secesjonista

Administrator
  • Zawartość

    23486
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Zawartość dodana przez secesjonista

  1. Cóż, informacje euklidesa są zadziwiająco niedokładne, jak na jego zamiłowanie do tematyki tajnych operacji. Może trzeba zacząć sięgać po rzetelniejsze opracowania bądź czytać je uważniej? Naujock nie był nigdy szefem Smolnianoffa, Naujock nadzorował operację "Andreas", a w 1941 r. został wydalony z SD i zdegradowany. Natomiast nasz bohater-fałszerz został "zatrudniony" w ramach operacji "Bernhard" dopiero w 1944 roku. W tym czasie Naujock uganiał się po Danii za mniej lub bardziej domniemanymi członkami ruchu oporu. Nazywanie Naujocka - fałszerzem to oczywiste nieporozumienie, bo on ich jedynie zatrudniał i organizował ich pracę. Na tej zasadzie właściciel konia wyścigowego jest dżokejem a szef teamu w F1 - kierowcą rajdowym. Noo, tak jak jednak widać nie tak do końca: "zaginął o nim słuch". To "zaginięcie" to fragment jego życia od zwolnienia z obozu do wypłynięcia w Urugwaju.
  2. Jak najbardziej miała takie umocowanie. Na ogół w przypadku wznawiania kontaktów dyplomatycznych, jak to miało miejsce pomiędzy Polską a Niemcami, nie otwierano od razu ambasad a placówki poselskie, potem podnoszone do rangi ambasady. Nawet istnienie ambasady i ambasadora nie wykluczało użycia pełnomocnika rządu nazywanego posłem, taka osoba na ogół przybywała by negocjować jakieś istotne porozumienie. Co do wymienionych panów to trzeba by uściślić w jakim czasie byli tak nazywani, bo ja np. spotkałem się z określeniem względem dr. Andreasa Hermesa: "pełnomocnik rządu" w "Dzienniku Bałtyckim" (nr z 6 grudnia 1928 r.) i: "minister" w tym samym piśmie (ale z 3 grudnia 1937 r.). No i trzeba pamiętać, że stosowane te nazwy wymiennie, choćby: "Kolejnymi ambasadorami Polski w Finlandii do 1940 r. byli: Tytus Filipowicz (1922-1927), p.o. ambasador chargé d’affaires Tomasz Bielski-Sariusz (1927-1928), Franciszek Charwat (1928- -1935), Henryk Sokolnicki (1936-1941)" i "W 1937 r. w Gdyni odbył się zjazd kierowników polskich przedstawicielstw dyplomatycznych w krajach regionu bałtyckiego. Obecny był również poseł RP w Helsinkach H. Sokolnicki". /J. Czechowski "Rola Poselstwa RP w Helsinkach w kreowaniu polsko-fińskich relacji gospodarczych w dwudziestoleciu międzywojennym", "Słupskie Studia Historyczne", nr 18, 2012, s. 211, przyp. 1, s. 221 pogrubienie - moje/
  3. O ile mnie pamięć nie myli ciekawy nigdzie nie napisał by był specjalistą od marynarki wojennej, zatem nie wiem do czego ta uwaga się odnosi. Cieszymy się, że robinson68 jest posiadaczem absolutnej pamięci inni niestety tak doskonali nie są. To proszę się zapoznać się z polskim ustawodawstwem, bo w polskich Dziennikach Ustaw podaje się ją również w km/h. A przeliczyć to chyba i tak każdy potrafi? Proponuję darować sobie uwagi co do przedmówców a bardziej skupić się na wartościowszym udziale w dyskusji.
  4. Aż tak bardzo: ślad po nim nie zaginał i jego późniejsze losy są z grubsza znane.
  5. No ale patrząc na zajętą Besarabię to nieco się zbliżył, chyba o jakieś 100 km, patrząc np. na odległość z Tyraspola i z zajętego Cahul.
