euklides

Użytkownicy
  • Zawartość

    974
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

1 Neutral

O euklides

  • Tytuł
    Ranga: Doktor habilitowany
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Inna

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  1. Na prężenie muskułów w kierunku Chin mi to nie wygląda. Przecież atak na syryjską bazę miał miejsce podczas wizyty przywódcy Chin. Nie wierzę żeby to był przypadek. Tylko jak to wytłumaczyć? Może doszło do jakiegoś dealu chińsko-amerykańskiego. Chińczycy powiedzieli do Amerykanów: zajmiecie Rosjan na Morzu Śródziemnym żeby nie myśleli o Azji bo w Azji chcemy decydować my sami. My zaś uspokoimy naszego wasala Koreę. Ta wizyta Chińczyka w Waszyngtonie pasuje do metod dyplomacji chińskiej. Warunki porozumienia (jeżeli było jakieś) były już pewnie uzgodnione przez dyplomatów chińskich zaś pierwszy Chińczyk przyjechał do Waszyngtonu sprawdzić czy jego dyplomaci sprawili się należycie i czy Amerykanie się wywiązali. To w myśl zasad Konfucjusza. Jeżeli cesarz chiński gdzieś przybywa to po to by zwyciężyć (osiągnąć swoje) nie po to żeby się targować. Z tą syryjską bazą to też trudno mi zrozumieć. Z tego co się zorientowałem to była to syryjska baza. Tam chyba nie było Rosjan, chyba że przypadkiem albo czegoś nie rozumiem. Po co zatem to ostrzeżenie?.
  2. Pewnie że przy takim pojedynku artyleryjskim szczęście jakąś tam rolę odgrywa. Ale coś mi się wydaje że nie ono tu zadecydowało. Przede wszystkim o skuteczności salwy Bismarcka zadecydowało to że Hood miał stosunkowo słabo opancerzony pokład. To że Bismarck trafił pierwszy to też nie było wynikiem szczęścia. Po prostu Bismarck miał o wiele lepszy system kierowania ogniem. Przede wszystkim o wiele lepsze przeliczniki artyleryjskie. Miał chyba 3 centrale kierowania ogniem. Nie mówiąc o tym że dysponował radarem. Przeliczniki Hooda były dużo starsze. Zresztą była tu już chyba o tym mowa. Należałoby poświęcić trochę uwagi ówczesnym systemom kierowania ogniem i przelicznikom artyleryjskim które często uważa się za przodków dzisiejszych komputerów. Na przełomie lat 30-tych i 40-tych Niemcy górowali w tej dziedzinie.
  3. Pytanie źle postawione. Powinno brzmieć dlaczego Rosjanie to: zaczęli. Tak w skrócie (pisze z pamięci i mogłem coś pomylić): Otóż w grudniu 1942 roku niemiecki kontrwywiad odnalazł nadajniki Czerwonej Orkiestry (siatka wywiadowcza). Nie zlkiwidował ich przejął tylko nad nimi kontrolę. Zostało utwrzone specjalne komando które mniało nadal przekazywać do Moskwy odpowiednio spreparowane wiadomości. Były one nadal wartosciowe. Za cenę przekazywania wartosciowych info Niemcy chcieli wbić klin między Anglię i Rosję by skłonić tą ostatnią do zawarcia separatystycznego pokoju. Krótko mówiąc wojna wywiadów DWS przybrała nowe oblicze. Jak zwykle jednak w takich konfrontacjach doszło do wydarzeń nie dających się przewidzieć. To niemieckie komando miało trudne zadanie ponieważ członkowie Czerwonej Orkiestry byli pod stałą obserwacją francuskiego ruchu oporu który tylko obserwował czy nie zostali oni przewerbowani przez Niemców. Wobec tego tym zdemaskowanym czlonkom musieli pozostwić trochę swobody. Wykorzystał to jeden z aresztowanych, szef tej organizacji Joahim Trepper, zresztą polski Żyd. Zredagował pod nosem Niemców raport mieszając słowa z 3 języtków (polskiego, iddysz i rosyjskiego). W lutym 1943 roku ten raport udało mu się przekazać niepostrzeżenie osobie należacej do siatki i trafił do Moskwy. Co zresztą należy uznać za dowód niesłychanej sprawności tamtejszej konspiracji. Te kilka minut jakie Trepper spędził w cukierni (bo tam przekazywał raport) odegrały równie ważną rolę jak wygrana wielka bitwa. Moskwa ten raport przyjęła nieufnie. By rozstrzygnąć czy zawiera on prawdę Rosjanie rozpoczęli rozmowy z Niemcami w kwietniu 1943 roku. Pozwoliło to im rozstrzygnąć o alianckich intencjach, że nadal chcą prowadzić wojnę z Niemcami. Odtąd, to znaczy od maja 1943 roku uznali raport Treppera za prawdziwy i wiedzieli jak należy oceniać dostarczane im informacje. To napisałm na podstawie książki napisanej po polsku przez Joahima Treppera"Wielka Gra". Była tłumaczona na wiele języków.
