Bruno Wątpliwy

Moderator
  • Zawartość

    4110
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    4

Ostatnia wygrana Bruno Wątpliwy w Rankingu w dniu 3 Maj

Bruno Wątpliwy posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

11 Good

O Bruno Wątpliwy

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan
  • Urodziny

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    III Rzeczpospolita

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna

Ostatnie wizyty

1320 wyświetleń profilu
  1. Książkę Zubińskiego cenię zdaje się dużo bardziej niż Ty i nie uważam, że jest to autor "miałki". Napisał o "Lwach z Alkazaru". Każdy ma do tego prawo, ale nie każdy musi. W każdym razie miło, że już nie uważasz, iż jest to "straszna książka", a jej Autor "miałki". Przynajmniej w przypadku tego rozdziału. Masz książkę przed sobą i pewnie widzisz, że "mała chwalebność" w tym przypadku nie jest określeniem pejoratywnym, tylko odniesieniem się do mitu o obronie Alkazaru przez kadetów. Cywilów w Alkazarze było około 700. Umarło śmiercią naturalną bodajże 5. Nikt nie zginął. Urodziło się trochę dzieci. Zatem, zjawisko masowej śmierci głodowej nie występowało. Można zatem założyć, że przynajmniej przez jakiś czas w fortecy mogło przebywać także całkiem sporo zakładników. Jest to przynajmniej teoretycznie możliwe. Nawet jeżeli ich całkowicie głodzono - choć to skrajnie mało prawdopodobne - to weź pod uwagę, że np. Bobby Sands umarł po 66 dniach strajku głodowego. Beevor uczciwie poinformował, że może to być bajka (mit). Nie widzę zatem powodu do bulwersacji. Jakbym trafił na taki kwiatek, też bym go wykorzystał z adnotacją - uwaga może to być mit. Uważam to również za skrajnie mało prawdopodobne, choć np. w walkach w Barcelonie (nieudanej próbie zajęcia miasta przez puczystów) puczyści używali trupów końskich jako osłony. Historia zna także szukanie osłony za ciałami poległych. Wykluczyć zatem nie mogę, choć chociażby z powodu rozkładu - dosyć to mało prawdopodobne. A jeszcze specjalnie dla Ciebie Andreasie, jako podsumowanie Twojej opinii "jakby Beevorowi nie mogło przejść przez gardło uznanie. A, nie, uznanie jest, ale wobec >>dzielnych'<< milicjantów". O obronie przez Guardia Civil i falangistów Santa Maria de la Cabeza " Ich obrona była równie dzielna jak w Toledo (...)". Beevor, op. cit., s. 184 (wytłuszczenie - Bruno W.). No rzeczywiście, Beevor nic nie pisze o dzielności obrońców Alkazaru i chwali tylko milicjantów.
  2. Akurat to nie moja działka. I chyba na razie nie ma sensu, bo nie wiadomo, czy dyskusja się zaraz nie zakończy. Ja przynajmniej już nie mam wiele do dodania. Andreas, po zajęciu miasta, frankiści świadomi znaczenia propagandowego sprawy zaprosili do niego dokładnie tych, którzy mogli im się przydać, tworząc odpowiednie relacje. Którzy raczej byli im życzliwi, niż odwrotnie. Sprawy tego typu, jak relacje dziennikarskie itp., strona frankistowska kontrolowała lepiej niż republikanie. Notabene, można spotkać opinie, że pożar zakończył się po 16 godzinach. A to gratulacje. Jedynym? W każdym razie zauważyłem bardzo życzliwe potraktowanie w Twoim poście artykułu z wpolityce.pl, natomiast chociażby Beevora, także "widocznego" w tym haśle Wikipedii już raczej nie cytujesz. Tą drogą już lepiej nie idź. Po pierwsze - nie możemy z całą pewnością stwierdzić, że nalot nie był testem skuteczności "bombardowania terrorystycznego". Po drugie - tak można usprawiedliwiać wiele zbrodni wojennych. Może nie chcieli, ale im nie wyszło. "Zrzucając bomby całkowicie na ślepo, prosto w kłęby dymu" - przecież chcieli oszczędzić biedne dzieci.
