secesjonista

Administrator
  • Zawartość

    22543
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    26

Ostatnia wygrana secesjonista w Rankingu w dniu 8 Luty

secesjonista posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

62 Excellent

O secesjonista

  • Tytuł
    Ranga: Rektor
  • Urodziny 01/07/17

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    Historia XIX wieku

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Zainteresowania
    Socjologia, historia idei

Ostatnie wizyty

1837 wyświetleń profilu
  1. Henryk Wierciński pisywał artykuły głównie o kwestiach rolniczych i ekonomicznych, czasami zdarzały mu się traktujące o etnografii czy historii. W swych pamiętnikach odnotował kwestie zarobku dziennikarskiego. Wedle jego relacji: "Kurier Lubelski", ok. 1875 r., - nie płacił honorarium (jak zauważa sam autor nie zabiegał o to, gdyż utrzymywał się z gospodarstwa wiejskiego) "Gazeta Polska", po 1875 r. - początkowo 5 gr od wiersza, potem 6 groszy "Niwa", 1876 r. - 4 kopiejki za wiersz "Rola" - 4 kopiejki za wiersz "Gazeta Warszawska" - 3 kopiejki za wiersz. I jego podsumowanie tego typu zarobkowania: "Mając pewną łatwość pisania, przy honorarium, które wynosi średnio około rsr. 6 za arkusz pisma, można by w spokoju niezły ciągnąć dochód z pióra, gdyby odosobnienie na wsi, nieustanna dystrakcja kłopotami codziennego gospodarstwa domowego, jakich jedynie uniknąć by można w mieście - pozwalały na poświęcanie dłuższego czasu pisaniu. 3-4 godzin dziennie poświęconych pisaniu, przynosi mi 5—6 rubli. Gdyby więc był zawsze materiał pod ręką, każda praca znalazła miejsce w druku, spokojny byt z pióra łatwo mieć by można (...) Średnie wynagrodzenie za artykuł gazeciarski przynosi mi 3—5 rubli (...) Gazeta Rolnicza” drukuje [mi] średnio wierszy 2000 = 60 rubli rocznie. „Rola” skwapliwiej bierze się do pisma mego i zwykle drukuje od ręki. Płaci 4 kop. za wiersz — jest to więc jedno z najwyższych wynagrodzeń za pracę literacką, jakie otrzymuję. Współpracownictwo w „Roli” przynosi rocznie 80—·100 rubli". /A. Zajączkowski "Wynagrodzenie literackie w drugiej połowie XIX wieku", "Przegląd Historyczny", T. 81, nr 3-4, 1966, s. 269/
  2. Cóż, poldas napisał, że pseudonim jest nieczytelny, ja podałem kilka osób dla których był on czytelnym. Nigdy nie spotkałem się w literaturoznawstwie ze stwierdzeniem, że pseudonim literacki musi być czytelny i zrozumiały. To koncepcja autorska poldasa czy opiera się na czyjejś opinii? Tak na marginesie... Bez wątpienie istnieje wiele nazwisk bardziej znanych, ja podałem takie jakie są związane z twórczością Korczyńskiego. Nie mnie oceniać kto znany a kto nie, wszystko zależy od zainteresowań, atoli zdaje mi się że współzałożyciel tzw. Biblioteki Załuskich, to nie jest postać aż tak anonimowa.
  3. Dla mnie jest oczywistym, że Józef to nie Zbigniew, i staje się oczywiste, że poldas zaczyna spamować.
  4. A to "srata tata" do czego się odnosi, bo nie pojmuję merytorycznej treści tego wstępu?
  5. Dla Janiny Kozłowskiej-Studnickiej był czytelny, dla Józefa Jędrzeja Załuskiego był czytelny, dla Romana Pollaka był czytelny... widać podchodzili do tego w zbyt uproszczony sposób, nie tak erudycyjnie i krytycznie jak poldas.