  4. Przejrzałem powyższe posty o psie u Greków i nikt nie zauważył jednego. Tego że pies był wzorem dla cyników. Zresztą słowo cynik wywodzi się od greckiego "pies". Najbardziej znanym cynikiem był chyba Diogenes. Chciał umrzeć pogrzebany jak pies (czyli jak?). Może tutaj trzeba szukać przyczyn grzebania noworodków w studni, razem z psami. Cynicy stawiali psa za wzór ponieważ wszystko robił jawnie, to znaczy załatwiał się, uprawial seks, gryzł kiedy był zagrożony bez mszczenia się za plecami, potrafił być też najwierniejszym przyjacielem. Człowiek takie na przyklad czynności ukrywał przez to nie ukazywał swojej prawdziwej natury. To dlatego Diogenes chodził w biały dzień po Atenach z latarnią mówiąc że szuka człowieka bo nikt z poruszających się po mieście nie był sobą naprawdę. Diogenes zresztą mieszkał jak pies, w beczce, wylegując się na jej progu na słońcu. To pewnie dlatego powiedział Aleksandrowi Macedońskliemu żeby ustąpil mu trochę słońca.
  5. Autor określa go jako generał. W googlach jest określony jako obergruppenfuhrer SA, czyli wynikałoby że generał. Po usunięciu Roehma został szefem sztabu SA.
  6. Możliwe że Roehm rzeczywiście przygotowywał próbę puczu. W SA często mówiło się o „drugiej rewolucji”. Według francuskiego historyka Gilles Perrault przebieg wydarzeń był następujący (z grubsza): Otóż w SA było wielu rewolucjonistów nienawidzących kapitalistów i zawodowej kadry oficerskiej wywodzącej się z czasów cesarskich. Chcieli ich pousuwać i utworzyć coś podobnego do tego, co uczynił Stalin w Rosji: czyli podporządkować armię partii, zatem SA, i utworzyć coś w rodzaju czy to Armii Czerwonej, czy też czegoś w rodzaju milicji ludowej na czele której stanąłby sam Roehm. Grupa oficerów „starej cesarskiej szkoły” z Reichswehry źle to oczywiście widziała. Ich przywódcą był szef gabinetu w ministerstwie wojny von Reichenau. Goering, twórca Gestapo był temu również przeciwny. Na początku 1934 roku doszło jednak do kompromisu. Minister obrony Blomberg i Roehm podpisali układ na mocy którego Reichswehra została uznana za jedyną oficjalną siłę zbrojną Rzeszy natomiast SA przejęła szkolenie wojskowe i oddziały rezerwy. Roehm podpisał to bardzo niechętnie i we własnym gronie wyrażał swe oburzenie że musiał to podpisać. O tym jego oburzeniu generał Victor Lutze doniósł Hitlerowi. Dowiedział się o tym również Reichenau no i oczywiście Heydrich (możliwe zresztą że to on wszystko zainspirował). Obaj zawarli porozumienie przeciw Roehmowi. W kwietniu 1934 roku Goering, Reichenau, Himmler i Heydrich zgodnie uznali że Roehm zmierza do puczu i postanowili się go pozbyć. SD Heydricha, czyli wywiad SS, od pewnego czasu zbierało już informacje w tej sprawie. Zaczęto ustalać listę przyszłych ofiar. Oddziałom SS na czele których stał Himmler, Reichenau udostępnił koszary, broń, środki transportu. Goering przekazał Himmlerowi Gestapo. Wkrótce potem Himmler i szef jego wywiadu, czyli SD, Heydrich, przenieśli się ze swym sztabem z Monachium do Berlina. Całe SS zostało postawione w stan gotowości. W maju 1934r doszło do tajnego spotkania Hitlera z Roehmem. Rozmowa trwała 5 godzin i obaj zdecydowali że należy na później odłożyć rozstrzygnięcie konfliktu SA z Reichschwehrą. Umówiono się, że od 1 czerwca Roehm wyśle swoich ludzi na urlop a w lipcu się wróci do sprawy. Urlopowanie swych ludzi Roehm rozpoczął już nazajutrz. Heydrich się dowiedział o tych ustaleniach i bardzo go to zaalarmowało. Przeciwnicy Roehma rozpoczęli przygotowania. 