euklides

Użytkownicy
  • Zawartość

    1102
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana euklides w Rankingu w dniu 1 Maj

euklides posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

3 Neutral

O euklides

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Tu znowu trzeba nawiązać do sytuacji w jakiej Monteskiusz pisał to co pisał. Otóż w ówczesnej Francji urząd sędziego kupowało się albo otrzymywało w spadku. Były oczywiście jakieś egzaminy ale stały się zwykłą formalnością. Krótko mówiąc by zostać sędzią nie trzeba było być dogłębnym znawcą prawa. To stąd biorą się nawiązania do systemu anglosaskiego gdzie sędzia nie musi być prawniczym ekspertem bo jest wybierany. Te anglosaskie teorie przeszczepione na kontynent europejski stają się podporą dla prawniczych nieuków i degeneratów.
  2. Właściwie to wypadałoby jakoś jasno to wszystko podsumować. Ową olbrzymią literaturę to można sprowadzić właściwie do jednego cytatu (tu ukłon w stronę Administratora). Otóż na politechnice uczą że "Organizacja jest to taka całość której wszystkie elementy współprzyczyniają się do realizacji jej celów". Można państwo czy coś innego podzielić na n elementów czy też na owe ulubione 3, ale musi istnieć jakaś koordynacja. Zatem kto ma być tym koordynatorem? Nasuwa się sugestia że jakaś silna jednostka. Brr. Poza tym to może ktoś wskazać gdzie i kiedy istniał taki trójpodział, choćby w uproszczonej formie? No i poza tym chyba powyższe posty wykazały że to co pisał Monteskiusz to raczej pic na wodę. (ten zwrot jest od pewnego czasu używany w parlamencie, a więc jak najbardziej parlamentarny) Jak można podejrzewać kogoś kto duszą, ciałem i umysłem należał do kasty sędziowskiej o to że chce oddzielić władzę ustawodawczą od sądowniczej. Na to rzeczywiście potrzebna jest obszerna literatura.
  3. Książka na którą się powołuję była pisana jakieś 30-40 lat temu. Wtedy nie było jeszcze internetu i słowa troll nie używano, przynajmniej w interesującym nas kontekście. Jednak działalność Monteskiusza dzisiaj nazwalibyśmy niewątpliwie trollowaniem. Przytoczony przeze mnie tekst chyba o tym świadczy. A co do tych 1/3 to, przyznaję Szanowny Administratorze, że mnie pognębiłeś. Bo nie wiem.. Tu nie chodzi o sekrety króla tylko o służbę która się nazywała "Sekret Króla". Może, Szanowny Bruno, lepiej do ciebie trafi skrót SK, przez analogię do SB. Bo to coś podobnego, tyle tylko że owe SK reprezentowało kilkakrotnie wyższy poziom niż to SB. Poza tym to jest to forum historyczne i na pewno lepsza zabawa jest kiedy się sięga 200 lat wstecz bo wszyscy zainteresowani już nie żyją. A o ciekawych czasach to lepiej czytać niż w nich uczestniczyć.