  6. W miastach brytyjskich tym niezbyt przyjemnym fachem, zajmowali się tak zwani: "gong farmer" (gongfermor, gong scourer), a z racji tego, iż pracować mogli tylko nocą (w myśl przepisów np. z połowy XVI w.: od 21 do 9) nazywano ich też: "nightman". Londyn miał swoje odpowiedniki warszawskiej Góry Gnojnej, to np. miejsce nad Tamizą zwane odpowiednio: Dung Warf, czy już ironicznie: Mount Pleasant (obecnie na obszarze Clerkenwell). Przy całej niewdzięczności profesji i raczej niechętnemu stosunkowi do jej przedstawicieli - mieli mieszkać tylko w wyznaczonych obszarach miast, zadziwiają starannością ówczesne reklamy reprezentantów tego zawodu. /za: en.wikipedia.org/ Zastanawia mnie ilu przedstawicieli takiej profesji zatrudniano w poszczególnych miastach?
  7. Alan Macfarlane (autor "The Savage Wars of Peace: England, Japan and the Malthusian Trap") zauważył, że gdy w Anglii trzeba zapłacić za wywóz nieczystości, w odległej Japonii można nimi było opłacać czynsz. Władze Osaki (w XVIII w.) zdecydowały się nawet rozmieścić stosowne zbiorniki na rogach ulic. Podobnie w Chinach towar ten był atrakcyjny i konkurowano o jego odbiór. Głównym odbiorcą byli rolnicy. Wiemy też, iż Japończycy zdawali sobie sprawę z potencjalnego zagrożenia jaki niósł ten produkt, stąd przetrzymywali go długo w specjalnych dołach i zbiornikach tak by procesy fermentacyjne zmniejszyły zagrożenie zdrowotne jakie niosły fekalia. "Jeśli chodzi o kwestię higieny problemem gospodarczym o zasadniczym znaczeniu było to, że wartość rynkowa ludzkich odchodów była zerowa lub znikoma, gdyż społeczeństwa nie dopuszczały tego, aby ich używać jako cennego nawozu w gospodarstwa i ogrodach". /G. Clark "Pożegnanie z jałmużną", Poznań 2014, s. 124/ Skąd takie obiekcje? Czy rzeczywiście w większości krajów europejskich powszechne było marnotrawienie tego zasobu?
  8. Eee tam, ja już myślałem że krakus57 zaskoczy nas jakimiś nowymi nieznanymi faktami, ciekawymi interpretacjami, a tu: zaserwowano nam stare, wielokrotnie przemielone i odgrzewane "kotlety", od dawna już na wszelkie sposoby przerabiane, podlane przez krakusa57 mocno demagogicznym sosem i z dodatkiem przewiędłej już jarzyny w postaci stronniczego i jednostronnego spojrzenia. Niektóre zarzuty ocierają się o śmieszność: "Brak absolutnie wykształcenia ekonomicznego (...) Odcięcie gospodarki RP od rynku rosyjskiego" (raczej: "absolutny brak wykształcenia...", ale mniejsza o gramatykę polską). Nie wiem od kiedy przywódca państwa musi posiadać takowe wykształcenie? Dobrze jest jak osoba dzierżąca taką pozycję ma wykształcenie z zakresu makroekonomii, atoli nie jest to warunek konieczny do sprawowania przywództwa politycznego. A czy stanowienie dobrego prawa w państwie - nie jest istotnym elementem poprawiający funkcjonowanie nawy państwowej? No chyba - jest. Zatem czy przywódca nie powinien mieć wykształcenia prawniczego? A czy sfera stosunków społecznych nie jest istotną? Zapewne też jest. Zatem przywódca powinien mieć wykształcenie socjologiczne itd. itd. Osoba będąca prezydentem, premierem, naczelnikiem czy przywódcą pewnej frakcji politycznej nie musi mieć wykształcenia ekonomicznego, w ogóle może być dyletantem w tym zakresie, bo istotnym jest to - kto stoi na czele odpowiednich instytucji, w tym przypadku np. Ministerstwa Przemysłu i Handlu, Ministerstwa Skarbu, Międzyministerialnej Komisji Popierania Eksportu, Państwowego Instytutu Eksportu, Komisji Dewizowej, Polskiego Instytutu Rozrachunkowego itp. instytucji. I czy taka