  3. Andreasie, napisałeś "jakby Beevorowi nie mogło przejść przez gardło uznanie". Beevor expressis verbis napisał o odważnej obronie. Co chyba udowodniłem. Niewątpliwie chciałbyś, żeby pisano o obronie na kolanach, w stylu najlepszej propagandy frankistowskiej. Czy włoskiego filmu "Sin novedad en el Alcázar" ("L'assedio dell'Alcazar"). Twój gust. Mitologizacja obrony jest faktem dosyć oczywistym, zresztą dla tego mitu Franco poświęcił per saldo Madryt. A potem mit został rozwinięty "aż do stopnia niesłychanego". W mojej ocenie obrona przedstawiona jest przez Beevora dosyć obiektywnie. Druga strona mogłaby zarzucać Beevorowi, że nie napisał o 35 dezerterach z Alkazaru (o których skrupulatnie wspomniał nawet Moscardo), czy nie rozwinął wątku o wątpliwościach dotyczących rozmowy Moscardo z synem, nie uwypuklił poglądów kwestionujących dysproporcję sił itp. Kwestia zakładników przewija się w bardzo wielu publikacjach, nie tylko Quintanilli. Cyfra waha się od kilku (gubernator z rodziną - tak, jak podał to sam Moscardo), przez ok. 50 (zabitych), przez 100, do dwustu. Nie jestem w stanie tych danych zweryfikować, ale Ty pewnie tak, skoro jesteś taki pewny. Przepraszam, a Ty naprawdę wierzysz w to, że dokumenty ze szpitali podają pełną liczbę ofiar? Gruzy Guerniki uprzątnięto bodajże w 1941 (i oczywiście Franco zezwolił wówczas na podanie - ile pod nimi znaleziono trupów). Do tego ranni z Gureniki umierali w Bilbao. Dziś najbardziej chyba kompetentne ustalenia mówią o 153 ofiarach, nie wliczając jednak śmierci w Bilbao. I są to dane ciągle prowizoryczne, tzn. liczba może się zwiększyć. Większość publikacji operuje dziś liczbą 200-300. I jest to szacunek dosyć rozsądny. I taki jest u Breevora. To, co można mu zarzucić to bezkrytyczny opis ostrzeliwania przez Heinkle, choć i ten przewija się u wielu innych. Odnośnie do targu, jest wiele wersji. Od tego, że był, że go nie było - bo sami Baskowie zakazali, że był, ale się skończył, że się skończył, ale ludzie pozostali itp. Nie jestem w stanie tego zweryfikować, ale Ty pewnie masz odpowiednie możliwości. Natomiast jest raczej niewątpliwe, że w ówczesnej sytuacji militarno-ewakuacyjnej w Guernice było więcej ludzi niż stałych mieszkańców.
  4. Temat był co prawda raczej o Picasso, niż o samym bombardowaniu, ale trudno. Andreas, jak widzę, ma dar swobodnego łączenia ustaleń z polskiej Wikipedii (tam gdzie odpowiednie hasło oparte jest na „ustaleniach” wpolityce.pl opierając się na nim wręcz dosłownie, w innym przypadku pewne kwestie omijając) ze swoim, radykalnym komentarzem. Oczywiście, Wikipedia też jest źródłem – i w polskim haśle są informacje wartościowe, obok bezkrytycznego cytowania propagandy ad usum Franco - ale polecałbym przynajmniej sięgnięcie do hasła angielskojęzycznego. Nieco bogatszego. To, że zbombardowanie Gureniki zostało nieco zmitologizowane, wykorzystane propagandowo nie ulega wątpliwości. Podobnie, jak pewnie z tysiąc innych, ważnych wydarzeń historycznych. W przypadku polskim - z Westerplatte i Monte Cassino, włącznie. I jest oczywiste, że można próbować