  4. Temat jest bardzo obszerny. Tu trzeba by nawiązać do konfliktów politycznych we Francji w połowie XVIII wieku. Na podstawie książki Gilles Perrault "Sekret Króla" tło ówczesnych tamtejszych konfliktów politycznych było następujące: Parlament w ówczesnej Francji był zdominowany przez prawników. Uważał że reprezentuje naród i ma prawo bronić jego przywilejów. Żadna ustawa nie może być wprowadzona w życie bez przebadania i zatwierdzenia jej przez parlament, który w sumie jest arbitrem między królem a ludem. Parlament Paryża pokrywał swym zasięgiem 1/3 Francji. Były jeszcze parlamenty prowincjonalne które jednak uznawały jego pierwszeństwo i przeważnie akceptowały jego postanowienia. Główny teoretyk tej partii parlamentarnej utrzymywał że wszystkie one są tylko klasami wydzielonymi z jednego, niepodzielnego organizmu. Te tezy nie były tylko rozrywką umysłową kilku prawników, były wprowadzane w życie. Przy najmniejszym nieporozumieniu z królem albo z którymś z jego przedstawicieli, przy okazji nowego podatku albo jakiejś decyzji np. o budowie drogi w jakiejś prowincji, panowie z parlamentu przywoływali na pomoc Chlodwiga, Childeberta I, Karola Wielkiego, Karola Łysego. Na czele opozycji parlamentarnej stał Le Paige, był jej mózgiem zaś Biblią parlamentu był „Duch Praw” Monteskiusza. ,Chodzi o profesora Andrzeja Nowaka. W necie jest cykl jego wykładów "Historia Myśli Politycznej" tu chodzi o część VIII. Ów profesor omawia między 27 minutą a 59 "Ducha Praw" Monteskiusza. w 39 minucie skonkludował że Monteskiusz uważał że władzę wykonawczą najlepiej będzie sprawował król, zaś ustawodawczą jakaś grupa ludzi. Zważywszy na poglądy Monteskiusza i jego rolę polityczną to używając określenia grupa ludzi mógł mieć na myśli tylko parlament i na pewno nie myślał o o zabraniu parlamentowi władzy sądowniczej. Przecież parlament francuski był również najwyższym trybunałem. On tego na pewno nie negował należał bowiem do prawniczej kasty. .
  5. W necie jest wykład profesora, zdaje się że Nowaka. (oglądałem go parę miesięcy temu) na temat "Ducha Praw" Monteskiusza. Tam można się o tym dowiedzieć. Oczywiście jeżeli "układ' nie zdążył już tego wykasować. W owym omawianym przez prof. Nowaka "Duchu Praw" jest jeszcze inny kwiatek. Otóż Monteskiusz twierdził że sędziemu nie jest potrzebna znajomość prawa. Przepisy prawa muszą jednak istnieć po to żeby maluczcy wiedzieli jak się zachowywać. Przecież to pasuje jak ulał do dzisiejszych czasów. Ostatnio słyszy się że aby być sędzią nie trzeba znać prawa, trzeba tylko mieć znajomości i umiejętność posługiwania się telefonem. A że Monteskiusz był trollem kasty prawniczej to pisze na przykład francuski autor Gilles Perrault. Przy tym dzieła Monteskiusza były pisane na użytek ówczesnych konfliktów politycznych.
  6. Ma się nijak. Przede wszystkim Monteskiusz był trollem kasty prawniczej w XVIII-to wiecznej Francji. Były to czasy kiedy król Francji, zwany władcą absolutnym, był w chronicznym, można powiedzieć, konflikcie z parlamentem. Przede wszystkim chodziło o to że parlamentowi często nie podobały się wydawane przez króla zarządzenia. Zgłaszał wówczas remonstracje. To w takich warunkach Monteskiusz wyraził zwoje poglądy. Według niego król miał prawo do zgłaszania ustaw ale parlament miał je zatwierdzać. Parlament również był z natury najwyższą władzą sądowniczą. Zatem parlamentowi przyznawał władzę ustawodawczą i sądowniczą. Król miał mieć władzę wykonawczą i oczywiście mógł zgłaszać ustawy pod rozwagę parlamentowi. Ta władza wykonawcza dzieliła się na władzę wewnętrzną i kierowanie polityką zagraniczną. Czyli dla jasności: Według Monteskiusza parlament miał mieć władzę sądowniczą i ustawodawczą, król zaś wykonawczą władzę wewnętrzną i zagraniczną. Są to co prawda 3 władze ale jak one mają się do takiego podziału jaki pokutuje dzisiaj, czyli do podziału na władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą. Wspólna jest tu tylko liczba 3 i nic więcej.
