Skocz do zawartości
  • Ogłoszenia

    • Jarpen Zigrin

      Zostań naszym fanem. Obserwuj nas w social mediach : )   12/11/2016

      Daj się poznać jako nasz fan oraz miej łatwy i szybki dostęp do najnowszych informacji poprzez swój ulubiony portal społecznościowy.    Obecnie można nas znaleźć m.in tutaj:   Facebook: http://www.facebook.com/pages/Historiaorgp...19230928?ref=ts Twitter: http://twitter.com/historia_org_pl Instagram: https://www.instagram.com/historia.org.pl/
    • Jarpen Zigrin

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum   12/12/2016

      Przewodnik użytkownika - jak pisać na forum. Krótki przewodnik o tym, jak poprawnie pisać i cytować posty: http://forum.historia.org.pl/topic/14455-przewodnik-uzytkownika-jak-pisac-na-forum/
Mariusz 70

Nordland - czyli bałtyckie miasta.

Rekomendowane odpowiedzi

Postaram sie zachecic do specyficznego rodzaju historycznej turystyki,a mianowicie do turystyki morskiej.Wprawdzie historyczna turystyka z pokladu statku kwitnie w Polsce w najlepsze ,bo wyprawy do Egiptu nie sa juz niczym osobliwym,ale co rzeka to nie morze.W latach 80-tych szacowny miesiecznik "Morze" propagowal taka forme wypoczynku wspierajac akcje budowy statku "Gwarek".Nie wiem czy ktos jeszcze ta inicjatywe pamieta,a i sam pomysl ekstrawaganckich wakacji w okresie pospolitego dziadostwa troche tracil SF.Zamysl jednak byl sam w sobie jak najbardziej szlachetny,a sama idea interesujaca.Mama mnie bezskutecznie zawsze motywowala do nauki kuszac taka wyprawa w zamian za zdana mature.Mature zdalem,ale nie bylo za bardzo na czym wtedy plywac.Po latach jednak do pomyslu wrocilem,a wiec wysilki "Morza" na marne nie poszly.

W tym roku postanowilismy wybrac sie nad Baltyk.Wybralismy juz nam znana firme Pullmantour,ktora oferowala wycieczke na trasie:Helsinki-Petersburg-Tallin-Sztokholm-Rostok-Kopenchaga.Pullmantur ma tez te cenna zalete,ze w mysl zasady "wszystko wliczone",na pokladzie oferuje nie tylko pelne wyzywienie,ale i korzystanie z baru bez ograniczen.Po prostu placimy za wycieczke,a potem pij i wcinaj ile zdolasz bez doplaty.Sprawa na urlopie wrecz zasadnicza :rolleyes:

Trafil nam sie statek "Empress",jednostka o wymiarach imponujacych i wszelkie mozliwe wygody zapewniajaca:

Zmieniono niestety w tym roku trase i zamiast zawitac do Gdyni i Klajpedy,mielismy odwiedzic Rostok i jeden dzien spedzic na morzu.Sadze,ze powodem byl ekonomiczny kryzys i wynikajace z niego oszczednosci.

Pullmantur oferuje tez spore obnizki cen i rozmaite oferty siegajace nawet 35%.

Dzien 1-szy.HELSINKI.

Wyjechalismy rankiem z domu w kierunku Madrytu.Jako,ze firma doplaca do lotniskowego parkingu,zostawilismy nasze autko bezpieczne i spokojnie udalismy sie na terminal.Pullmantur posiada wlasne samoloty typu Jumbo Jet,ktore zawsze Cie wygodnie dostarczaja do miejsca postoju statku.Pogoda byla ladna,od Hiszpanii po Finlandie widocznosc doskonala,wiec mozna bylo dokladnie geografie Europy przestudiowac.Na dodatek personalny ekranik pokazuje ci aktualna pozycje samolotu.Przy odpowiedniej pogodzie,atrakcja sama w sobie.

Wyladowalismy o czasie,bagaze zabrali bezposrednio na statek,a nas zapakowano do autobusow.Jako ze akurat trwala jakas kampania firmowa zachecajaca emerytow do takich wypraw,nasza wycieczka miala wyglad nieco geriatryczny.Ale w sumie bylo przyjemnie popatrzec na starszych ludzi co to sobie moga po latach pracy na dobry wypoczynek pozwolic,a nie tylko karmic golabki w parku, jak sie to ich rowniesnikom w innych krajach niestety zdarza.Smiesza tez ci dziadkowie-prowincjusze swymi fachowymi uwagami.Dowiadujemy sie m.in.ze Finowie to nie Europejczycy bo sa blondynami,czy tez pokazuja nam helsinska arene do walk bykow.Ja jednak widze zdecydowanie stadion pilkarski :huh:

Licznie sa tez prezentowani niepelnosprawni w wieku rozmaitym,co tez sklania do pozytywnych refleksji.

Pasazerami sa glownie Hiszpanie,pozniej Portugalczycy,Holendrzy,Brytyjczycy i kilku obywateli USA.No i my,jedyne dwie polskie sieroty.

Musze niestety z zawodem przyznac,ze w Helsinkach nie widzialem w zasadzie nic.No prawie nic.Przejazd autobusem z lotniska przez niezbyt ciekawe miasto do portu.Taki to byl moj pobyt w tym miescie jak to ktos na tym filmiku pokazal :(

http://www.youtube.com/watch?v=wzo1KUykbYw

Okazalo sie,ze zaraz wyplywamy,pozostalo wiec tylko klac ile wlezie i udac sie na zwiedzanie "Empress".Jako,ze czasy sa ciezkie,ceny wysokie,a nikt nababem nie jest,wzielismy kabine najtansza czyli bez okna.Pomieszczenie niewielkie,ale wygodne.Mala lazienka z prysznicem i WC,kasa pancerna,tv-plazma,szafy,suszarka,duze kojo.Czego tu chciec wiecej.Idziemy wiec do bufetu i z dzbanem w reku tudziez pelnym talerzem obserwujemy wyplyniecie z Helsinek.Wlasnie mija mnie kolejny dziadek z lampka wina w reku i stwierdza z satysfakcja,ze w Hiszpani zyje sie lepiej,pokazujac male budki-przebieralnie przy brzegu.

-Jak oni moga w takiej ciasnocie mieszkac.No chyba,ze to Eskimosi. :rolleyes:

Potakuje nie wyprowadzajac go z blogiego samozadowolenia.Ja jednak wole osodzac jakosc zycia Finow po licznych, wielgachnych autach marki Volvo jakie widzialem i dobrze utrzymanych drogach.Dzis jeszcze czeka nas elegancka kolacja i przygotowywania do jutrzejszej wizyty w Petersburgu.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Ermitaż , jeśli zawadzisz o Ermitaż , opisz to proszę koniecznie , a opis pierwszego dnia super :thumbup:

miłego wypoczynku :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Juz po wypoczynku :( O Ermitazu bedzie nizej.

Wracajac po polnocy z kolacji kolejna niespodzianka.Wraz z codzienna gazetka pokladowa znajdujemy informacje o prawie wizowym w Rosji obowiazujacym.Okazuje sie,ze firma zalatwila automatycznie wizy grupowe,a nie indywidualne.Czyli mozemy zejsc na lad wylacznie w ramach wykupionych wycieczek.Nikt nas wczesniej o tym drobnym detalu nie powiadomil,chcielismy zwiedzac Petersburg na wlasna reke i do tego sie miesiacami przygotowywalismy.No i caly misterny plan w p...u.

Szybka narada wojenna i postanawiamy wykupic za duze pieniadze opcje maksymalna na dwa dni,bo co nam pozostalo.Pocieszamy sie ,ze przynajmniej zobaczymy Carskie Siolo czego nie mielismy w planach.Oferowane wycieczki sa rozmaite.Od objazdu miasta autobusem,statkiem po kanalach,wizyt w poszczegolnych muzeach,az po odwiedzenie Nowogrodu.Oferuje sie tez wieczor folklorystyczny czy spektakl baletowy z kolacja.Czyli jest w czym wybierac.Decydujemy sie na centrum miasta z Ermitazem w dniu pierwszym.W drugim na Carskie Siolo i Peterhof.