osoba ma odpowiednie kwalifikacje. A względem Piłsudskiego postawić można zarzut, że wtrącał się do sfery o której nie miał pojęcia - o ile się wtrącał, co trzeba by udowodnić. Do czego mamy stosowny temat: forum.historia.org.pl - "Czy Piłsudski był ekonomicznym analfabetą?". A to wszystko przy uwadze, że nie zawsze potencjalny zysk ekonomiczny przeważa nad racjami politycznymi. "Totalna porażka wzniecenia powstania w Królestwie" i to ma być zarzut tylko względem Piłsudskiego? Jakich by argumentów nie użyć, to osoba Marszałka w powszechnej świadomości Polaków utrwaliła się w pewnej kanonicznej postaci, i wciąż na ogół okupuje on pierwszą piątkę w różnorakich badaniach opinii publicznej na najwybitniejszego (czy najbardziej cenionego) Polaka. I słusznie czy nie, to jemu głównie przypisuje się odzyskanie niepodległości. Historycy a i "odbrązawiacze" mogą podawać szereg argumentów "przeciw", co raczej nie nie zmieni obrazu w powszechnej świadomości. Obok tej powszechnej opinii, mamy dużą grupę ludzi hołubiących zmitologizowaną postać Piłsudskiego, którzy jakąkolwiek krytykę traktują jak zamach na pamięć. Dla których wszystko co czynił Marszałek było rozsądne, uzasadnione okolicznościowi i usprawiedliwione. Mamy też zajadłych anty-piłsudczyków. Czytając ich opinie trzeba dojść do wniosku, że Piłsudski był "zerem" w każdej dziedzinie (wojskowości, moralności, etyce, znajomości dyplomacji, ekonomii itd. itd.). Był agentem i: Niemców i Austriaków, a jeszcze na dodatek uratował bolszewików. W sumie to niepodległość uzyskaliśmy chyba wbrew poczynaniom Piłsudskiego. Potem "skradł" Legiony, rozwalił nasze wojsko, gospodarkę kraju. W sumie to brakuje jedynie doczepienia jemu odpowiedzialności za wielką powódź w 1934 roku.
  9. To jak mi się zdaje jest: hakownica (karabin forteczny tudzież wałowy) wz. 1876 systemu Hana-Kmka.
  10. Tak mi się coś zdawało, że nastąpiła pomyłka. Pierwsza książka traktuje o mormonach, a ci względem Klanu na ogół są nastawieni wrogo. Wreszcie o śmierć swego proroka obwiniają Rycerzy Złotego Kręgu, a niektórzy z nich zasilili potem szeregi Ku Klux Klanu, a sam Klan oskarżany był o mordowanie i zwalczanie mormońskich misjonarzy. I nie dziwi fakt, że w latach dwudziestych XX w. Idaho i Utah to były miejsca gdzie aktywność Klanu była prawie zerowa. Z drugiej strony, w miasteczku Harrison (w Arkansas), do którego udała się autorka drugiej książki, by poznać tam dzisiejszy Klan, stoi pomnik ofiar masakry na Mountain Meadow z 1857 r., czyli mordu dokonanego przez mormonów i Indian na kolonistach z Arkansas udających do Kalifornii. Ciekawe ilu Mongołów czy Tatarów było w połowie lat sześćdziesiątych w Missisipi, kiedy Samuel Bowers postanowił reaktywować struktury Klanu, skoro m.in. te grupy postanowił wymienić z nazwy we fragmencie swej odezwy tyczącej się kogo nie będzie się przyjmować do Białych Rycerzy KKK.
  11. Tyle, że ta książka co do głównej treści nie jest o Ku Klux Klanie.
  12. Zwierzchnikiem - jest, ale to nie jest równoznaczne ze stanowiskiem Naczelnego Dowódcy Sił Zbrojnych.
  13. Rzeczony Ossoliński to: Józef Maksymilian, i nie był on archiwistą, a: zbieraczem, bibliofilem, a jego fundacja w sześć lat później (po ufundowaniu) przeszła w ręce rodu Lubomirskich. Jeśli by iść tym śladem to wypada zwrócić uwagę na dyrektorów tej fundacji. Co do archiwistów to polecam osobę Adama Chmiela i Kazimierza Bogdana Konarskiego. co do zbieraczy:to wiele osób chlubnie się tu zapisała, by wspomnieć o takiej osobie, jak: Jan Glinka.
