "Życie Żydowskie: tygodnik społeczno-polityczny" to... wszystko zaczyna się nam układać.

Tak już na marginesie dodać można, że "jedną z najczęściej wydawanych książeczek" Konopnickiej to "Na jagody", jest to adaptacja dziełka szwedzkiej autorki Elsy Beskow ("Puttes äventyr i bläbärskógen" z 1901 r.), która najpierw wykonała ilustracje a potem stworzyła do nich tekst. Nie muszę tu chyba przypominać szanownym dyskutantom, że polska adaptacja ukazała się oczywiście właśnie ze szwedzkimi ilustracjami. A kim z pochodzenia są Szwedzi... czy aby nie Germanami?

/A. Boguszewska "Zamierzenia wychowania estetycznego w zakresie plastyki wobec dziecka w Polsce lat dwudziestych XX wieku", "Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska", Sectio L, Artes., Vol. 2, 2004, s. 238/

A czy prawdziwy Polak (a przecież większość z nas jest nimi) może sobie wyobrazić coś groźniejszego dla polskości niźli: Niemiec będący Żydem? No już obecnie to chyba tylko Żyd o niemiecko-rosyjskich korzeniach, który wyznaje islam.

"Wiodły ją te huczne wiatry

Do królewskich komnat Tatry"

No właśnie, co z tą królową mającą swą siedzibę w górach? imię jakieś takie: nie nasze, nie przaśno-słowiańskie. Atoli rzecz nam się nieco rozjaśni, kiedy przypomnimy, iż nasze swojskie Tatry w języku niemieckim określano właśnie jako: "Tatra"... i wszystko zaczyna się nam układać.

Rzeczona Tatra budzi też inne złe skojarzenia. Jak dowodzili Grzegorz Leszczyński czy Jerzy Cieślikowski, nasz inkryminowany utwór antycypował baśń wiejską. A co jeśli nasza poetka nie tylko to antycypowała? A jeśli jest to kryptoreklama pewnej marki alkoholowego napoju chmielowego z Grupy Żywiec? A kto jest jej głównym udziałowcem? Holenderska firma Heineken International BV. A jak wiadomo, nacja holenderska pochodzi głównie od Germanów... i wszystko zaczyna się nam układać. Nie powinniśmy narażać nasze pociechy na nawet hipotetyczne złe skojarzenia. Nie od rzeczy będzie tu przypomnieć, że to Żydzi rozpijali nasze zdrowe acz łatwowierne chłopstwo.

Zatem wypada rozważyć, czy cały ów fragment o Tatrze nie powinien być usuniętym na mocy Ustawy "o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi".

/por.: J. Leszczyński "Młodopolska lekcja fantazji: o przełomie antypozytywistycznym w literaturze fantastycznej dla dzieci i młodzieży";

J. Cieślikowski "O krasnoludkach i o sierotce Marysi Marii Konopnickiej antycypacją baśni wiejskiej", w: "Baśń i dziecko" red. H. Skrobiszewska/

"Wszakże i on miał w sercu taką dziwną radość, taką rześkość, że nagle zaczął wywijać swoim wielkim piórem i śpiewać znaną starą piosenkę:

...Precz, precz smutek wszelki,

Zapal fajki, staw butelki".

Bajki mają bawić, uczyć i wychowywać. Wątpliwym wychowawczo wydaje się powyższy fragment. My dorośli wiemy z lektury książek Johna Tolkiena, że inne małe istoty też lubiły zapalić sobie... ziele. A co to dziś jest "ziele" nie trzeba tłumaczyć. Wiadomo co sobie taki Koszałek-Opałek chciał popalić? Lepiej chuchać na zimne. A nawet gdyby nasze słowiańskie Krasnoludki sięgały li tylko po tytoń - czy godzi się propagować wśród dzieci tego typu wzorce zachowań? Tworzenie w młodych, nieukształtowanych jeszcze umysłach związku: "radość-staw butelki" nie trzeba chyba opatrywać komentarzem.

"Pij, chłopie,

Pij, chłopie!

Śmierć idzie,

Dół kopie.

Śmierć idzie

W pokoje,

Coś wypił,

To twoje!"

To pieśń mistrza Sarabandy, którą zaprezentował w karczmie w Słowiczej Dolinie. Czyż trzeba lepszego przykładu sformułowanego wcześniej podejrzenia co do chęci rozpijania najzdrowszych warstw społecznych naszego kraju?