Dzien 2-gi.PETERSBURG.

Kto rano wstaje...ten oglada Kronsztad.

Bufet ma te zalete,ze jest usytuowany w oszklonej galerii nad mostkiem kapitanskim.Przyjemnie jest wiec rano siedziec w fotelu,pic cos cieplego i ogladac wplywanie do poszczegolnych portow z wysokosci, bagatelka, jakichs 8-pieter.

Jest niedziela wiec baza morska Floty Baltyckiej wyglad ma senny.Tor wodny prowadzi doslownie 100 metrow od stojacych okretow.Duzo tego nie ma.Glownie jednostki pomocnicze i okr.podwode klasy Kilo.Nad wyspa goruje ladnie odnowiona cerkiew ze zlota kopula.Widac tez z daleka zespol palacowy Peterhofu.

Przed wplynieciem do miasta zarzadzany jest obowiazkowy alarm cwiczebny.Zlosliwie spodziewam sie scen rodem z Titanica i szykuje aparat,aby zbiorowa panike staruszkow utrwalic.Dzwoni 7 buczkow,bierzemy kamizelki i udajemy sie wyznaczona trasa na wyznaczone nam miejsce.Zawiodlem sie,ale pozytywnie.Nasi dziadkowie w kapokach spokojnie ustawiaja sie na pokladzie lodziowym i szybko formuja 5 szeregow.Dyscyplina jak w marynarce wojennej,az mnie zatkalo.Czasem tylko padaja jakies zarty dosc zreszta w tej niezwyklej sytuacji stosowne.Kapitan gratuluje dyscypliny i dziekuje za cwiczenia,mozna zajac sie wreszcie ogladaniem miasta.

Stajemy w odnodze Duzej Newy w centrum miasta.Niedaleko widac lodolamacz "Jermak",slynny z akcji ratunkowej z lat 30-tych,kiedy ruszal na pomoc polarnej ekspedycji adm.Nobile.Obecnie jest to statek-muzeum.Cumujemy obok okretu podwodnego klasy "Foxtrot" rowniez takie funkcje pelniacego.

Dolaczaja nas do wycieczki "holenderskiej".Procz obywateli tego kraju jest z nami kanadyjska para,amerykanski emerytowany oficer i czworo jego rodakow,ale chinskiego pochodzenia.Wiek uczestnikow sredni,jezykiem obowiazujacym ma byc angielski.Co do Holendrow to po raz kolejny w zyciu(mialem zaszczyt byc druzba na fryzyjskim weselu) przekonuje sie,ze opinie o ich sztywniactwie i zdystansowaniu sa calkowicie krzywdzace.Zaczynamy wizowe ceremonie i przejscie punktu granicznego.Wreszcie pani proporszczik o wygladzie starej zolzy laskawie nas przepuszcza.Absurd sytuacyjny kompletny.Centrum miasta,trzy statki majace na pokladach tysiace ludzi z wypchanymi portfelami i nie wolno im tych pieniedzy spokojnie sie pozbywac.Ja tam w zyciu rozmaite socjal-absurdy juz widzialem,ale ludziom w normalnych i wolnych krajach wychowanych w glowie sie to nie miesci.

Po ok.godzinie wsiadamy wreszcie do autobusu.Wita nas mloda Rosjanka majaca byc przewodniczka.I tu kilka slow o naszych przewodniczkach jako,ze co roku rozmaitych zawodow ze strony tej instytucji doznaje.Po raz pierwszy chyba spotkalo mnie bardzo przyjemne rozczarowanie.W obydwu dniach pobytu trafily nam sie dziewczeta bardzo sympatyczne,kompetentne i swietnie przygotowane.Obie doskonale znaly angielski i hiszpanski,posiadaly duza wiedze z zakresu historii sztuki,nie szczedzily tez ciekawostek dotyczacych codziennego zycia obecnej Rosji.Naprawde duze brawa.

Pierwszym punktem byla Twierdza Pietropawlowska i katedra Piotra i Pawla bedaca cesarska nekropolia.Biale sarkofagi imperatorow wygladaja skromnie.Wyjatkiem sa niezwykle piekne,ale proste grobowce Aleksandra II i jego zony,wykonane z czerwonego i zielonego kamienia.

Najwieksze zainteresowanie budzi kaplica w ktorej w 1998 roku w obecnosci prezydenta Rosji zlozono szczatki Mikolaja II i jego pomordowanej rodziny.Duzo kwiatow,a uwage przyciaga wielki wieniec bedacy wyrazem szacunku krola Tajlandii.

Znalazlem dobrej jakosci filmik o tym zabytku opowiadajacy jak i o soborze Sw,Izaaka.Komentarz w jezyku polskim,w tle ladna muzyka cerkiewna:

Spotyka nas mila niespodzianka.Mamy wliczony mini-koncert muzyki sakralnej.W niewielkiej kaplicy 5-ciu panow w zakonnych przebraniach raczy nas kilkoma utworami.Bardzo nastrojowo i ladnie to wypada.

Jako,ze pogoda byla ladna,tereny wokol twierdzy wypelniali plazowicze.Z trawnika startowal smiglowiec Mi-28 zabierajacy chetnych na przelot nad miastem.Wpoblizu znajduje sie tez Muzeum Artylerii,ktorego niestety nie zwiedzalismy.

Robimy tez zdjecia z kranca wyspy Wasiliewskiej.Nie ma czasu na zwiedzenie Muzeum Morskiego czy Kunstkamary Piotra Wielkiego.Znajduje sie tam obok rozmaitych wybrykow natury m.in.kolekcja wyrwanych osobiscie przez cara zebow.Byl zapalonym stomatologiem-amatorem,a ze byl mezczyzna sily nadludzkiej i popic codziennie lubil,okrutne to byc musialy zabiegi :rolleyes: Do odwiedzania swych zbiorow zachecal car darmowa wodka,paniom oferowano kawe.

http://www.youtube.com/watch?v=DzohzfV671M

Mijamy tez krazownik "Aurora",niestety tez go nie zwiedzamy.Okret jest pieknie odnowiony,powiewaja na nim bandery z krzyzem Sw.Andrzeja:

Stajemy przed Ermitazem.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Musze przyznac,ze odrobinke jestem zawiedziony.Myslalem,ze Palac Zimowy jest wiekszy.Lysiak pisal o :"nie konczacej sie fasadzie Palacu Zimowego w Petersburgu" co mi w glowe weszlo,a w konfrontacji z rzeczywistoscia okazalo sie spora literacka przesada.No nie powien duzy jest,ale do Wersalu mu daleko.

Od razu zaznaczam,ze zbiorow Ermitazu nie jestesmy w stanie zobaczyc w jeden dzien.Nawet nie w dwa,no moze w tydzien.Muzeum liczy 365 sal wystawowych i 2 800 000 eksponatow.wystawianych jest zaledwie 5% zbiorow.Jezeli ktos zwiedza sam to powinien dobrze wiedziec co chce zobaczyc(planik otrzymujemy przy wejsciu)i przede wszystkim udac sie tam przed otwarciem bo kolejki sa gigantyczne.

Nas wpuszczaja wejsciem dla wycieczek,wiec czekamy zaledwie kilka minut.Przedstawiam filmik,ktory dosc dobrze w jez.polskim wnetrza ukazuje.Z tego co widze trasa autor przebywal w zasadzie identyczna.Muzeum przytlacza ogromem,co tu ukrywac meczy,a po trzech godzinach nogi doslownie w zadek wchodza.Jako,ze wiekszosc naszej wycieczki stanowili Holendrzy szczegolnie dokladnie ogladalismy kolekcje malarzy tego kraju.