  6. W czym przesadził?
  7. W temacie "Zbombardowanie klasztoru na Monte Cassino mch90 napisał: To chyba jednak chodzi o sierpień 1943 r., i o oświadczenie Departamentu Stanu, w którym informowano o powołaniu Amerykańskiej Komisji Ds. Ochrony i Ratowania Artystycznych i Historycznych zabytków. Można w nim było przeczytać m.in.: "Komisja może zostać zobligowana do skierowania do Sztabu Generalnego Armii przedstawicieli muzeów i historyków sztuki, tak by, o ile nie będzie się o to kłócić z potrzebami militarnymi, ochraniać prace o wartości kulturalnej w krajach okupowanych przez armie państw sprzymierzonych". Po zbombardowaniu Rzymu, Mediolanu i wreszcie Neapolu, Eisenhower dał się przekonać i 23 grudnia wydał stosowne zarządzenie: "Do wszystkich dowódców. Walczymy dziś w kraju, który wniósł swój wkład do dziedzictwa kulturowego Stanów Zjednoczonych; kraju bogatym w zabytki,które w chwili swego powstania, jaki teraz, po upływie setek lat, ukazują rozwój naszej cywilizacji. Należy im się szacunek, na ile pozwala na to wojna. Jeśli mamy wybierać między zniszczeniem słynnej budowli a poświęceniem naszych ludzi, to wybieramy życie ludzi. Lecz nie zawsze wybór jest łatwy. W wielu wypadkach można oszczędzić zabytki bez narażenia na uszczerbek potrzeb operacyjnych. Nic nie może zbić argumentu konieczności wojskowej.Takie jest prawo. Tyle że określenie 'konieczności wojskowej' niekiedy bywa używane w kontekście wygody wojskowej czy nawet osobistej. Nie chciałbym, by zasłaniała ona niedbałość czy obojętność. Obowiązkiem wyższych dowódców jest ustalenie przy pomocy oficerów AMG lokalizacji pomników historycznych, czy to tych znajdujących się bezpośrednio przed linią frontu, czy też na terenach przez nas okupowanych. Informacja ta nakłada na wszystkich dowódców obowiązek postępowania w duchu tego listu". /R.M. Edsel "Na ratunek Italii", Warszawa 2014, s. 67 i s. 99/
  8. Zapomniany, a ciekawy, polski poeta zamiast zwykłego pseudonimu uzył prostej zgadywanki: "Imię ma z raju Ski ogon przezwiska Rok wspacznie głową Czyn w środek wciska". Któż zacz?
  9. Jednym z bardziej znanych dzieł będących katalogiem cech i umiejętności jakie ma posiąść rycerz to "Disciplina clericalis" Petrusa Alfonsusa, nadwornego medyka angielskiego władcy Henryka I. Wszystko zawarł on w "siódemkach". Mamy zatem siedem sztuk wyzwolonych, siedem mądrych reguł czy siedem sprawności. Zatem idealny rycerz winien: jeździć konno, strzelać z łuku, pływać, walczyć, polować z sokołem, pisywać poezję i grać w szachy. To strzelanie z łuku - to specyfika angielska czy pojawia się to w innych krajach?
  10. A dla mnie - tak, a spory o interpretacje pojęć w tej kwestii - nieszczególnie mnie pociągają, słusznie czy nie rozstrzygnęła je praktyka językowa.
  11. Dlaczego to akurat amerykańscy lotnicy podczas swych misji mieli do czynienia z aniołami a niemieccy - nie?
  12. Tylko co to ma do tematu: "kiedy najwcześniej..."? To, że jakiś termin jest późniejszy niźli opisywane zdarzenia nie zmienia nic, dla ludzi interesujących się tematem jest zrozumiały kontekst takiego a nie innego użycia. Wiele wydarzeń z przeszłości z czasem zyskuje własne nazwy, zatem jak najbardziej można pytać o Holokaust w czasie II wojny światowej, choć wówczas taki termin nie obowiązywał. Nie jest prawdą, że rozróżnienie na "Holocaust" i "holocaust" datuje się na lata sześćdziesiąte XX wieku, warto jednak czytać wpisy poprzedników.