"Stał dwór królowej Tatry na wysokiej górze; na górze tak wysokiej, że chmury u stóp jej leżały, jako siwych owiec stada, a szczyt promieniał słońcem na czystym lazurze.

Dwa bory świerków wiodły do wrót zamku; dwie skały, dwa kamienne olbrzymy straż przed wrotami trzymały; dwa gaje kosodrzewiny[605] rozścielały kobierce[606] mchu na schodach do komnat królowej wiodących, dwa potoki dzień i noc lały po przysionku[607] srebro z malachitowych[608] dzbanów wyrzeźbionych cudnie; dwa orły latały nad wieżycami zamku, dwa wichry wyły u jego progów jak dwa brytany; dwie gwiazdy sine paliły się w otworach wieżyc: zaranna i wieczorna jutrzenkowa gwiazda".

A teraz warto zwrócić uwagę środowisk klerykalnych na dwa niepokojące elementy: na tytułowe Krasnoludki i otoczenie zamku Tatry.

Powiedzmy to wyraźnie: Krasnoludki to pogańskie istoty. Opisane w tej bajce nastanie na naszych ziemiach chrześcijaństwa wyraźnie pokazuje jakiej to proweniencji były te niby niewinne istotki. Ich funkcje społeczne zakończyły się wraz z zawitaniem u Piasta - Aniołów. A choć w tekście zaznaczono, iż: "przyjdzie Pan wielki, mocny, Pan nieba i ziemi" to jednak autorka źle dobrała proporcje, za dużo pogańskich Krasnoludów, za mało anielskich śpiewów. Czyż dobry chrześcijanin będzie narażał swe dziatki na takie ryzykowne kontakty ze światem pogaństwa?

Przypomnieć wypada, że już w początkach XVII wieku uczony Abraham z Günterrodu obaliwszy szereg bałamutnych mitów jakie panowały wówczas względem skrzatów (krasnoludków), w sposób uczony wywiódł, ze te istoty istnieją, a w oparciu o Biblię udowodnił, że nie są to ani boskie, ani anielskie istoty: "nic jiného nepozûstává, než že jsou konečně sami d’áblové, kteřiž pro svedeni lidi i v anděly světlosti, ovšem pak v malé mužičky se promeniti mohou".

/tegoż, "Přidavkové к historii Xenofontové o životu Cyra prvniho"/

U czujnych chrześcijan podejrzanym zdawać się musi otoczenie dworu królowej Tatry, skąd tyle tych powtarzających się dwójek? Czy aby nie mamy tu do czynienia z numerologią i podejrzanym przemycaniem treści ezoteryczno-gnostycznych a może nawet satanistycznych? Jak można się dowiedzieć z tekstu na jednej ze stron popularyzujących numerologię, liczba dwa oznacza m.in.: "Jest to liczba kobiet i Diabła". A już Orygenes powiadał, że kobieta jest córką szatana.

I czemu jest Tatra sama, gdzie król? Czy nie jest to próba przemycania treści wolnomyślicielskich, a jak byśmy dziś to ujęli - treści genderowych (czyżby i to antycypowała?). Warto się zastanowić, czy nie jest to atak na tradycyjny model rodziny, na który zgody być nie może.

/za: www.numerologia-dla-ciebie.blog.onet.pl/

"zginą i w proch upadną dawne bogi, których ludzie sobie po świętych gajach czynili...".

Powiedzmy sobie szczerze, powyższy fragment budzić zaś może sprzeciw takich osób jak Tyberius Claudius i innych "Rodzimowierców".

Czyż można budować tolerancyjne i wyzwolone z okowów postkolonialnego myślenia społeczeństwo bazując na tego typu lekturach? A co z szacunkiem dla wiary naszych praprapra-dziadów? A jak zauważa Cieślikowski: "W postaci królowej Tatry niewątpliwie odnajdujemy zaszyfrowaną alegorię Polski... taką, jaką tradycja literacka łączyła z obrazem Królowej Korony Polskiej". A choć dziś Polska monarchią nie jest, to tego typu alegorie budzić mogą obawy pośród ludzi niewierzących, czy tylko zainteresowanych tzw. neutralnością światopoglądową instytucji państwowych, a więc i szkoły.

/tegoż, "Baśń Konopnickiej 'O Krasnoludkach i o sierotce Marysi'", "Pamiętnik Literacki: czasopismo kwartalne poświęcone historii i krytyce

literatury polskiej", T. 54, nr 1, 1963, s. 114/

"Naród wielce osobliwy.