  14. Alceo Dossena. Teraz już ponad osiem tysięcy euro. /zobacz aukcje np. na: www.ma-shops.cn/
  15. Może ten Włoch który nawet nie wiedział, że jest fałszerzem?
  16. Wypada dodać, że z czasem zmieniono tę nomenklaturę: PQ stały się JW-53, 54 itd., a powracające QP stały się RA-53, 54 itd. I mam takie pytanie: czy zawsze wracano "na pusto"?
  17. Nie wiem w nawiązaniu do czego ten wpis euklidesa, ale zalecam wyjść z Matrixa, to że w powieści występują postacie i zdarzenia niefikcyjne nie oznacza, że w takiej książce nie ma fikcji. Zalecam większą dawkę realizmu. Dla porządku, kto (prócz powieściopisarza) twierdzi, iż: 1. Nie istniało pośród przodków l’Incorruptible nazwisko: "Robespierre" 2. Nie istnieją historyczne źródła potwierdzające istnienie tego nazwiska w okolicach gdzie nasz Maksymilian miał się urodzić i wskazujące na osoby wedle większości badaczy mających być jego przodkami. 3. Jaki specjalista od genealogii i językoznawstwa stwierdził, że nazwisko naszego Maksymiliana to: "Robert-Pierre". 4. Jaki znawca genealogii powiedział, że dziadek od strony matki to: "Pierre". 5. Jaki historyk wskazał kiedy to nasz Maksymilian przyjął nowe nazwisko i jak brzmiało poprzednie. Potrafi euklides odpowiedzieć na te dość proste pytania, bo nie bardzo wiem co ma konflikt króla z parlamentem do istnienia i brzmienia nazwiska naszego Maksymiliana???
  18. To proszę je przedstawić, co do: "Bismarcka", "Tirpitza", "Hooda", "Renowna", "Gneisenau'a" i "Scharnhorsta".
  19. Najpierw Leoś stwierdził, że: "Jedynym okrętem który dorownywał maksymalną prędkością niemieckim pancernikom był Hood", a potem: "Natomiast przykład walki z Renown'em to idealny dowód na ową nieuchwytność- fakt, Gneisenau oberwał 2-3 pociski z 15'sto calówek, ale oba rajdery uciekły bodaj najszybszemu okrętowi liniowemu Royal Navy". To czy aby i HMS "Renown" - również: dorównywał?
  20. Zawsze jest lepiej jak inni wiedzą co dany autor miał na myśli, a skąd wziął poldas taką konstatację względem mnie? Czy w temacie umieściłem: "O popularności żółtego koloru w literaturze XIX wieku"? Ja jakoś tego nie zauważyłem. Nie nazwali, jeśli już to w użyciu były frazy: "yellow kid journalism" a potem: "yellow journalism", jeśli jednak zna poldas przykłady z tamtej epoki, że takie dziennikarstwo nazywano po prostu: "żółtym dzieciakiem" to poprosiłbym jednak o przykłady tego użycia. Z chęcią się z nimi zapoznam. Używanie kwiatów do przesyłania wiadomości czy prezentowania intencji, to nie wymysł XIX wieku, atoli w mocno skonwencjonalizowanym świecie wiktoriańskim - urosło to niemal do sztuki. Powstawały poradniki w których informowane jakie kwiaty i ich zestawy miały nieść określoną treść. Publikowano poradniki w których tłumaczono sekrety mowy poszczególnych gatunków kwiatów, znaczenia ich barw i meandrów ich kompozycji. Najpopularniejszymi były dzieła Charlotte de la Tour "Le Language De Fleurs" i "Flora Symbolica" Johna Ingrama. Jakie konotacje przypisywano w tych dziełach barwie żółtej?