Dodam jeszcze maly filmik zapraszajacy do wirtualnego spaceru po Ermitazu.Autorem sa wladze muzeum,a sama produkcja jest wykonana niezwykle pomyslowo.Naprawde polecam:

Mam nadzieje Lancasterze,ze zaspokoilem Twoja ciekawosc.

Wreszcie troche czasu wolnego. :)

Wysiadamy przed soborem Sw.Izaaka i zaczynamy sie po Petersburgu troszke na wlasna reke rozgladac.Znikla zupelnie komunistyczna siermiega i w zasadzie miasto przypomina inne europejskie metropolie.Czasami jeszcze gdzies mignie zdezelowana Lada,ale jest to juz raczej kuriozum.Samochody,sklepy i wyglad mieszkancow zupelnie jak nad Wisla czy Renem.Spacerujemy troszke nad Newa,ogladamy Jezdzca Miedzianego,atlantow,ogromny Plac Palacowy.Turysci,matrosi na przepustkach,malolaci na rolkach.Duze,piekne i przyjemne turystyczne miasto.Na tym filmie przedstawione okiem kamer stetoskopowych:

Budynek Admiralicji przechodzil renowacje i fasade niestety czesciowo zakrywaly rusztowania.Nalezy podkreslic,ze wyraznie widac dbalosc o konserwacje zabytkow.Np.od niemal wieku zaniedbane i bedace w ruinie stocznie jeszcze przez Piotra Wielkiego ufundowane,objete sa wlasnie programem renowacji i przywroceniem do uzytku publicznego.Skale dzialan konserwatorskich najlepiej przedstawia sytuacja petersburskich swiatyn.Przed rokiem 1917 bylo duzych i malych obiektow sakralnych wszekich wyznan ponad 700.Obecnie jest ich setka.Na dodatek w zasadzie wszystkie sa niedawno odbudowane z kompletnej ruiny.Wyraznie swiadczy o tym ich nieskazitelny wyglad i lsniace nowym zloceniem kopuly.Na duzych osiedlach powstaja miedzy blokami male drewniane i niezwykle piekne cerkiewki.Cos bardzo egzotycznego wsrod betonowych olbrzymow.

Newski Prospekt daje nam najlepsza lekcje polityki wyznaniowej nieslawnej pamieci ZSRR.Ulica niegdys powszechnie byla znana pod nazwa Ulicy Tolerancji z racji duzej liczby swiatyn rozmaitych wyznan.A wiec mijamy kolejno:

-koscol ormianski:zamkniety w 1930 roku,niedawno ladnie odnowiony i przywrocony do funkcji religijnych.

-kosciol luteranski:zamieniony poczatkowo w sklep warzywny, w latach 50-tych poddany szczegolnej dewastacji.Przerobiono go mianowicie na plywalnie,w nawie glownej wykopano basen,a w absydzie ustawiono trampoline :blink: Dzis swiatynia jest ponownie wlasnoscia Rosyjskiego Kosciola Luteranskiego i sluzy wiernym.

-Sobor Kazanski:jedna z najbardziej majestatycznych swiatyn Petersburga,zamieniony na Muzeum Ateizmu,swoje dawne funkcje pelni od 1999 roku.Obowiazkowy wrecz punkt do odfajkowania dla milosnikow epoki napoleonskiej.Jest tu bowiem pochowany gen.Kutuzow.

-kosciol Sw.Katarzyny zainteresuje specjalnie z pewnoscia Polakow.To tutaj zostal pochowany krol Stanislaw Poniatowski.Obecnie kosciol sluzy petersburskim katolikom.

Sam Newski Prospekt jest ulica elegancka,pelna zycia i niekiedy bardzo drogich sklepow.

Pozostalo nam jeszcze tylko zobaczenie jednego z najbardziej niezwyklych zabytkow miasta-cerkwi Spasa na Krowi.Swiatynie wybudowano w miejscu,gdzie 1 marca 1881 dokonano zamachu na cara Aleksandra II.Mocno zaniedbana i zdewastowana,po dlugich pracach konserwacyjnych zostala ponownie otwarta w 1998 roku.Mozaiki i detale dekoracyjne wykonano z przeszlo 20 rodzajow kamienia,uzyskujac efekt wrecz bajkowy:

Przy swiatyni miesci sie maly ryneczek,ktory polecam zwlaszcza tym ktorzy pragna nabyc oryginalne ikony.Ceny niestety sa bardzo wysokie,od 50 euro w gore :(

Pozostaja jeszcze zakupy.Odwiedzamy duzy magazyn specjalnie dla turystow przeznaczony.Mozna tam nabyc wszelkiej masci pamiatki,od naparstkow i matrioszek zaczynajac na typowych alkoholach konczac.Nie mialem czasu poszperac po ksiegarniach,a na Newskim Prospekcie naprawde duze i bardzo zachecajaco wygladajace widzialem.Kupuje wiec kilka pozycji albumowych dla turystow:Petersburg i okolice,Carowie Rosji i Kompleksy Palacowe Petersburga.Zawsze cos.

Po 9-ciu godzinach wracamy na statek.Ponowne ceremonie wizowe(oficjalnie opuszczamy Rosje)i wreszcie mozna zasiasc z pelna szklaneczka na pokladzie panorame miasta podziwiajac.

jako,ze mamy Biale Noce(trwaja ok.4 godzin),a na lad zejsc nie mozemy frustracja jest dosc powszechna.Zawsze sie o panu Putinie z szacunkiem wyrazam,ale co sobie wtedy o premierze Rosji pomyslalem to taktownie pomine milczeniem.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach
Mam nadzieje Lancasterze,ze zaspokoilem Twoja ciekawosc.

Bardzo dziękuje Mariuszu , niestety zaspokoję swoja ciekawość dopiero gdy sam zwiedzę to Wielkie Muzeum ,

co do Twojej relacji , Wielkie Brawa , Pascala przewodniki Ci pisać , chyba rozmineles się z powołaniem :)

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 3-ci.PETERSBURG.

Wstaje rano.Godz.7-ma ,a slonce juz wysoko.Zlote kopuly Petersburga lsnia niesamowicie,co sklania do refleksji jak wygladalo niegdys to miasto gdy byly ich setki.Pogoda letnia,zapowiadaja 25 stopni,a ze mamy zwiedzac tez kompleksy parkowe to trudno o lepsza wiadomosc.Wczoraj przez to cale zwiedzanie zupelnie zapomnialem,ze w Hiszpanii byly wybory,a w Barcelonie wyscig F1.No i przy sniadaniu spotykaja mnie dobre wiadomosci,wybory lokalne zmienily kompletnie uklad polityczny kraju,a w Barcelonie po raz kolejny wygral S.Vettel.I dobrze.W dobrym nastroju odnajdujemy naszych Holendrow i ustawiamy sie w kolejce "wizowej".Dzisiaj idzie szybciej,niespelna 20 minut i mloda,ladna pani oficer stempluje mi paszport.Nawet sie usmiecha,zartuje i zyczy milego dnia.Nawyki zamordyzmu i urzedniczego chamstwa jak widze wymieraja z dawnym pokoleniem.I tez dobrze.

Zanim udamy sie do Puszkina robimy autobusem spacer po miescie.Jest wiec okazja zobaczyc Pole Marsowe,dom Puszkina,Zamek Inzynieryjny,palac Josupowow(ten od nieboszczyka Rasputina) i slynny Teatr Marinski(ten w ktorym tancowala Krzesinska).Do tego mijamy kolejno mase kolorowych i egzotycznych w wygladzie swiatyn:

Sw,Mikolaja od Marynarzy(bialo-zloto-niebieska).