8 czerwca 1934r Roehm we wszystkich gazetach zamieścił komunikat, w którym oświadczał, że wszyscy wrogowie SA otrzymają stosowną zapłatę i że jeżeli ktoś myśli, że członkowie SA nie wrócą ze swych urlopów, to się myli. Sytuacja stawała się coraz bardziej napięta. Takie było tło wydarzeń do których doszło 30 czerwca. Hitler chciał ocalić Roehma ale mu się to nie udało. Jakieś intrygi obcych wywiadów były pewnie możliwe. Jednak czasem można odnieść wrażenie że Hitler po prostu zdradził Roehma. W końcu swą karierę polityczną zaczynał jako agent Reishwehry i to mogło u niego zaważyć. W pewnym sensie można tez powiedzieć że Herydrich był od "zadań specjalnych" bo jak mnie pamięć nie myli on później stał za prowokacja gliwicką. Heydrich był szefem SD. Zaczął od zbierania danych o nazistowskich dygnitarzach i miał o tym spore archiwum. Każdy nazistowski dygnitarz miał swoich szpiegów, którzy często szpiegowali rywali. Duża częśc raportów trafiała do archiwum SD, które z czasem zaczęło dysponować również własną agenturą. To Heydrich stał za prowokacją gliwicką. Jej bezpośrednim wykonawcą był jego oficer, Naujock.
  7. Co tu ma frankofilstwo. Po prostu kiedyś ok. 2 km od mojego domu była francuskojęzyczna biblioteka do której się zapisałem. I to wszystko. Ja na przykład, Ciebie, Szanowny Administratorze Secesjonisto, nie oskarżam o seksizm mimo że twiedziłeś iż idiotyzmem jest stwierdzenie że kobiety mogą być w czymś lepsze od mężczyzn. (Chodziło o produkcję jedwabiu) Ale do rzeczy. Tu można się powołać choćby na francuskiego historyka (trudno, może ktoś przytoczy angielskiego lub innego) Pierre Goubert i na jego "Wprowadzenie do Historii Francji". Pisze on tak (mniej więcej): Colbert źle znosił bogactwo kalwińskiej Holandii, która posiadała pierwszy bank w Europie (Bank w Amsterdamie założony w 1609r). Miała flotę złożoną z 10 tys statków. Posiadała dużo więcej marynarzy niż cała reszta świata. Ich tkaniny były o klasę lepsze niż te skądinąd. Holenderska Kompania Indyjska miała wszędzie swe wpływy. Wypłacała rocznie swoim akcjonariuszom średnią dywidendę w wysokości 25%. Gospodarka holenderska była dla Colberta modelem. Chciał ją kopiować, a nawet prześcignąć. Zaczął więc budowę marynarki wojennej. W 1664r zaczęto organizować 4 wielkie kompanie handlowe. Najbardziej znane, to Kompania Indii Wschodnich i Kompania Zachodnia. Organizowano zaczątki kolonii. Tutaj nie miał wielkiego powodzenia między innymi dlatego, że Holendrzy robili wszystko, by się pozbyć zarozumiałych i niebezpiecznych francuskich rywali. Poza tym jego protekcjonizm był kijem o dwóch końcach bowiem powodował również protekcjonizm innych. Colbert coraz bardziej był przekonany, że tylko wojna może ukrócić bezczelność „Batawów”, zresztą 10 razy mniej licznych niż Francuzi. Uważał że jeżeli król podporządkuje sobie wszystkie zjednoczone prowincje Niderlandów, to "ich handel stanie się handlem poddanych Jego Królewskiej Mości. Nie pozostaje nic więcej do życzenia". Król również skłaniał się ku wojnie, tyle