Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Albinos

Żołnierskie szczęście, przepowiednie śmierci...

Rekomendowane odpowiedzi

Albinos   

Myślałem nad tym już od jakiegoś czasu, ale pod wpływem dzisiejszej rozmowy w temacie o św. Janie Bożym w końcu zdecydowałem się założyć temat. We wspomnianym temacie pojawił się wątek "Krysta" z OD "A", który miał przetrwać sierpień bez żadnych obrażeń (przeżył też Powstanie). Z drugiej strony mamy takiego Stanisława Likiernika, który był ranny kilka razy. Temat pozornie błahy i rzadko zauważany, ale ciekawe wydaje mi się to, jak takie historie komentowali sami Powstańcy... czy w ogóle zwracali uwagę na takie rzeczy. Generał Ścibor-Rylski stosunkowo często zwraca uwagę na to, jak dziwną sprawą jest to, że kiedy on przeżył Powstanie (i to bez większych urazów), obok niego padali jego koledzy. Jak to stało się, że właśnie on tyle razy zdołał się uratować, a nie udało się to komuś, kto dnia x stał po jego prawej stronie. Sam kilka razy natknąłem się na wspomnienia, gdzie ktoś mówił, że podczas tych dwóch miesięcy dochodziło do wydarzenia, które w efekcie prowadziło do przekonania, że skoro to udało się przeżyć, to uda się wyjść z tego Powstania cało... Wydaje mi się to szalenie ciekawe z punktu widzenia czysto psychologicznego. Czy takie sytuacje nie mogły wpływać jakoś na nastawienie tych ludzi do walki? Z drugiej strony są historie, kiedy ktoś był wręcz pewien, że coś mu się stanie, że nie wyjdzie z Powstania, jakieś nagły zmiany zachowań... Tutaj od razu przypomina mi się (wiem, jestem monotematyczny) por. Tadeusz Wiwatowski "Olszyna", który dzień przed 11 sierpnia miał powiedzieć dr. Kaczyńskiemu, że stanie się coś złego, że ma złe przeczucia. I faktycznie, kilkanaście godzin później już nie żył.

Czy w literaturze - głównie wspomnieniowej - spotykaliście się z podobnymi sytuacjami? Nie chodzi mi tu o jakieś analizy tego, ale zwyczajne przykłady...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Swoją śmierć "wyczuli":

Sierż. "Korwin" - Kazimierz Wasiłowski pluton "Sad" komp. "Rudy", baon "Zośka"- "(...)a wszystko zagłusza grzechot kaemów. Ktoś chwyta mnie za rękaw, odwracam się nerwowo - Korwin.

- Wiesz, Czart, czuję, że na pewno nie przejdę. W tej kieszeni mam papiery. Mieszkasz niedaleko mnie. Jestem pewien...

Mówi powoli, spokojnie, wskazując ręką ukryte w mundurze dokumenty, a jego nieruchome oczy wpatrują się w ognie przedpola(...)" Polegl 31.VIII. ul. Bielańska

Za:"CZART" Przebicie do śródmieścia w "Pamiętniki żołnierzy baonu >Zośka<"

Pchor. "Ryszard" - Ryszard Łuniewski 101. kompania, baon "Bończa" - (...) za mną! A zobaczywszy leżącego na sienniku "Ryszarda" dodałem: Ty oczywiście też!

Chłopak, który zawsze raczej napraszał się, by chodzić wszędzie ze mną, tym razem jakoś ociągał się, lecz w końcu powiedział:

- Pójdę, panie poruczniku!

(...) by pochować poległych w drugim i trzecim boju o Katedrę naszych żołnierzy. Wtedy to "Ryszard", patrząc na nich, powiedział:

- Jeśli o mnie chodzi, nie chciałbym leżeć sam. Przyjemniej razem z innymi.(...)

Poległ kilkanaście minut póżniej 29.VIII. dziedziniec Jezuitów.

Za: Zbigniew Blichewicz "Szczerba" "Powstańczy tryptyk".

Istnieje jednak druga wersja jego śmierci dnia 27.VIII. w Katedrze Św. Jana.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

por. 'Giewont" Władyslaw (Miłosław0 Cieplak d-ca III komp. baonu "Zośka"

"Był wtedy rano [30.VIII.] "Giewont" przez godzinę na kwaterze na Kożlej.(...)umyl się bardzo stawannie, uczesał, ogolił.(...)

"Giewont", który byl zawsze dobrej myśli, pożegnał się z kolegami z przekonaniem, że się już nie zobaczą. Gdy odchodził po ukończeniu toalety, powiedział - No już jestem przygotowany na śmierć."

za:Zapiski ppor. Michała Glinki "Michała". W: "Aresztowane powstanie"

Zginął niedługo potem ul. Zakroczymska 7.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Albinos   

Fragment wspomnień Witolda Sikorskiego "Boruty" z plutonu "Śnicy" [Pamiętniki żołnierzy baonu "Zośka", red. T. Sumiński, Warszawa 1986, s. 473, 476-477]:

Na półpiętrze spotykam się z Danusią, która stoi oparta o poręcz i trzyma w ręku jakąś książkę spoglądając na mnie swymi smutnymi oczami.