Klasztor Sw.Aleksandra Newskiego(bialo-zloto-czerwony)

Katedre Sw.Trojcy(bialo-zloto-zolta)

Katedre Przemienienia Panskiego(jak wyzej)

Katedre Smolny(bialo-niebieska)

Wszysto to w stanie wysmienitym i oko cieszacym.Puszczam wiec panu Putinowi zupelnie w niepamiec wizowe przykrosci.

Mijamy tez Dworzec Warszawski.Dawniej stacja kolejowa,dzisiaj centrum sklepow i restauracji o wysokim poziomie.Stara nazwe zachowano.Powoli opuszczamy centrum i zaczyna sie budownictwo socrealistyczne.Zupelna Warszawa,gdyby nie szyldy cyrylica pisane.Bilbordy zachecaja do kupowania przyzwoitych aut,brania kredytow i informuja o imprezach.W czerwcu ma tu wystepowac m.in.Iron Maiden,Shakira i K.Santana.Ale i tradycyjna rosyjska forma rozrywki tez jest obecna,bo cyrk reklamuje sie rownie powszechnie.

Plac Zwyciestwa jest wielki,ale otoczony brzydkimi blokami,"ozdobiony" szpetnym obeliskiem i ogolnie wyczowa sie tu przerost formy nad trescia.A szkoda,bo sam pomnik Heroicznych Obroncow Leningradu jest bardzo ladny i ekspresyjny w wyrazie.Wyjazd z miasta i mamy okazje zobaczyc rosyjska prowincje.Drogi rozniaste,od starych o stanie... :blink: do autostrad o standardzie,ktorego zaden kraj by sie nie powstydzil.Widac wyraznie bum budowlany,wszedzie cos sie kopie,asfaltuje,stawia nowe osiedla.Na wioskach obok starenkich drewnianych chalupek powstaja masowo nowe budynki.Bardzo zreszta w formie te polskie przypominajace.

Wjazd do Puszkina.Wysiadka i juz mamy Carskie Siolo.Wchodzac na palacowy dziedziniec stajesz otwierasz gebe i patrzysz. :o Powala i trzeba doslownie oczy przecierac.Tutaj bialo-niebieska fasada faktycznie zdaje sie nie miec konca.

Jakies 30 minut czekamy,az nas wpuszcza.Oczekiwanie umila orkiestra w mundurach gwardii cesarskiej.Graja rosyjskie standardy,kilkakrotnie hymn hiszpanski(napiwki ;) ),a nawet tancza Jezioro Labedzie.Widok komiczny bo panowie sa slusznej tuszy.

Palac w czasie IIWS zostal kompletnie zniszczony.O dziejach jego odbudowy swietnie nas informuje galeria fotograficzna umieszczona na parterze.We wnetrzach ekspozycje pamiatek po imperatorach,od sukien Katarzyny na mundurkach malego infanta Aleksego skonczywszy.Najwiecej zainteresowania wzbudza oczywiscie Bursztynowa Komnata.Oryginal zaginal w okresie wojny,a to co ogladamy to niedawna rekonstrukcja.

http://www.youtube.com/watch?v=xfASJiKcBdQ&feature=related

Posluze sie jeszcze raz filmem anonimowego polskiego turysty.Ogladal on palace Carskiego Siola i Peterhofu w kolejnosci odwrotnej niz my,ale ujecia sa bardzo ladne,a komentarz pomimo zbytniej monotonii w glosie ciekawy:

Maly spacer po palacowym parku i musimy uciekac do Peterhofu.Ponownie prowincjonalne obrazki i jestesmy prze nowym hotelem w ktorym czeka na nas obiad.Hotel jest usytuowany na przeciw katedry Sw.Piotra i Pawla.Warto ja odwiedzic bo nigdy nie ulegla zniszczeniom i ma oryginalny wystroj.Wstep jest wolny.

Jako ze akurat w plenerach hotelu,przyleglego jeziorka i katedry w staro-ruskim stylu odbywa sie sesja zdjeciowa sukni slubnych Diora,obiad zaczyna byc nieco surrealistyczny.Przy stole siedziny z amerykanskimi Chinczykami( a moze raczej chinskimi Amerykanami?),za oknem panny nieposledniej urody na koniach w sukniach slubnych popylaja,szampan w kieliszkach stoi,a do tego wodku w spore miarki polewaja.Na domiar ta bajkowa katedra i pobliskie ogrody Peterhofu w wersalskim stylu.Oto Rosja wlasnie. :rolleyes: Oszalec idzie.Nic dziwnego,ze atmosfera zaczyna byc wesola,o dodatkowe piwa w kuflach pojemnosci nalezytej wolamy i ma teraz spore przewodniczka trudnosci,aby to nasze polsko-holendersko-kanadyjsko-amerykanskie towarzystwo do dalszego zwiedzania zapedzic.

Wreszcie w wesolym nastroju :rolleyes: ruszamy w dalsza droge.Peterhof w czasie IIWS zostal przez Niemcow doszczetnie ograbiony,na dodatek wycieli mase drzew w parkach co trudno interpretowac inaczej jak zlosliwy wandalizm.Armia Czerwona nie wykazala sie wieksza niestety wyobraznia i jej artuleria w trakcie walk zabytek zrujnowala doszczetnie.Obecnie jest w takim stanie,a nowe miedziane dachy swiadcza o troskliwej nad nim opiece:

http://www.youtube.com/watch?v=qVqCQfYcDdM

Ogrody rownie imponujace.150 fontann robi swoje,park ciagnie sie kilometrami wiec spedzamy w nim niespelna godzinke i musimy z zalem wracac.

W drodze powrotnej mijamy Palac Konstantego.

Zupelnie przez komunistow zdewastowany,zostal wspaniale odnowiony i oddany do uzytku w 2003 roku.Jest wlasnoscia rzadu i oczkiem w glowie premiera.Odbywaja sie tu spotkania przywodcow panstw najwyzszego szczebla.Po raz kolejny zaskakuje mnie przewodniczka swoja wiedza na temat jego dawnego wlasciciela.Jak sie okazuje doskonale sie orientuje w polskich militarno-milosnych perypetiach Wielkiego Ksiecia Konstantego.

Nagla zmiana wystroju bo mamy okazje odwiedzic dzielnice znanych Zakladow Kirowskich.Ciezkie,szare i smutne budynki pamietajace czasy Stalina.Pomniki Lenina i Kirowa sporych rozmiarow.Jeszcze 20 lat temu rozmaitej wielkosci wizerunki Lenina po placach,szkolach i urzedach poustawianych liczono w Petersburgu w tysiace.Obecnie pozostaly ich cztery i uciesze turystow sluza.Mijamy jakis Dom Kultury w ruinie.Ciekawy relief zdobi front budynku.W lewej czesci robotnicy mlotami kuja,sruby dokrecaja i cos tam buduja.Po prawej, juz po pracy ,dma ile sil w plucach w traby,tancza w balecie i pisza wiersze :lol: Dobre.

Znajomosc srodowiska robotnikow, jak widac wsrod dzialaczy partyjnych byla nie mniejsza, jak wsrod ich zachodnich ideowych kolegow.Utopia calkowita na pograniczu skrajnego idiotyzmu :blink: .Bardzo pouczajaca wizyta,zwlaszcza dla ludzi z Zachodu.Przewodniczka okrasza nam to wszystko anegdotkami z zycia codziennego owych czasow,ktore zbytnio sie nie roznia od moich wspomnien z dziecinstwa.

Jeszcze ostatnie zakupy.Przy kasie mlody chlopak pokazuje nam zdjecie swojej polskiej dziewczyny z Torunia i obdarowuje drobiazgami.Z zalem zegnamy nasza Anne i kierowce Zenie.Naprawde przez te niemal 10 godzin dokladali wielkich staran,abysmy jak najwiecej zobaczyli.Za co i sute napiwki slusznie otrzymali.Ponownie wizowe ceremonie i juz zajadamy podwieczorek.Petersburg zegna nas deszczem,wyplywamy mijajac zaniedbane statki,opuszczone magazyny,ale i bardzo nowoczesne i w pelni zautomatyzowane terminale kontenerowe.Odplywamy niestety z wrazeniem duzego niedosytu :( ,ale przynajmniej z odczuciem ze czasu nie zmarnowalismy.