  21. Jest temat: forum.historia.org.pl - " O konotacjach "niebieskiego" w starożytności", a i o żółtym było wspominane: http://forum.historia.org.pl/topic/2506-zwiazki-frazeologiczne-a-historia/page__view__findpost__p__264477. W biografii matki Winstona Churchilla, autor poczynił taką uwagę: "Kolorem tamtych lat była żółć. Jedna z najbardziej popularnych powieści tego okresu nosiła tytuł 'Żółty aster', a jedne z najbardziej poczytnych tomików poezji - 'Le Cahier Jaune' ('Żółty notes'). Wykorzystując tę modę, Lane nazwał swój kwartalnik 'Yellow Book' ('Żółta książka')". /R.G. Martin "Jennie Churchill. Skandalistka epoki", Warszawa 2007, s. 472/ Uwaga autora tyczy się lat dziewięćdziesiątych XIX wieku. Wzmiankowany zbiór poezji to dzieło wydane w 1892 r., autorstwa Arthura Christophera Bensona, a wspomniany "Żółty aster" to powieść Kathleen Mannington Hunt Caffyn pod tytułem "A Yellow Aster", wydana w 1894 r. pod pseudonimem "Iota". Kwartalnik Johna Lane'a (swój udział w jego wydawaniu mieli też Henry Harland czy Elkin Mathews) niezbyt miał długi żywot, wydawany był od 1894 do 1897 roku. Pismo te mogło zszokować typowego wiktoriańskiego czytelnika, zarówno podejmowaną tematyką jak i śmiałymi rysunkami, zwłaszcza autorstwa nieszczęsnego Aubreya Beardsleya. Ów rysownik zmarł młodo na gruźlicę, a swych przyjaciół prosił o to by zniszczyli jego "sprośne rysunki". Lane starał się cenzurować nadto śmiałą kreskę swego grafika, acz zdarzały mu się przeoczenia, wskutek czego nakład jednego z numerów zdecydował się nawet oddać w całości na przemiał. Pismo te pokazuje, że zasada "byle się mówiło...", nie zawsze się sprawdza. Po tym jak w londyńskich gazetach pojawiły się nagłówki, typu: "Oskar Wilde aresztowany z 'Yellow Book' pod pachą", pismo zaczęło podupadać. Tłumy wybijały okna w domu Lane'a, a kilku autorów zagroziło bojkotem oficyny wydawniczej Bodley Head, jeśli pismo nie przestanie publikować rysunków Beardsleya (ten ostatecznie odszedł do efemerydy literackiej "The Savoy") czy spróbuje wydać jakieś dzieło Wilde'a. Lane ustąpił, pismo przestało drukować odważne teksty, i z czasem przestało się wyróżniać. W tekście "Introduction to the Yellow Nineties", autorzy Dennis Denisoff i Lorraine Janzen Kooistra cytują zdanie Goerge'a Holbrooka Jacksona z jego pracy "The Eighteen Nineties: A Review of Art and Ideas at the Close of the Nineteenth Century": "It was newness in excelsis: novelty naked and unashamed. People were puzzled and shocked and delighted, and yellow became the colour of the hour, the symbol of the time-spirit. It was associated with all that was bizarre and queer in art and life, with all that was outrageously modern". /dostępne na stronie: 1890s.ca; tamże numery rzeczonego pisma/ Żywotność pojęcia "żółta książka" była wówczas spora, po wydaniu pierwszego numeru "Anglo-Saxon Review" (w 1899 r.), jeden z recenzentów nazwał ten periodyk: "'Żółtą Książką' w dworskiej sukni i w kapciach". Co zatem kryło się pod pojęciem żółtych pism? Dlaczego w ówczesnej Francji literaturę zakazaną określano jako: "żółtą"?