że z innych powodów. Przede wszystkim uważał się za coś lepszego niż cesarz, który przecież był wybieralny i posiadał tylko jedną rezydencję w Bambergu, podczas gdy on, Ludwik XIV, wywodził się od Karola Wielkiego i nikt nie mał takich rezydencji jak on a miał przy tym w planach budowę Wersalu. Toteż wiosną 1672 roku wojna z Holandią wybuchła. Ludwik XIV nie raczył jej nawet wypowiedzieć. Wysłał po prostu 120 tys żołnierzy i sprzymierzoną flotę angielską. Całą wyprawę traktował jako karę. I rzeczywiście, początek wojny znaczyły szybkie i łatwe sukcesy. Wiadomo jednak że sprawy się skomplikowały. Holendrzy otworzyli śluzy, państwo zamieniło się w archipelag wysp. Holenderski admirał de Ruiter rozgromił flotę angielsko-francuską. Przy czym godnym uwagi jest fakt że w tak dramatycznej sytuacji Bank Amsterdamski wypłacił należności wszystkim mającym konta w tym banku. Wkrótce Holandia zyskała sojuszników. Wojna zakończyła się pokojem w Nimegue w 1679 roku i chociaż był on korzystny dla Francji to jednak Holandia właściwie się obroniła. Gorzej na tej wojnie wyszli jej sprzymierzeńcy.
  8. Te początki to jednak łączyłbym z Colbertem. Morskie spółki handlowe istniały chyba tak długo jak długo istnieje handel morski. Załóżmy że właściciel statku popłynął do Indii i wrócił. Przecież po takiej podróży statek nadawał się do remontu. Oczywiście jego właścicieli nie brał się za siekierę by go remontować. Wiedział jak dopłynąć do Indii i jak się tam obracać to każdy chętnie go zatrudnił. Zatem taki kapitan płynął już na nie swoim statku, mógł natomiast zabrać swój towar, statek mógł być dzierżawiony, podróże morskie wówczas były niepewne to i musiały być jakieś formy ubezpieczenia itp. Zatem mamy już do czynienia ze spółką o skomplikowanej strukturze własności zarówno majątku trwałego jak i towarów, którą czasami nazywano kompanią. Tak się złożyło że w XVII wieku najbardziej rozwinięty handel morski mieli Holendrzy. Mieli oni dużo więcej okrętów i marynarzy niż cała reszta świata, Francji i Anglii nie wyłączając. Z tego handlu ciągnęli wręcz bajeczne zyski. To przyprawiało o mdłości przede wszystkim Colberta który Holendrów nie nazywał inaczej jak tylko Batawowie. Stale powtarzał że nie może patrzeć na bezczelność tych heretyckich Batawów którzy się bezczelnie bogacą. I to za jego sprawą monarchia francuska zaczęła roztaczać opiekę nad własnymi kompaniami handlowymi, i utworzona przez niego Kompania Wschodnioindyjska to było już coś innego niż spontanicznie organizujące się dotychczasowe kompanie bo wspierało ją państwo. Później podobnie chyba postąpili Anglicy i w ciągu XVIII wieku Holendrzy stracili palmę pierwszeństwa w handlu dalekomorskim. Ale na pewno nie w czasach Colberta. I nie tylko chodziło o samą potęgę morską. Na przykład holenderscy rzemieślnicy produkowali tkaniny o niebo lepsze niż te okrzyczane manufaktury Colberta.
  9. Z tym że wówczas było chyba bardzo trudno ocenić tonaż okrętu z wyglądu, zwłaszcza pancernika. Pisze o tym na przykład ocalały z Bismarcka oficer, von Mullenheim w swej książce "Pancernik Bismarck". Kiedy przytaczał tonaż Bismarcka to przypisywał sobie zasługę ujawnienia wielkiej tajemnicy. To pewnie i trudno bylo zarzucić Niemcom naruszanie warunków traktatu.