Nie zagralem jak mi Secesjonista radzil w szachy,nie jadlem tez blinow z kawiorem.Nie bylo po prostu okazji,ani niestety czasu.Jest przynajmiej powod,aby kiedys wrocic.

Przy okazji wspomne o innej ciekawej formie zwiedzenia Rosji z pokladu statku.Sa to rejsy z Moskwy do Petersburga.Oferuja po trzy dni pobytu w kazdym z tych miast i ok.tygodniowy rejs rzekami.Wliczone jest wyzywienie i codzienne wycieczki w mijanych miejscowosciach.Za lat kilka z pewnoscia powaznie o tym pomyslimy.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 4-ty-TALLIN.

Kolejny ranek.Kolejne wczesne wstawanie i podziwianie panoramy rosnacego w oczach portu.Nad miastem dominuje prawoslawna katedra Sw.Aleksandra Newskiego i wieza zamkowa Dlugi Herman.Starowka nie jest wielka,wiec w planach mamy kilka godzin spokojnego spacerku po sredniowiecznych uliczkach.Tallin nasowa tez wspomnienia z wrzesnie 1939 roku.To stad dokonal brawurowej ucieczki ORP "Orzel".

W porcie liczne stragany oferuja miejscowe wyroby i pamiatki.Nie brakuje tez tawerny z tarasem i orkiestra,ogrodka z atrakcjami dla dzieci czy nawet kilku owieczek dla uciechy turystow.Chlopaki z SG nie tylko ,ze naszych paszportow ogladac zamiaru nie maja, to jeszcze z usmiechem nas witaja i wreczaja planik miasta.Z portu na starowke dociera sie niespelna w kwadrans.Krecimy sie po uroczych uliczkach,zagladamy do gotyckich kosciolkow,wchodzimy do sklepow.Wszedzie czysciutko,widac dbalosc o zachowanie jednolitego stylu i podkreslenie narodowej tozsamosci.Ciekawe sa sklepiki z lokalnymi specjalami.Wyroby z welny,drewna,masa bursztynu,ale tez i czesto spotyka sie obok maskotek-wikingow rosyjskie matrioszki.Na ulicach stragany gdzie dziewczeta w sredniowiecznych strojach sprzedaja wlasnego wyrobu slodycze i zachecaja do darmowej degustacji.Taki tez styl maja sklepy w ktorych brzmi muzyka z epoki,sprzedawcy sa poprzebierani,a wino oferowane jest w omszalych butelczynach pieczetowanych woskiem.Bardzo ladna jest restauracja "Hanza",gdzie mozna wypic piwo sluchajac muzyki sprzed stuleci czy zamowic cos do jedzenia z menu pisanego gotykiem na pergaminie.Duzy rynek,wszystkie stoliki oblepione turystami, wiec powoli kierujemy sie na wzgorze zamkowe.

Ulica ambasad obwieszona flagami.Polska ambasada miesci sie w bardzo ladnym i okazalym budynku.Zwiedzamy prawoslawna katedre Sw.Aleksandra Newskiego.Wstep jest wolny,wlasnie odbywa sie nabozenstwo.Sklep w katedrze oferuje bardzo duzy wybor ikon po rozsadnych cenach.dajemy sie skusic na maly spacer po murach obronnych.Trasa liczy zaledwie jakies 100 metrow,a kosztuje taka frajda 2 euro :blink: W wiezy maly bar.Zamawiam miejscowe piwo Saku(znosne,ale bez rewelacji) i kolejne zdzierstwo-6 euro :blink:

No,ale przynajmniej mam za soba kolejne piwiarniane doswiadczenie,bo wstyd przyznac w Rosji lokalnego piwa sie nie napilem :ph34r:

Wracajac zachodzimy jeszcze do kolejnej cerkwi pod wezwaniem Sw.Mikolaja.Jezyk wprawdzie na ulicach poganski i za cholere nic zrozumiec sie nie da,ale znajomosc rosyjskiego i angielskiego jest powszechna.Prolemow wiec nie ma tu absolutnie.Usmiechnieci,mili ludzie chetnie zablakanym w uliczkach turystom wlasciwy kierunek pokazuja.Bardzo sympatyczne jednym slowem miasteczko,swego rodzaju przyjemna odskocznia po imperialnych ogromnosciach Petersburga.

Zmeczeni i glodni wracamy do portu.Jeszcze szperanie po straganach,fotki z milymi owieczkami i atakujemy bufet.Odplywamy,a ja ze zdumieniem patrze jak barman podlancza do saturatora beczke z piwem.Z tymze estonskim Saku za ktore tak okrutna cene zaplacilem :rolleyes:

Palaszujac zeberka z grila i wychylajac kolejne szklanki Saku przypomina mi sie opis Davida Irvinga.Identycznie widzieli Tallin odplywajacy na ostatnich statkach niemieccy zolnierze w 1945 roku.I tez na Dlugim Hermanie powiewala wtenczas estonska flaga,znak oporu i narodowej tozsamosci.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 5-ty.SZTOKHOLM.

Wstaje wyjatkowo wczesnie,aby zobaczyc jak bedziemy pokonywac te kilkadziesiat kilometrow rzeki w drodze do samego Sztokholmu.Troche sie spoznilem bo juz weszlismy w tor zeglugowy.Zimno jak diabli,na pokladzie tylko kilku rownie jak ja wytrwalych facetow.Wiatr i 8-mio stopniowa temperatura jednak zapedza nas szybko do bufetu.Teraz z kubkiem goracego cacao mozna sobie spokojnie widoczki podziwiac.Brzegi usiane sa weekendowymi domkami.Kazdy z mala przystania na zaglowke czy motorowke i obowiazkowym masztem z flaga narodowa w formie dlugiego proporca.A smiejemy sie czasem z amerykanskich patriotycznych przyzwyczajen.Jawi sie ta Szwecja jako kraj skalisty i porosniety lasem.Mial wiec pan Zagloba calkowicie racje.Zadnych poletek,tylko wczasowe domki,lasy i tysiace skalnych wysepek.Ladnie,nawet duzo bardziej niz ladnie :rolleyes: Tak to wlasnie wyglada:

Wplywamy do miasta i niestety stajemy w zupelnie innym miejscu niz to bylo planowane.Mamy wiec do centrum kilka kilometrow.Szwedzi narod pedantyczny.W porcie nie bladzimy bo namalowana na asfalcie niebieska linia prowadzi nas prosto do wyjscia.Zaskakujaco prosty pomysl ulatwiajacy zycie zablakanemu turyscie.Niestety nie mamy koron wiec nie mozemy skorzystac z autobusu.Czeka nas maly spacerek.Dobrze ze znajomosc angielskiego jest powszechna,wiec pytajac kilka razy o droge bez wiekszych problemow po 40 minutach docieramy do Muzeum "Vasy".Jest jeszcze zamkniete wiec udajemy sie na poszukiwanie jakiegos banku czy kantoru.I tu niespodziewane trudnosci.Banki waluty nie wymieniaja,ale przynajmniej uprzejmie nas informuja gdzie znajduje sie kantor.Zaopatrzeni wreszcie w korony ponownie stajemy przed muzeum.

Sam budynek byl jak sadze awangardowy lat 40 temu.Dzis jest po prostu brzydkim betonowym monstrum.Wchodzimy do srodka i doslownie baraniejemy.W skapej w oswietlenie wielgachnej hali stoi niczym przeniesiony w czasie galeon.Spodziewalem sie,ze jako okret krolewski maly nie bedzie,ale rozmiary przeszly moje oczekiwania.