  13. Istnieje, choć przybrała nieco osobliwą formę: Alt Nowawes. A ja zaczynam "Trzeba wydorośleć", czyli siódemkę w cyklu "Wykłady z socjologii historycznej" Marcina Kuli. Tym razem jest o socjalizacji, i oczywiście bardzo interesującą, choć trudno się ze wszystkim zgodzić. Choćby z konstatacją, że komunistyczna utopia pedagogiczna okazała się zadziwiająco nietrwała.
  14. A ja nie zauważyłem. Nie napisałem nic o Niemcach. Nie napisałem nic o Wolffie ani tym bardziej o "Wolfie". Zatem logicznym jest, że nie mogłem unikać faktu, że jakaś osoba o której nie pisałem była czymkolwiek. A co do jego stosunków i zakresu działań w Italii to i tu poldas się nieco myli. Co do Wolff a Kesselring - po pierwsze obu panów łączyły całkiem dobre stosunki osobiste, co pod tym względem wyróżniało raczej feldmarszałka pośród innych dowódców Wehrmachtu. Po drugie Kesselringa w dużej mierze zaprzątały bardziej sprawy na południu "włoskiego buta" podczas gdy aktywność Najwyższego Dowódcy SS i Policji z racji opieki nad Mussolinim koncentrowała się raczej na północy. Zatem bardziej stosowną osobą do ew. zakazu "wtrącania" byłby to raczej Erwin Rommel (odpowiadający początkowo za "Strefę Operacyjną Kraju Przedalpejskiego"). Formalnie przed przybyciem do Włoch podlegać Wolffowi miała władza policyjna i administracyjna od przełęczy Brenner do po bezpośrednie zaplecze wojsk broniących półwyspu (za wyłączeniem wybrzeża - które podlegało Kriegsmarine). To że nie dochodziło do scysji kompetencyjnych pomiędzy Kesselringiem a Wolffem - to raczej taktyka tego ostatniego, a nie kwestia władzy tego pierwszego. Dodajmy, iż Kesselring wcale nie miał tak mocnej pozycji, vide kwestia projektu rozkazu jaki Wilhelm Keitel przedłożył Hitlerowi 18 października. A i dla Kesselringa było wygodnym, że istniały struktury, które bez jego zaangażowania mogły załatwić rożne "kłopotliwe" sprawy bez zaangażowania podległych mu wojsk, vide: Rowy Ardeatyńskie. Wypada zauważyć, że we Włoszech istniał typowy nazistowski chaos kompetencyjny z nakładaniem się obowiązków i uprawnień. Najwyższą cywilną instancją był ambasador pełnomocny dr Rudolf von Rahn, rezydujący w Fasano. Z ramienia Kesselringa pełnomocnym komendantem tyłów był gen. Rudolph Touissant. W Gargano i Weronie miał swoją siedzibę Najwyższy Dowódca SS i Policji. Do tego dodajmy działania gen. Hansa Leyersa i fakt, ze część terenów wcielono do Rzeszy ale podlegały one również wciąż siłom policyjnym we Włoszech. Po przysłaniu do Włoch gen. Waltera von Unruha, żaden dowódca Wehrmachtu nie mógł spać spokojnie. I to właśnie ów "Łowca bohaterów" przeważył szalę kiedy von Rahn namawiał Hitlera do likwidacji administracji wojskowej w Italii i przeniesienie jej kompetencji na naszego Wolffa, w ten sposób kompetencje Touissanta zostały mocno okrojone, a podległe mu instytucje przetrzebione. A nasz Wolff został generalnym pełnomocnikiem Wehrmachtu we Włoszech. A o słabości pozycji wojskowych świadczą takie drobiazgi jak kolejne odznaczenia Wolffa, z "niemieckim sadzonym jajkiem" na końcu, czy