  10. W necie można znaleźć że more danico to jest średniowieczna formuła prawna. Zatem pewnie z prawa kanonicznego bo wówczas małżeństwa leżały w gestii Kościoła. Ja akurat za bardzo jej nie znam ale znam przykład jej zastosowania który podałem, chodzi o Wilhelma Zdobywcę. I ten przykład jest z czasów pierwszych Piastów. Zatem jeżeli ta formuła była znana i wykorzystywana wówczas w północnej Galii to na pewno i w Polsce. Przecież i Galia i Polska ulegały właśnie wpływom tego samego Kościoła. Tyle tylko że w Polsce nikt tego nie opisał. Jego matka w ogóle żoną księcia nie była. Była drugą żoną. Taką nazywano frilla. Dzieci kolejnych żon miały ograniczone prawa, na przykład do dziedziczenia. Przypadek Wilhelma Zdobywcy polegał na tym że był jedynym spadkobiercą po ojcu i dlatego za takiego został uznany przez Kościół, któremu nie przeszkadzało że jego ojciec miał dwie (chyba) żony. To pierwsze, drugie jego nielegalne pochodzenie było podnoszone. To nie było nielegalne pochodzenie. W każdym razie kościół tego nie podnosił. w Twoim twierdzeniu nie zgadza. Hierarchia kościelna też niekoniecznie była pozytywnie nastawiona do Wilhelma jak np arcybiskup Rouen - Mauger. Mauger był synem starszego brata ojca Wilhelma. Został arcybiskupem Rouen. Obaj z Wilhelmem nienawidzili się z powodów osobistych. Mauger byl typowym przykładem feudalnego warchoła bez skrupułów. Sprzedał nawet naczynia liturgiczne z katedry. W 1055 roku na synodzie biskupów w Lisieux został pozbawiony godności arcybiskupa i wygnany. Tę decyzję potwierdziła kuria rzymska. Pierwszoplanowe z perspektywy dzisiejszej Francji czy Wielkiej Brytanii - tak. Z naszej perspektywy ważniejsze były państwa na południu (Czechy) i zachodzie (cesarstwo). Dania mogła być i była widziana jako sojusznik wobec zagrożenia ze strony cesarstwa ale to cesarstwo było punktem odniesienia, to tam jeździli nasi władcy, to tam trzymano Bolesława etc. Może tak a może nie. Mnie na przykład zawsze dręczył Jomsborg (Wolin). Skąd się bralo bogactwo tego miasta. Czy czasem nie stąd że leżało u ujścia Odry, a zatem Wielkopolska musiała coś sprzedawać. To by zresztą tłumaczyło uwagę kronikarza że w monarchii Chrobrego jest łatwo o srebro. Wątpliwym jest żeby jego źródłem była północ czy zachód. Najpewniej chodziło o handel morski. Przy czym racz pamiętać, ze kontrolowaliśmy jedynie niewielki odcinek tej drogi - Handel ma to do siebie że łączy. A Duńczycy potrzebowali od naszej strony spokoju by móc spokojnie zajmować się Anglią i Normandią. Pewnie zresztą stąd małżeństwo króla Danii z córką Mieszka I. Żonę z ościennego państwa brało się po to żeby mieć spokój od tej granicy.
  11. Może i tak. W każdym razie na przykład taki Wilhelm Zdobywca był potomkiem małżeństwa "na sposób duński", czyli "more danico". Był jedynym synem swego ojca i chociaż jego matka nie była pierwszą żoną to nikt, kościół również, nie kwestionował jego legalności. W chwili smierci ojca miał chyba 7 lat. Jak zwykle w takich przypadkach doszło do różnych niepokojów spowodowanych chęcią wykorzystania małoletniości władcy które niczego nie zmieniły i Wilhelm pozostał księciem. Przede wszystkim dlatego że po jego stronie stanął episkopat. Takich przypadków było pewnie więcej. Jakichś analogii do tematu o którym mowa można się doszukać. Tym bardziej że według mnie w historii naszego wczesnego średniowiecza niedoceniane są kontakty naszych przodków z Danią. A przecież w czasach Mieszka było to pierwszoplanowe państwo w basenie Morza Północnego, prawdziwe okno na świat. Wielkopolska leży niedaleko a przy tym miała doskonałe połączenie z Danią poprzez Wartę, Odrę i morze. Przecież wówczas były to arterie komunikacyjna na miarę dzisiejszych autostrad. Dlatego duńskie obyczaje mogły być ówczesnym nam nieobce.