Nawet moja Gosia,ktora historia nie interesuje sie absolutnie doznaje turystycznej goraczki.W zapale strzela taka ilosc zdjec,ze wyczerpuje w aparacie baterie.Zreszta wysilki nie na wiele sie zdaja bo wnetrze jest duze i przyciemnione,a wiec zdjecia wychodza slabo.Chyba,ze ktos ma naprawde silna lampe blyskowa.

Muzeum na przykladzie wspaniale wykonanych modeli opisuje wszystkie etapy podnoszenia okretu z dna,poszczegolne fazy jego budowy czy przyczyne zatoniecia.Wspaniale wypada rekonstrukcja w skali 1:1 pokladu artyleryjskiego czy kajuty admiralskiej.Mozemy tez ogladac przedmioty z wraku wydobyte,a zadziwiajaco dobrze zachowane.Okret ogladamy od poziomu stepki,potem wchodzac na kolejne kondygnacje mozemy go obchodzic w kolo.

Bardzo oryginalna ekspozycja i dajaca do myslenia jest Face to Face.Sa to rekonstrukcje twarzy ludzi,ktorych czaszki znaleziono we wraku.Glowy odtworzono niezwykle realistycznie,efekt jest wrecz niesamowity.I tak patrzac w oczy tym ludziom zdajemy sobie sprawe,ze absolutnie niczym sie od nich nie roznimy.Zyli tylko kilka wiekow wczesniej i pracowali w warunkach innej kultury technicznej.Tutaj na monitorze mozna przesledzic jak postepuje stopniowy proces takiej wirtualnej rekonstrukcji:

Same glowy marynarzy wykonano z jakiegos tworzywa i ummieszczono w szklanych gablotach.Nigdy nie spotkalem podobnego realizmu.

Musimy niestety uciekac bo czas nas goni.Zagladamy jeszcze do sklepiku gdzie mozna zakupic wszelkiej masci przedmioty z okretem zwiazane.Od pocztowek do dokladnych modeli.Sa tez dostepne wydawnictwa w jez.polskim.

Podsumowujac:niewatpliwie jedno z najlepiej zorganizowanych i pomyslowych muzeow jakie w zyciu widzialem.Bezwzglednie obowiazkowy punkt do odwiedzenia w Sztokholmie.

Teraz pedzimy zobaczyc starowke i palac krolewski.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Idac w strone starowki mijamy mase zacumowanych jachtow i statkow juz swoje lata majacych.Duza gratka dla milosnikow starych jednostek.Jako ze miasto lezy na 14-tu wyspach, wiec wody nie brak.Mozna je zwiedzac np.z pokladu specjalnego stateczku,ktory zatrzymuje sie przy wazniejszych zabytkach.Rejs trwa ok.godziny i kosztuje 8 euro.Ogolnie miasto jest bardzo czyste,a chodzace po ulicach kaczki dobrze swiadcza o jego mieszkancach.

Mamy w planie zwiedzenia Palacu Krolewskiego.Na dziedzincu trafiamy na pokaz munsztry Gwardii Krolewskiej.Wszyscy w mundurach pruskiej mody,na glowie pikelhauby,gra liczna orkiestra,powiewa flaga,a w tle stuletnie armaty.

Troche to bismarkowskie Niemcy przypomina.Fajnie,tylko sami gwardzisci z lekka psuja efekt.Ten sie zapomnial ogolic,tamten w kitku,a od czasu do czasu dziewcze dla okrasy.Wzrostem tez to towarzystwo niezbyt jest niedopasowane.A wsrod potomkow wikingow raczej dryblasow nie brakuje.Niemniej sam spektakl bardzo interesujacy.

Starowka-Gamla Stan niezbyt wielka,ale ladna i bardzo zadbana.Klimatyczne waskie uliczki,sklepy z pamiatkami w nordyckim stylu.Maly spacerek,przekaska i idziemy zwiedzac palac.

Palac Krolewski oferuje nam 5 oddzielnych muzeow.Najlepiej za 140 koron kupic karnet upowazniajacy do zwiedzenia calosci.Ogladamy wiec reprezentacyjne wnetrza,kolekcje starozytnosci,ekspozycje dziejom zamku poswiecona i skarbiec z regaliami.Najciekawsza moim zdaniem byla wystawa poswiecona monarchii szwedzkiej.Krolewskie zbroje,wypchany kon na ktorym zginal Gustaw Adolf pod Lutzen,ubranie monarchy jeszcze slady krwi noszace.W podziemiach zdumiewa kolekcja krolewskich zaprzegow i pojazdow wszelkiej masci.Nie brak koronacyjnych plaszczy,sukni z roznych wiekow,dzieciecych ubranek czy wspolczesnych garniturow i kapeluszy.Dzieci moga wsiasc do modelu karety,zalozyc na glowe replike korony czy powalczyc drewnianymi mieczami.Same wnetrza po tym co widzielismy w Petersburu wielkiego wrazenia nie robia.Wydaja sie tez z lekka zaniedbane.Inna sprawa,ze widac prace renowacyjne,a sama fasada budynku obstawiona jest rusztowaniami.

Zmeczeni wracamy do portu autobusem.Jeszcze ponowne kilkadziesiat kilometrow rzeka i chwilowo zegnamy sie ze Skandynawia.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 6-ty.ZACHODNI BALTYK.

Caly dzien na pelnym morzu,wiec mozna sie wyspac.A co sie robi caly dzien na statku? Mialem do urlopu na morzu zachecac,a wiec zaczne od kuchni.

Sniadanie:

Sa do wyboru dwie opcje.Bufet z duzym wyborem wszelkich smakolykow,albo bardziej elegancka restauracja.W tej drugiej moze sie,az tyle nie opychasz,ale za to kolo ciebie skacza i jest codziennie w menu wedzony losos z kaparami. :rolleyes: To ostatnie przesadza,stanowczo opcja druga.

Bary sa otwarte od godz.09.00.wiec jak ktos w nocy zbytnio zaszumial moze sie juz od rana klinem leczyc.

Obiady:

Bufet oferuje kilkadziesiat dan.Jako,ze szef kuchni Niemiec,nie brak mies,sosow i rozmaitych kartofelkow.Co tez bardzo cieszy.Kuchnia generalnie srodziemnomorska,a wiec zdrowa i smaczna.Do popicia serwuje sie bez ograniczen wina biale,czerwone i rozowe,oraz piwo beczkowe i z puszek.Deserow i owocow tez nie brak w wyborze ogromniastym.

Bufet jest otwarty od godz.12.00 do 19.30.,a wiec mozna sie opychac bez umiaru praktycznie caly dzien.Cala dobe sa do dyspozycji automaty serwujace kawe,herbaty,cacao,soki i rozne napoje chlodzace.

Kolacja:

Zawsze w restauracji.Kelner i kelnerka od win.Z karty do wyboru 6 dan na pierwsze i 10 na drugie plus desery.Wymagane sa pewne formy,np.dlugie spodnie,a nie szorty.

Jest tez na pokladzie specjalna restauracja serwujaca kuchnie azjatycka.Trzeba tam jednak dodatkowo placic.Menu-sushi od 25 euro.

Caly ten program zywienia(tuczenia)daje szybko znac o sobie.Ja np.przytylem w tydzien 4 kilo,a ruszalem sie sporo. :huh:

W czasie rejsu zjedlismy m,in:

-3500 kg.wolowiny

-2500 kg.wieprzowiny

-3500 kg.kurczakow

-8000 jaj

Sporo jak na 1850 pasazerow.

Skakalo wkolo nas 650 osob zalogi 33 narodowosci(2 Polakow).Szczegolne wyroznienie nalezy sie tu brazylijskim dziewczetom sprzatajacym kajuty.Wykonywaly to niewdzieczne zajecie kilka razy dziennie,niejednokrotnie wprawiajac mnie w wielkie zaklopotanie,kiedy znajdowalem swoj garderobiany burdel poskladany ladnie w kostke.