  22. A uszkodzenia podczas ataku na HMS "Renown" i trafienie torpedą to Leoś zalicza do nieuchwytności?
  23. Zreasumujmy rewelacje euklidesa, oto znany powszechnie Maximilien François Marie Isidore de Robespierre, okazuje się mocno tajemniczą postacią. W rzeczywistości, zdaniem eklidesa, raczej nie miał takich imion, tylko: Robert Pierre, a nazwisko "Robespierre" to ściema i utworzył on je od swych imion. I jest to rzecz powszechnie znana, tylko nie wiedzieć czemu by podać więcej szczegółów i jacy to badacze tak twierdzą, to euklides musi się gdzieś włamać. Co nieco burzy obraz powszechnie znanej kwestii. Co prawda badacze genealogii Robespierre'a podają jego przodków do lat dwudziestych XV wieku i mają oni wszyscy (w linii męskiej) na nazwisko: "Robespierre", ale od euklidesa wiemy już, że to ściema. Co prawda w dokumentach urzędowych w Carvin czy Arras odnotowano jego przodków o nazwisku: "Robespierre", ale jak już wiemy i to jest ściemą. Co prawda wielu badaczy wskazuje, że brzmienie: "Robespierre" to może być zniekształcone: "Robert Speirs", ale jak już wiemy to po prostu ściema. Dzięki euklidesowi wiemy, że imię: Pierre dostał on po dziadku ze strony matki, a Robert po bracie swego dziadka. To, że jego ojciec i jego dziadek nosili imię Maximilien to nie ma znaczenia, bo jak wiemy - to też ściema. Tak dla dopełnienia formalności nie będzie problemem dla euklidesa podania pełnych personaliów tego dziadka ze strony matki? Bo mnie się wydaje, że jego dziadek ze strony matki to miał na imię, nie - Pierre, a: Bonaventure? Chyba euklides przedawkował nieco książki Pierre'a Norda ("L'intoxication - arme absolue de la guerre subversivei") i Gillesa Perraulta ("Sekret Króla"), i ulegając tym klimatom widzi tajemnice tam gdzie ich nie ma. Na szczęście i bez hakerskich włamań udało się jednak euklidesowi podać jedno źródło jego interesujących spostrzeżeń: Ponieważ wielu forumowiczów nie włada językiem Moliera warto zatem przybliżyć autora, który jest źródłem dla euklidesa. Był to dziennikarz i powieściopisarz, a "La Révolution" to dwutomowa powieść (z podtytułami: "L'amour et le temps" i "Les autels de la peur"), rodzaj romansowego fresku historycznego, o którym Marc Schidler na stronie "Le Monde" napisał: "C'est une oeuvre de fiction et pas un livre d'histoire". Nie chciałbym wyjść na upierdliwca, ale czy poza fikcją literacką ma euklides jakieś mocniejsze argumenty na poparcie swych stwierdzeń?
  24. To proszę zacytować pana Margeita, tak ze wskazaniami genealogicznymi. Znaną sprawą jest też domniemania onomastów co do rodowodu tego nazwiska, a czy znane są i euklidesowi, bo "Pierre" w nich nie występuje. Skoro to taka znana sprawa to po co euklides musi się bawić w hakera i się włamywać?!? Poważnie uważa euklides, że poznanie pochodzenia nazwiska jest kluczem do zrozumienia tego pana?!? Prosimy o więcej szczegółów, tak bez skrótów...
  25. Pomiędzy planami a obietnicami starań jest jednak pewna różnica. A chronologia wydarzeń przypomina, że prezydent USA nas okłamywał. "Roosevelt starannie ukrywał przed opinią publiczną stanowisko jakie zajął w Teheranie względem wschodniej granicy Polski (...) W czasie pierwszej rozmowy z polskim premierem 7 czerwca 1944 r. prezydent przemilczał swoją rozmowę ze Stalinem, kiedy poparł linię Curzona i wskazał na Churchilla jako tego, który ją zaproponował chociaż sowiecki dyktator wcale nie kwapił się z poruszaniem tego tematu. Niemal jednocześnie z tym oświadczeniem ambasador Avereel Harriman, na osobiste polecenie Roosevelta, potwierdził najpierw Mołotowowi, a następnie Stalinowi, że amerykańskie stanowisko w sprawie polskiej pozostaje niezmienne w stosunku do teherańskich uzgodnień, chociaż istnieją pewne wątpliwości co do przyszłości Lwowa. Natomiast w rozmowie z Mikołajczykiem Roosevelt obiecywał starania na rzecz pozostawienia Polsce Lwowa, Tarnopola i Drohobycza oraz przekazania jej Królewca. To stanowisko Roosevelta, które nie miało nigdy być spełnione, umocniło Mikołajczyka w jego oporze wobec linii Curzona, a wywołało zaskoczenie i rozgoryczenie Brytyjczyków, którzy przestrzegli Polaków przed złudną wiarą w amerykańskie przyrzeczenia". /C. Grzelak "Granica wschodnia Polski w polityce wielkich mocarstw 1939-1945", "Piotrkowskie Zeszyty Historyczne", nr 1, 1998, s. Proponuję zapoznać się ze stanowiskiem Roosevelta co do "linii B" za którą optował Eden w czasie konferencji teherańskiej.