  12. Coś mi się wydaje że brakuje wam podstaw natury ogólnej. To nieprawda że kościół rygorystycznie odrzucał wielożeństwo. Do pewnego stopnia je tolerował. O ile wiem to w średniowieczu obowiązywła reguła prawa kanonicznego dotycząca małżeństwa określanego jako "małżeństwo na sposób duński" a zatem różniące się w jakiś sposób od innych form małżeństwa. Był to model: jeden + kilka, z tym że jedną z tych małżonek Kościół uważał za najważniejszą. To mogło być przecież mobilizujące dla Dobrawy by zachęcać męża do przyjęcia chrztu, bo wówczas ona stawała się pierwszą, zatem najważniejszą w świetle prawa kanonicznego żoną. A zatem to jej potomek dziedziczył po ojcu i nie ważne było kiedy został poczęty.
  13. Jak najbardziej możliwe. Analogie z chrztem Chlodwiga są wyraźne. Według Fredegarda wyglądało to tak: W 496r przed bitwą pod Tolbiac (35 km. od Kolonii) z Frankami Reńskimi, Chlodwig uczynił ślub, podobnie jak to zrobił dawniej cesarz Konstantyn, że nawróci się na chrześcijaństwo jeżeli: „Jezus o którym Klotylda mówi, że jest synem Boga żywego” da mu zwycięstwo. Bitwa była wygrana, Chlodwig przekonał się do chrześcijaństwa. Chrzest był konsekwencją ślubu uczynionego przed bitwą. Klotylda nie ustawała w zabiegach. Sprowadziła Remi, biskupa Reims, by go nauczał. Spotkanie z biskupem królowa zaaranżowała w Attigny koło Reilly. Był tam dosyć ważny pałac króla Franków. To tam pewnej nocy przybył Remi a wyjechał przed świtem. Biskup ów był pierwszym między biskupami północnej Galii. Uznawał władzę Chlodwiga, lecz używał wobec niego wyniosłego tonu, co było odzwierciedleniem jego pozycji pośród ówczesnego episkopatu Galii. Chlodwig przyjął chrzest 25 grudnia 498 roku. Inne daty nie są pewne. Uczynił to w dużej mierze na skutek zabiegów swej żony, Klotyldy. Biskup Remi, w liście który do niego napisał, prosił go, żeby „czuwał by Pan nie odwrócił się od niego” i żeby rządził „radząc się swych biskupów”. 3 tysiące ludzi z jego drużyny ochrzciło się razem z nim. Ten chrzest katolicki miał ogromne znaczenie, gdyż od tej chwili wielu ludzi chciało się podporządkować Frankom. Nie uważam żeby nasz Mieszko był bardziej rozgarnięty od Chlodwiga i mógł się dać nabierać na takie manipulacje.
  14. Pewnie tak było. W historii najlepiej jest chyba opisany chrzest króla Franków Chlodwiga który miał miejsce w Reims 24 grudnia 506 (lub 499r). Dla niektórych historyków jest to typowe dla początków chrześcijaństwa wśród barbarzyńców. Przecież jest bardzo prawdopodobnym że za takim aktem stała papieska dyplomacja a może nawet i sam papież a zatem musieli stosować przemyślane i wypróbowane sposoby. W przypadku Chlodwiga do chrztu przekonała go królewna burgundzka Klotylda, pewnie nie bez udziału papieskiej dyplomacji, chrzest odbył się w Reims, Chlodwiga chrzcił biskup Remi. Jeżeli zamienimy Burgundię na Czechy, biskupa Remi na Jordana a Reims na Gniezno to mamy wypisz wymaluj chrzest Mieszka. Z tym że bardziej prawdopodobne jest że chrzest Mieszka miał miejsce, tak jak chrzest Chlodwiga, czyli w pierwszy dzień swiąt a nie przed świętami.