Kelnerzy w restauracji tez zasluguja na szczegolne brawa.Dowiedziawszy sie o urodzinach mojej Gosi,przygotowali nawet tort niespodzianke i nie obylo sie bez krepujacych spiewow i zyczen.

Statek oferuje nam wszelkiej masci bary,dyskoteki,codzienne wystepy artystow,silownie,spa,baseny,sciane wspinaczkowa,pokazy kulinarne,lekcje tanca,sale kinowa itp.itd.W barach karta win zapewnia wliczony w koszta wybor ok.20 popularnych drinkow,plus kilkadziesiat innych rozweselaczy.Mozna to sobie saczyc np.przy muzyce na zywo,albo w ktorejs z galerii widokowych.

Jest nawet biblioteka z wyborem ksiazek i albumow.A jak ktos ma pieniadze na zbyciu moze sie ich pozbyc w kasynie,ktore sie otwiera zawsze godzine po wyplynieciu z portu.

Sklepy bezclowe oferuja rozmaite pamiatki,panie szperaja po stoiskach z kosmetykami,markowymi ciuchami i bizuteria.Panowie ogladaja zegarki,alkohole i dobry tyton.

Tak to leci ten dzien na lenistwie,obzarstwie i popijaniu czegos smacznego.Mozna tez uciec do kajuty i po prostu ogladac TV.Oferuje sie codziennie 3 filmy w jez.hiszpanskim,portugalskim i angielskim.Sa kanaly informacyjne,a muzycznym jest polski kanal Viva :huh:

Aby nic z oferowanych atrakcji nie przegapic dostarczana jest codziennie pokladowa gazetka o wszelakiej aktywnosci nas informujaca.

Tak wiec pod bandera przeslawnych Kawalerow Maltanskich, powoli plyniemy w strone Niemiec.

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 7-my.WARNEMUNDE-ROSTOCK.

Wplywamy do Warnemunde.Nowoczesny port rozbudowany po utracie Szczecina przez Niemcy na rzecz Polski.NRD-owskie okno na swiat.Do Rostocku jest zaledwie kilka kilometrow.Spod portowej bramy kursuje co 20 minut autobus,pozniej przesiadka w tramwaj i w jakies pol godziny jestesmy w historycznym centrum.Bilety kupuje sie w automacie,ktory posiada kazdy pojazd i radze je miec,bo natrafilismy na oblawe kontrolerow.Mijamy osiedla z "wielkiej plyty", identyczne z polskimi.Niestety pewnych analogii znajdziemy wiecej.

Samo miasto rozczarowuje.Spodziewalem sie czegos w stylu Lubeki,bo metropolia zawsze podkresla swoja hanzeatycka przeszlosc.Niestety Rostock nie zostal rownie pieczolowicie odbudowany.Starowka nie dochodzi do portu,otacza go trawnik,jakies koszmarne budynki majace przypominac kamieniczki,kilka obiektow pelniacych role zaplecza turystycznego.A wielka szkoda,bo stoi tam wiele ladnych statkow i jachtow.Mozna tez zafundowac sobie rejs do Warnemunde.

Zwiedzamy rynek i przechodzimy Kropelinerstasse-najpopularniejszym deptakiem miasta.Przyjemne wrazenie robi tez Steintor-brama miejska,swoista wizytowka tej miejscowosci.

Kto bywal w Niemczech Zachodnich tez z pewnoscia zauwazy pewne roznice.Zniknely oczywiscie z ulic wspaniale osiagniecia wschodnio-niemieckiej motoryzacji,ale krzywe chodniki,dziwne formy architektoniczne i ogolnie widoczny niedbaly plan zabudowy,mocno przypomina tzw.Ziemie Odzyskane.Na zdjeciach jeszcze znosnie to wyglada,ale z bliska troche rozczarowuje.

Trafiamy przypadkowo na sklep firmowy legendarnej marki Harley Davidson.Wchodzimy i po raz kolejny pryska powszechny w Polsce stereotyp.Ten o niegoscinnosci Niemcow.Wlasciciel o wygladzie Wikinga pokazuje nam ze sluszna duma swoj interes.Dwa pietra,kilkadziesiat maszyn i setki gadzetow na sprzedaz,kolekcja muzealiow,warsztat niczym laboratorium,maly bar i klubowy kacik.Goske czestuje szampanem,ja popijam pyszne miejscowe piwo "Rostocker".Bardzo przyjemna wizyta.

http://www.harley-davidson-rostock.de/

https://www.shop.harley-davidson-rostock.de/

Szukamy typowej piwiarni i serio mamy z tym duze problemy :huh: Czego jak czego,ale takich niespodzianek sie w Niemczech nie spodziewalem.Wreszcie jemy w lokalu bedacym polaczeniem piekarni z kawiarnia.Kielbaski,piwo,a w prezencie od firmy pyszny makowiec.Jako,ze duzo wiecej do zobaczenia nie ma,a np.do Lubeki daleko, wyruszamy na zakupy.Jakies ciuchy i inne duperele.Ceny przystepne.

Wracamy autobusem na statek i ledwie umykamy przed ulewa.

Firma Pullmantur oferowala oferowala z Warnemunde drogie wycieczki do Berlina.Jednak 3 godziny jazdy autobusem w jedna strone nie zapowiadalo sie bynajmniej atrakcyjnie.A sam Berlin...jak to Berlin ;)

Czeka nas jeszcze dzisiaj pakowanie walizek,regulowanie rachunkow w recepcji i tego typu malo przyjemne czynnosci.Ostatnia kolacja i pozegnanie z restauracyjnymi kelnerami.Jeszcze szybko do baru na "jednego" i spac.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dzien 8-my.KOPENHAGA.

Ponownie w Skandynawii.Kopenhaga objawia sie nowoczesnym portem w ktorym zachowano elementy dawnych fortyfikacji.Stojace w wodzie wiatraki elektrycznosc produkujace swiadcza o pomyslowosci i inowatorstwie Dunczykow.Wykupilismy wycieczke,aby zostac pozniej spokojnie zawiezionym na lotnisko i nie blakac sie w panice na wlasna reke.Ma ona obejmowac zwiedzanie miasta i wizyte w rybackiej wiosce Dragor.Sniadanko,pozegnanie i podziekowania dla dziewczat porzadek w kajucie utrzymujacych,wsiadamy do autobusu.Kierowca okazuje sie byc pan Wojtek.Polak w Danii mieszkajacy.

Zwiedzanie zaczynamy oczywiscie od slynnej syrenki.

Siedzi na skale dziewcze gole.Tlum sie po kamieniach bezmyslnie do niej przepycha,aby sobie zdjecie zrobic.Trudno o lepszy przyklad masowej turystyki.100 metrow dalej lezy pieknie zachowana cytadela na ktora nawet nikt nie zerknie, bo gdzie jej tam do slynnej syrenki :(

Kastellet jest pieknym przykladem europejskiej fortyfikacji.Co wiecej zabytkiem niezwykle zadbanym,kuratele nad ktorym trzyma dunska armia.Na walach wiekowe armaty,a powiewajaca wielka flaga dodaje fortecy autentyzmu:

Kopenhaga jest miastem...eleganckim.Tak bym je po namysle okreslil.To naprawde bardzo piekna i bogata metropolia.Uroku dodaja jej liczne kanaly z stojacymi starymi jachtami,rowery w stylu retro czy niska zabudowa.Nie przekracza ona w zasadzie nigdzie 5-ciu kondygnacji,co powoduje,ze ulice sa jasne,a architektura ma zachowana jednolita forme.