  7. Żeby nie było niejasności. Z tego co się zorientowałem na podstawie przyjrzenia się pewnej okolicy to łęki były to tereny podmokłe. Oczywiście dzisiaj są osuszone i tylko nazwa pozostała. Jednak w miarę zasiedlania i osuszania tych terenów najpierw nadawały się do upraw jakieś wzniesienia terenu, nota bene mało widoczne. Tych co zamieszkiwali te wyniosłości nazywano Lędzianami bowiem żyli na lądzie nie na łękach. Zdaje się że do dziś są tam wioski gdzie to nazwisko jest bardzo popularne. . Wątpię żeby to słowo pochodziło od słowa "lęd", czyli wykarczowany las. Bowiem w okolicy o której mowa wcale nie ma lasów. I pewnie nie było bowiem inaczej tu i ówdzie jakiś mały zagajnik by się znalazł. Tam można znaleźć tylko niskie krzaki no i może wierzby. Zresztą często chyba łatwiej jest osuszyć jakiś teren niż wykarczować las a w naszym klimacie ewentualna plaga komarów nie jest tak dokuczliwa jak na przykład gdzieś w krajach śródziemnomorskich. Co do tej pani to prawdopodobnie więcej skończyła szkół niż Szanowny Administrator, tyle tylko że pochodzi z tamtejszych wsi.
  8. Chyba jeszcze nie. To były jeszcze zwykłe targi wynikłe z zamieszania po Układzie Monachijskim. Wyraźny kurs na wojnę to kwiecień 1939 roku. Wtedy to Hitler rozkazał Keitlowi opracowanie Fall Wais (atak na Polskę). Oficjalnie Hitler podpisał odnośną dyrektywę 11 kwietnia 1939r. Nie ma się zatem co dziwić ze Kwiatkowski uznał dopiero w kwietniu powagę sytuacji. Możliwe że miał więcej oleju w głowie niż cała reszta. Może i był germanofilem ale do pewnych granic. To zawahanie się to raczej 25 sierpnia. To wówczas Hitler odwołał rozkaz ataku 26 sierpnia. Było to również spowodowane postawą Mussoliniego bowiem tego dnia na zapytanie Hitlera telegraficznie mu oświadczył że Włochy nie są przygotowane do wojny. Przede wszystkim jednak postawą generałów (są na to świadectwa). Tego dnia zebrali się u Canarisa i frondowali przeciwko wojnie a przede wszystkim przeciwko Hitlerowi. Do żadnego konkretnego wystąpienia jednak nie doszło bo uznali że Hitler ma poparcie 75% narodu i 99% młodych oficerów.
  9. To usłyszałem od pewnej pani z okolic Kutna. Oprócz Lędzian występują tam takie nazwy jak na przykład Łęki. Poza tym opowiadała mi jeszcze że słyszała z domu jak to kiedyś kiedyś część niektórych ziem należących do gospodarstwa było określane jako błota. Byli też tacy o których mówiło się że mieszkają na błotach. Dzisiaj są to tereny już osuszone ale dawniej były tam bagna. Obecnie jest to żyzna ziemia.
  10. To było ultimatum? Chyba raczej nie. Po prostu po pokoju Monachijskim i po tym jak Polska zajęła Zaolzie w październiku 1938 roku Ribbentrop wysunął pewne żądania (eksterytorialność autostrady). Powtórzone zostały w styczniu 1939 roku przez Hitlera i to wszystko. Znaczącą datą było 15 marca 1939 roku, kiedy Hitler zajął to co pozostało z Czech. Naruszył w ten sposób układ Monachijski. Możliwe że w Polsce wtedy przyszło otrzeźwienie że po ustępstwach na rzecz Hitlera powtórzy się scenariusz Czech bo Hitler nie zadowoli się ustępstwami a wykorzysta je tylko do dalszej ekspansji. Bo tak na logikę to po co był Niemcom sam Gdańsk. Przy istnieniu Gdyni byłby tylko dla nich obciążeniem, po prostu miasto które trzeba by było utrzymywać bo cały handel szedłby właśnie przez Gdynie. Ich urządzało tylko całe Pomorze. Stąd podróż Becka do Anglii. Przy czym ów dzień samobójstwa Sławka, czyli 2 kwietnia 1939 roku, to jednak jest jakaś znacząca data bo nazajutrz Hitler nakazał Keitlowi przygotowanie planu Weiss (atak na Polskę). Możliwe że na wieść o śmierci Sławka? Przy czym należy pamiętać że było w Niemczech wielu przeciwników wojny skupionych wokół Canarisa. Beck pewnie o tym wiedział, choćby od Anglików. To trzeba też brać pod uwagę.