Drobny — niby ziarnka w bani"

i

"On to pierwszy dowiódł, iż Krasnoludki, ledwie na piędź duże, są właściwie olbrzymami, które się tylko tak kurczą".

Przyznajmy: nasze polskie dziatki mają często poważne kłopoty z matematyką. A Konopnicka nie pomaga, a wręcz miesza. Oto Krasnoludki raz mają być jak pestki dyni - czyli wielkości kilku centymetrów, drugim razem - mają mieć jakieś 21 cm wzrostu (: piędź). A znowu z historii o małym Jaśku i Podziomku, wynika, że Krasnoludek miał mierzyć jakieś 64–71 centymetrów. Czy jest potrzebnym mieszanie w głowach dzieci i narażanie ich na taki cicer cum caule?

Rzecz powinna zostać wyprostowana w kolejnych edycjach tej baśni, nie można pozwolić na upowszechnianie takiej niekonsekwencji. Myślę, iż w duchu dzisiejszych czasów kwestię tę powinna zanalizować i rozpatrzyć odpowiednia komisja poselska. Rzecz to przecież nie jest błaha - jakiej wielkości są polskie Krasnoludki. Być to przecież nie może by nasze słowiańskie "Lares familiäres skrzathovye" okazać się miały niższymi niźli tolkienowskie krasnoludy (średnia ok. 107 cm).

Konkludując - wykazane zostało, iż baśń Konopnickiej nie jest odpowiednim tekstem dla naszych dziatek. Czy jesteś narodowcem, twardym katolikiem, rodzimowiercą, ateistą, zwolennikiem pozytywistycznej pracy u podstaw - wnikliwa lektura tej baśni musi wzbudzić u ciebie stanowczy protest.

W kolejnym odcinku tego dyskursu zajmiemy się twórczością Bolesława Prusa, a zwłaszcza żelaznym tematem na lekcjach języka polskiego: "Placówka" jako realistyczny obraz wsi polskiej. Oczywiście udowodnimy bez żadnych wątpliwości, że ów realizm jest mocno wątpliwy. Zatem będzie m.in. o: głosie 'prowincjalnego prenumeratora", o odkładanych 50 rublach, zyskowności dziesięciu mórg, o zdaniu Aleksandra Świętochowskiego i dlaczego chłop nie mógł lamentować. Przy okazji, zajmiemy się niecnym przemycaniem erotyzmu w "Lalce".

W dalszej kolejności sprawdzimy czy klasyk polskiej science-fiction miał rację uznając kapitana Nemo za paskudnego wyzyskiwacza...

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Krótka notatka ostrzegawcza dla osób przewrażliwionych w temacie antysemityzmu - tak mi się przypomniało w trakcie rozmowy z Bruno w temacie: ""Rycerz Niepokalanej". Twórca "Eventyr fortalte for Børn" miał wielu przyjaciół Żydów i wielokrotnie publicznie dobrze się wypowiadał o tej nacji. Atoli jak poskrobać... czy nie ma wątków antysemickich w mało znanej bajce: "Jodepigen" z 1855 roku? Czy przestawiona tam Sara nie jest pustą religijnie? I dlaczego jest: "nie-Dunką"?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Czy Bolesław Prus, na ogół przedstawiany na portretach jako dobrotliwy i wiekowy mężczyzna, potrafił stworzyć w swych "Kronikach" obraz gdzie "Polacy" rozwiązują problemy państwa za pomocą swej chuci?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach
Dnia 5.12.2015 o 00:04, secesjonista napisał:

W kolejnym odcinku tego dyskursu zajmiemy się twórczością Bolesława Prusa, a zwłaszcza żelaznym tematem na lekcjach języka polskiego: "Placówka" jako realistyczny obraz wsi polskiej. Oczywiście udowodnimy bez żadnych wątpliwości, że ów realizm jest mocno wątpliwy (...) Będzie o odkładanych 50 rublach, zyskowności dziesięciu mórg, o zdaniu Aleksandra Świętochowskiego i dlaczego chłop nie mógł lamentować.

 

To kto pierwszy zakwestionował znajomość Prusa co do realiów wsi polskiej i jak to argumentował?

0

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą dodawać komentarze

Dodaj konto

Dodaj nowe konto. To bardzo proste!


Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się tutaj.


Zaloguj się teraz