Kolejny palac krolewski i gwardzisci.Tym razem mundury w stylu epoki napoleonskiej.Niedzwiedzie bermyce,ladownice i tasaki robia nalezyte wrazenie.Chlopaki dobrani odpowiednim wzrostem prezentuja sie bez najmniejszego zarzutu.

Nie mielismy tym razem szczescia do przewodnika.Mlody Hiszpan o historii pojecie ma niewielkie,bredzi za to o kulturze alternatywnej,ekologii,sprawiedliwych,wysokich podatkach i itp.androny.Mozemy uslyszec np.,ze dunska flaga jest jedyna w swiecie bez politycznego przekazu(a jaki to niby ma np.polska :huh: ),czy to,ze konny pomnik z brazu na placu palacowym kosztowal wiecej niz caly kompleks rezydencjalny :blink: Typowy przyklad poziomu dzisiejszej iberyjskiej edukacji.W zalem wspominam nasze rosyjskie przewodniczki.Buty im smarkacz czyscic powinien.

Jako fan Gangu Olsena rozgladam sie za filmowymi plenerami.Jest wiec Opera Krolewska gdzie Egon dawal "wybuchowy" koncert,czy gigantyczna wieza ratuszowa,gdzie zmagal sie z zegarem.

Opuszczamy miasto i kierujemy sie do Dragor.Bardzo urocza wioska z rybacko-jachtowym portem.Z wedzarni zapachy ,ze oszalec mozna.Wszedzie sieci,powyciagane na brzeg kutry,piekne zadbane domki.Mamy wliczony maly poczestunek w kawiarni z widokiem na morze.Kawa,herbata,lokalne smaczne ciasto.

Doskonale widac most laczacy Danie ze Szwecja.Sluszny powod do dumy Skandynawow i najwieksza dotychczasowa inzynieryjna inwestycja UE:

Z zalem wsiadamy do autobusu i jedziemy na lotnisko.najmniej przyjemna czesc urlopu.Przeprawy bagazowe,czekanie na samolot,nudny lot w towarzystwie rozpieszczonego i placzacego godzinami dziecka.Potem jeszcze ponowne oczekiwanie na walizki w Madrycie i kilka godzin nocnej jazdy do domu.

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Dziękuje za piękny reportaż i gratuluje pomysłu na wakacje , niestety obiecałem Fodele , ze w tym roku odwiedzę Grecję , ale może w przyszłym roku uderzę w Twoje ślady .

Pozdrawiam Mariuszu .

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Tez mam plany z ta Grecja zwiazane,moze w nastepnym roku cos z tego wyjdzie,jak nam gospodarka calkiem nie padnie :rolleyes:

Jeszcze na koniec kilka slow podsumowania.

Polnocne regiony okazuja sie nie mniej egzotyczne od krajow Morza Srodziemnego.Baltyk moze i zimny,ale nie mniej piekny,a zjawisko Bialych Nocy czyni go tu bardziej atrakcyjnym.Problemem moze byc jednak pogoda.Morze bylo spokojne,kolysalo akurat w sposob wystarczajacy,aby poklad pod stopami czuc,ale nie psulo absolutnie ludziom kulinarnych uciech.Inna sprawa,ze w Szwecji bylo zimno.Slonce za to swiecilo wszedzie,a wiec wybor maja nie byl zlym pomyslem.Powodem byly oczywiscie Biale Noce i przedsezonowe ceny.

Ceny to kolejny problem tych regionow.Nie sa to niestety kraje tanie.Dla przykladu w Sztokholmie wymienilismy po 40 euro i wystarczylo na wejscie do 2 muzeow,drobna przekaske i bilet autobusowy :( .W Danii za 10 euro mozna zjesc hot-doga i wypic piwo.Jak na iberyjski portfel to duzo.Rosja tez bynajmniej nie rozpieszcza,zamawiajac dodatkowe piwo do obiadu musialem dac 7 euro,tez cena z jaka w Hiszpanii sie nigdy nie spotkamy :blink: .Naleza tez niestety rejsy po Baltyku do jednych z drozszych,cenowo przebijaja je tylko te po norweskich fiordach.

Natomiast porownujac wydatki kolegow,ktorzy leza plackiem na hotelowej plazy w Benidormie czy na Ibizie,nie wypadaja morskie urlopy wcale drogo.Mamy juz wliczona kuchnie i napoje.Je sie nieporownywalnie lepiej,a i zobaczy duzo,duzo wiecej niz tylko panny toples na piasku.Dzienny koszt na osobe jest w zasadzie identyczny.

Agencje oferuja rozmaite wycieczki.Od tych po Zoltej Rzece,Mekongu,Nilu,Renie,Sekwanie,Dunaju,az po portugalska Duero.Mozna tez sobie wynajac wlasny motorowy jachcik we Francji.Cenowo wychodzi to na osobe bardzo tanio,a siec kanalow pozwala na zwiedzenie praktycznie kazdego rejonu kraju.Nie potrzeba licencji,godzinny darmowy kurs w przystani zalatwie sprawe.Sprawa godna polecenia.

Sa wreszcie rozmaite rejsy morskie.Karaiby i Morze Srodziemne tu oczywiscie dominuje.Ceny na kazda kieszen,bo kilkudniowe wypady na Kanary z wizyta w Maroku czy Portugalii to kwestia ok.300 euro.Ale i tygodniowe wypady z odwiedzeniem kilku krajow nie wychodza drozej.Np.trase Walencja-Barcelona-Korsyka-Sycylia-Malta-Tunez,mozemy przy odpowiednio wczesnej rezerwacji poznac za jakies 500 euro.

Tak wiec polecam jak najbardziej.

Zalet jest wiele.Nie tluczemy sie calymi dniami w autobusach,ale siedzac na pokladzie z dzbanem w reku przemieszczamy sie w sposob komfortowy.Codziennie praktycznie budzimy sie w innym kraju,nie musimy zmieniac hotelu,rozpakowywac tobolkow,martwic sie o posilki,ani stale zagladac do portfela.Mamy z gory wszystko oplacone,wiec niech sie o nasze tylki firma klopocze.Jak ktos z dziecmi,to na statku jest specjalny klub,gdzie sie maluchami zajmuja.Plywaja jak sie moglem teraz przekonac nawet osoby w latach mocno posuniete,czy inwalidzi o duzym stopniu uposledzenia fizycznego.Nie braklo im absolutnie odpowiedniej,fachowej opieki i wszelkich mozliwych udogodnien.

No i wreszcie przekonalem sie,ze te wszystkie kraje choc w poblizu Polski lezace,sa bardzo ciekawe i w gruncie rzeczy malo mi znane.Ot taka Rosja dla przykladu,kraj niby niezwykle swojski w ktorym swietnie sie czulem,a bardzo egzotyczny zarazem.Po raz kolejny spotykajac sie z rozmaitymi ludzmi obalamy wiele kolejnych przesadow i stereotypow.Okazuje sie jak zwykle,ze dziela nas w zasadzie tylko jezykowe bariery,ktore latwo jest pokonac.A tak naprawde niewiele sie roznimy,identycznie spedzamy wolny czas,jezdzimy takimi samymi autami,podobnie jemy i takie same napoje nas rozweselaja. :rolleyes:

Edytowane przez Mariusz 70

Udostępnij tego posta


Odnośnik do posta
Udostępnij na innych stronach

Jeśli chcesz dodać odpowiedź, zaloguj się lub zarejestruj nowe konto

Jedynie zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony.

Zarejestruj nowe konto

Załóż nowe konto. To bardzo proste!

Zarejestruj się

Zaloguj się

Posiadasz już konto? Zaloguj się poniżej.

Zaloguj się

×

Powiadomienie o plikach cookie

Przed wyrażeniem zgody na Warunki użytkowania forum koniecznie zapoznaj się z naszą Polityka prywatności. Jej akceptacja jest dobrowolna, ale niezbędna do dalszego korzystania z forum.