- Co się stało, Danusiu?

- Nic specjalnego. Wiesz - dodaje po chwili, siląc się na uśmiech - bardzo się boję o Wandę. Wyobraź sobie, iż przed chwilą usiadła tutaj na schodach odpocząć trochę i wzięła do reki znalezioną gdzieś tę książkę. To wybór poezji Staffa. Otworzyła na chybił trafił i przeczytała tytuł wiersza - "Trupie miasto". Zamknęła, znów otworzyła i... wiersz "Cmentarz". Po chwili powtórzyła to parokrotnie i znów tafiła na wiersze o podobnych tytułach. Opowiadając mi o tym, była bardzo przejęta i powiedziała, że przeczuwa coś niedobrego, że to dla niej zły znak. Na pewno zginie albo będzie ranna.

- Danusiu, uspokój najpierw siebie, bo sama jesteś tym najbardziej przejęta, a potem powiedz Wandzi, że niewiele czytałem Staffa, ale myślę, że to tomik o wyjątkowo żałobnej tematyce.

Danusia patrzyła na mnie bez przekonania. Ona wszystko przeżywa głębiej aniżeli my wszyscy. Często też przeżywała i za nas. W tej chwili schodzi ze schodów Tomek i Danusia powtarza mu tę samą historię z Wandzią.

(...)

Oficerowie bezradnie patrzą na słabnącego z upływu krwi żołnierza. Ktoś rzuca granat dymny - wzmaga to natężenie niemieckiego ostrzału, Pociski kaleczą ziemię wokół rannego. Niemiecki celowniczy coraz dokładniej przenosi ogień. Los rannego zdaje się być przesądzony...

Przed grupą stojących oficerów zjawia się nagle Wandzia.

- Panie kapitanie - zwraca się do Motyla - ja podam mu tę linę.

Nie czekając na zgodę, chwyta koniec grubej liny i skacze pod mur. W pół sekundy za nią biegnie długa, świetlna seria elkaemu. To już drugi elkaem ostrzeliwuje nasze podwórze.

Porucznik Śnica, zorientowawszy się, o co chodzi, krzyczy do niej:

- Wanda, zawracaj z powrotem! Wanda, co ty robisz, przecież to pewna śmierć!...

Lecz w tej chwili Wanda szykuje się do decydującego kroku - do rannego. Stoi z zaciśniętymi ustami, oparta rękoma o mur, i czeka na dogodny moment. Wreszcie zrywa się naprzód. Długi skok do bramy, w której leży pod ogniem ranny żołnierz 3 dywizji. Już dopada rannego, jeszcze trzy metry... jeszcze tylko metr... W tej chwili na podwórzu zagrzmiały długie serie z obu naraz niemieckich elkaemów. Widzieliśmy dokładnie, jak jasne ognie wciskają się w plecy Wandzi, która wygięła się ku tyłowi i pada martwa u stóp rannego żołnierza...

Żołnierz chwycił koniec liny i po chwili sanitariuszki bandażowały jego rany.

Na podwórzu zapanował spokój. Oficerowie rozeszli się do swoich oddziałów.

W bramie wychodzącej na podwórze stało kilku kolegów, patrząc w milczeniu na garaż, pod którym spoczywało martwe ciało Wandzi w staromiejskiej panterce.

Podchodząc do nich wyczułem na sobie czyjś wzrok. Za mną stała Danusia. Z jej jasnych, dużych oczu spływały łzy...

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

W Arsenale gdzie przebywali pracownicy Archiwum, ludzie z Wydziału Technicznego, jak ludzie z oddziału Władysława Jachowicza "Konara", któregoś wieczoru poczęto rozmawiać o wróżbach, inż. Stefan Zawadzki przyznał się, że potrafi wróżyć z dłoni.

"Powróżcie, inżynierze Stefanie! - natarczywie podsuwaliśmy mu swe ręce.

Zgromadziło się trochę chłopców "Konara" był zresztą i on sam (...)

Żonie, Mietkowi zajrzał i oznajmił "wyżyjecie". Nad moją nieco się zastanawiał: "wyżyjesz też". Podsunął swą dłoń Władek Siudakowski... popatrzył i odsunął dłoń bez słowa. Spojrzał jeszcze na rączkę Marka... Wstał nagle i z niechęcią oświadczył, że dość tych głupstw. Lepiej napijmy się (...)

Jednego popołudnia ogłoszono alarm, znów biegli ku wirydarzowi obrońcy. Słychać było wściekłą kanonadę, coraz to zgrzytem ryczały 'krowy", rozrywały się pociski. I zaraz nadeszła żałobna wieść: na dziedzińcu zginął "Żurek". Odłamki pocisku przejechały go po szyi. Skrwawił się w oka mgnieniu, o ratunku nie było mowy. Marek zbladł jeszcze bardziej... zginał przyjaciel".

/A. Słomczyński "W warszawskim Arsenale", w: "Walka o dobra kultury. Warszawa 1939-1945" red. S. Lorentz, T. I, Warszawa 1970, s. 550/

Sam Marek, zwany "Bimbo" zmarł niedługo potem trafiony odłamkiem...

Edytowane przez secesjonista

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.