fakt, iż ten potrafił zmieniać wyroki sądów wojskowych. To, że Wolff nie miał większych zadrażnień z dowódcami Wehrmachtu, to nie był efekt ich wyższych kompetencji i prerogatyw a jego postawy. I prezentował ją przez całość swej kariery. Jego nominacja na generalnego pełnomocnika nie budziła zdecydowanego sprzeciwu kół wojskowych, gdyż miano nadzieję, iż to się nie zmieni. Wolff taką "miękką" taktykę stosował na ogół również względem włoskich partyzantów. I nie wydaje się by wynikało to z chęci uniknięcia kary po ew. przegranej wojnie, a przynajmniej nie był to główny powód. Tylko typowe dlań elastyczne balansowanie pomiędzy różnymi stanowiskami, z unikaniem skrajnych opcji. To on przekonał duce do amnestii względem partyzantów. Potrafił się spotykać z partyzantami obiecując im ochronę przed faszystowskimi Czarnymi Brygadami. Znany był ze swych akcji przeciwko partyzantom ukrywającym się w górach, które polegały na zrzucaniu ulotek i... zapasów żywności. Wolff chwalił się, że dzięki takiemu jego postępowaniu 85 000 partyzantów zeszło z gór. Oczywiście nikt tej wielkości nie weryfikował, ani nie zadawał pytania czy aby wielu z nich nie wróciło z powody pory roku, by na wiosnę znów wyruszyć w góry. Zdarzało się jednak, że i Wolff zabierał się do energiczniejszych działań, choć jej efekty nie brzmią wiarygodnie: "Gdy Wolff zarządził pewnego razu 'tydzień zwalczania band', koncentrując w tym celu znaczne siły bezpieczeństwa, zginęło ponad 80 ludzi, z których jedną trzecią stanowili milicjanci faszystowscy. Oprócz zabitych, było ponad 300 rannych i 30 zaginionych. Jeśliby wierzyć triumfalnemu raportowi przygotowanemu po akcji przez podwładnych Wolffa, to siły bezpieczeństwa wyeliminowały ponad 1600 partyzantów, niemal identyczną liczbę wzięli do niewoli i wyprowadzili z 'oswobodzone' okolicy 6000 robotników przymusowych. Zdobyto wiele broni, w dwa działa polowe, sześć miotaczy min, granatniki średnie i lekkie, broń przeciwpancerną, dużo broni ręcznej, masę amunicji, około stu ciężarówek różnych marek i liczne radiostacje. Wysadzono ponad 300 odkrytych schronów i kryjówek". /J. von Lang "Między Hitlerem a Himmlerem. Generał Karl Wolff", Międzyzdroje - Kraków 2005, s. 314/ Warto jednak podać pełniejszą wersję tej rozmowy, Wolff wpierw oświadcza, że sprawa Ciano jest wyłącznie sprawą włoską. Na nalegania Mussoliniego, oświadcza wreszcie, iż może wyrazić jedynie prywatną opinię jako: "towarzysz i mężczyzna". "Wolff: Problem według mnie polega na tym: czy powinien pan pozwolić się szantażować i w konsekwencji ułaskawić swego zięcia? Mussolini: Jak pan by się zachował? W.: Na pańskim miejscu pozostałbym nieugięty. M.: A co myśli Führer? W: Führer nie wierzy, ze wyrok zostanie wykonany. M.: Zaniechanie egzekucji mogłoby mi zaszkodzić w opinii Führera? W.: Tak i to bardzo. M.: A Himmler? W.: Himmler uważa, że egzekucja jest prawdopodobna. M.: Dziękuję panu, generale. Rozważę rozwiązanie. Być może zatelefonuję do pana ponownie. W.: Do dyspozycji, Duce". /tamże, s. 287, przyp. 455; cyt. za: S. Duilio "Vita sbagliata di Galeazzo Ciano", Milano 1962, s. 352-353/
  15. Nie wiem i nigdy mnie to nie interesowało. Odniosłem się jedynie do spostrzeżenia autora, którego poldas zacytował.