  11. Potomków Lędzian to w Polsce co niemiara. W ten sposób określano chyba ludzi osiadłych na osuszonych mokradłach, tam gdzie była żyzna ziemia. Znam tereny koło Kutna zamieszkałe przez rodziny o nazwisku Lędzianie. To oni właśnie zasiedlali tamtejsze błota a dzisiaj mają do dyspozycji żyzną ziemię.
  12. Zatem wypadałoby pozbierać puzzle, potem je ułożyć, nałożyć ocieplenie, zobaczyć co z tego wyszło i porównać to wszystko z poglądami wielkich historyków typu Tazbir czy Łojek (nie wszyscy ich co prawda za takich uznają) Pewnie istotnie 90% Gdańska mówiło j.w. Jednak o ile się nie mylę (w razie czego poprawicie mnie) to Gdańsk był w polskiej strefie celnej. Kolej na terenie WMG też była polska. W zarządzie portu decydowała Polska. Poza tym miała prawo veta w gdańskim senacie. No i sytuacja gospodarcza Gdańska pogarszała się ze względu na Gdynię. Co do innych uwarunkowań to pewnie istotną rolę odegrało zajęcie Czech. Dla mnie bardzo ciekawym jest fakt że szef czeskiego wywiadu, pułkownik Moravec, zdążył przekazać do Londynu archiwa czeskiego wywiadu. A miał bardzo dobrego informatora, oficera Abwehry z Drezna. W końcu marca Beck udał się do Londynu i to wówczas Sławek popełnił samobójstwo. Jakoś mam wrażenie że te powyższe fakty mają ze sobą związek. Anglicy musieli się czegoś od Czechów dowiedzieć na temat Sławka,przekazali to Beckowi I może tu tkwi przyczyna samobójstwa Sławka. Może ktoś coś wie o tym wiecej albo czegoś się domyśla.
  13. Proponuję na coś się zdecydować. To doświadczenie tyczy się PRL-u czy znów mówimy o zupełnie innych czasach? Po prostu nie wiem jak były zoraganizowane PRL-owske służby. Przyjęło sie mówić o nich SB i to jest uproszczenie. Sporo jednak wiem o fabrycznych kapusiach. Jak prawie każdy kto pracował w PRL-owskich fabrykach. Tu właśnie dotknąłeś, powiedziałbym sedna sprawy. Bowiem dla fabrycznych kapusiów było typowe że zwracali na siebie uwagę. Co zresztą mocno dyskredytuje jakość tej służby. Podam ci przykład, jeden z wielu: Otóż w poniedzialek przychodzi do roboty skacowany facet z 3-godzinnym spóźnieniem. Kierownik op-----la go przy ludziach: "Ty taki owaki ja ci tego nie daruję" i "za karę" daje mu do sprzątania pomieszczenie. Ten idzie do tego pomieszczenia zamyka sie tam i śpi do końca zmiany. Wszyscy się śmieją w kułak. Odtąd każdy wie że ma do czynienia z kapusiem. Oczywiście jeżeli tego nie w wiedzieli wcześniej. Jeżeli ktoś miał dostęp np. do list płac. to mógł zauważyć że ten czy ów jest lepiej traktowany mimo że lekceważy sobie pracę. Inny znowu chodził i opowiadał takie głupoty że każdy mógł się zorientować że powtarza to co ktoś mu gdzieś w 4 ścianach powiedział. Takich przykładów można by mnożyć. W każdym razie, Szanowny Poldasie, te wszystkie wymienione przez Ciebie osoby są od dostarczania informacji. Nie rozumiem Twojego określenia że ktoś jest wredny bo nie chce się umoczyć. Zawsze mi się wydawało że obowiązkiem prowadzącego jest dbanie o to żeby informatora/agenta nie zdekonspirować. Historia zna przypadki że np. taki Churchil nie pozwalał wykorzystywać b. ważnych info (np. o bombardowaniach) by nie dekonspirować własnych agentów. Boję się że to co napisałeś o "umoczeniu" to jest jakiś grzech doktrynalny SB. W myśl tej doktryny ten kapuś jest dobry który jest wyobcowany ze środowiska (rodzina koledzy itp.). Ale tu tkwi sprzeczność bo jezeli jest wyobcowany ze środowiska to co on może sie dowiedzieć? Poza tym, przepraszam za szczerość, ale ten powyższy podział to ma raczej charakter księgowy: Ten pieniądze pobiera, tamten nie, jeszcze inny nie tylko dla siebie a dla wielu (dla swej prawdziwej czy wymyślonej siatki). W służbach reprezentujących wysoki poziom jest jeszcze kategoria "honorowych korespondentów'. Są to tacy którzy dostarczają info bez żadnego wynagrodzenia. Jest to najwyżej ceniona kategoria informatorów bo nigdy nie można wierzyć ludziom dostarczającym info za pieniądze. Znana jest na przykład w historii sprawa planu Schliffena. Francuzi zaczęłi wykorzystywać jego znajomość bardzo późno. Przyczyną była nieufność wynikająca stąd że ten plan był kupiony za pieniądze, zatem, według nich, niegodny 100%-towego zaufania. Z tym że chyba za bardzo odbiegliśmy od tematu. Bo przecież Bolek żadnym ważnym informatorem nie był. Płacili mu żałośnie mało. Pewnie niczego ważnego nie doniósł, co najwyżej przyczynił się do podłożenia komuś świni. Jeżeli to prawda co piszesz że prowadziło go 4 funkcjonariuszy to już jest karygodne. W każdej służbie musi istnieć zasada przegradzania (nie wiem czy dobrze to nazwałem). To znaczy żaden funkcjonariusz nie może wiedzieć czym zajmuje się jego równoległy kolega. To może wiedzieć tylko przełożony. No ale niestety. Czesław Kiszczak to z pewnością nie de Broglie czy Esteban Roja. .
  14. To proste. Stał na czele ekipy która chciała sprywatyzować państwo, czyli przywłaszczyć sobie majątek. Tak jak to się stało u nas.
  15. Tutaj to musielibyśmy założyć że owa SB to była grupa cymbałów. Niewątpilwie była to służba reprezetująca dość niski poziom ale bez przesady. Przecież każdy szeregowy policjant wie że kapuś jest od tego żeby dostarczał konkretne info a nie żeby się mądrzył i obrabiał swoich osobistych wrogów. Przyznam że mało wiem jak są zorganizowane służby ale jest chyba żelazna reguła że agenta prowadzi jeden. Są na to historyczne przykłady i można to wyczytać w książkach ogólnie dostępnych a my tu mówimy o jakichś pryncypiach zawodowców, pożal się Boże, ale jednak zawodowców. Taka reguła to panowała chyba tylko w tym naszym, pożal się Boże, SB. To już chyba ponad 100 lat temu arcyszpieg płk. Nicolai sformułował ragułę że na agentów należy werbować tylko grube ryby. Liczna drobnica nie podnosiła autorytetu prowadzącego. Z tym że pewnie ów prowadzący Wałęsy też miał kilku. Pionkiem to Lechu może i nie był bo wiem z doświadczenia że tylko nieliczni kapusie dostawali pieniądze.