korygować, to co niekoniecznie prawdziwe. Ale tak, jak w przypadku Westerplatte i Monte Cassino podstawowa prawda, czyli bohaterstwo polskiego żołnierza pozostaje niezmienne, tak w przypadku Guerniki nie da się odbrązowić podstawowego faktu – bandyckiego nalotu i zniszczenia ważnego, symbolicznego miasta. Ta konstrukcja myślowa bardzo mi się podoba. Równie dobrze można uznać, że w Warszawie 1939 roku, także żadnego rozmyślnego mordowania ludzi nie było. Ot, trzeba było zająć miasto, strategicznie ważne i do tego obsadzone przez Polaków, którzy po dobroci nie chcieli się poddać. Zatem bombardowano. Bo, niby, czemu nie? Andreas oczywiście jest w stanie ocenić udolność lub nieudolność walki z pożarem w Guernice? Mamy miasto czasu wojny, po ciężkim bombardowaniu, prawie na linii frontu, kilka dni przed zdobyciem przez wojska frankistowskie... Może propozycja jakiegoś wzoru – przeliczenia dostępnej wówczas ilości sikawek strażackich, wydajności hydrantów na płonące budynki? Skorygowane o współczynnik dopuszczalnej paniki i chaosu... Ale w sumie koncepcja interesująca. Można ją rozwinąć analogicznie, jak w poprzednim przypadku. Warszawa została poważnie zniszczona, nie dlatego, że Niemcy bombardowali. To Polacy źle gasili. W sumie, chwała Andreasowi za to, że nie przychylił się do opinii ad usum Generalissimo Francisco Franco, że w Guernice zginęło 12 osób lub, że Baskowie sami się zbombardowali. Bo i takie kurioza produkowała frankistowska propaganda. A na koniec może trochę o tym, jak sam Legion Condor oceniał swoją aktywność miesiąc po sławnej akcji (wytłuszczam interesujące fragmenty, tłumaczące poniekąd także fakt "nieudolnego gaszenia”). Cytowane za - K. A. Maier, Die Zerstörung Gernikas am 26. April 1937, Militärgeschichte. Zeitschrift für historische Bildung, nr 1 z 2007 r., s. 19: "Auch ein der Legion Condor angegliedertes Versuchskommando analysierte arm 28. Mai 1937 das Ergebnis des Luftangriffs, ohne auf das Angriffsmotiv einzugehen: »Die Zerstörung der Stadt ist in der Weise vor sich gegangen, dass bei den ersten Angriffen vor allem Brandbomben zum Abwurf gelangten, die viele Dachstuhlbrände anregten und dadurch eine Auflockerung des einzelnen Hausverbandes erzielten. Bei den kurz darauf folgenden Angriffen mit 250-kg-Sprengbomben wurden die Wasserleitungen zerstört, was Löschversuche vereitelte.« In seinem zusammenfassenden Befund bilanzierte das Versuchskommando »einen Zerstörungsumfang von 75 % der Stadt bei 31 000 kg Gesamtabwurfmenge aus 600 bis 800 m Höhe«. Nach dem Einsatztagebuch des Staffelkapitäns der 1. Staffel, Oberleutnant Karl von Knauer, erfolgte der Angriff aus 1500 m Höhe mit »guter Wirkung«. Zuvor hatten um 16:30 Uhr drei italienische Bomber des Typs Savoia Marchetti 79 mit insgesamt sechsunddreißig 50-kg-Bomben aus 3600 m Höhe bei »perfekter Sicht« angegriffen".
  5. Pewnie na tą stronę już trafiłeś, ale podaję na wszelki wypadek. Zdjęcia znajdziesz na http://dolny-slask.org.pl. Niestety, po pobieżnym przejrzeniu nie widzę tam zdjęć zabaw tanecznych, dominują także zdjęcia zrobione przed 1945.
  6. "W rzeczywistości walczyła tam zaledwie garstka kadetów, ponieważ rebelia wybuchła podczas letnich wakacji. Odważna obrona, z którą nie mogło się uporać tak wielu republikanów, była zasługą mniej chwalebnej Guardia Civil". (Wytłuszczenie - Bruno W.) A. Beevor, Walka o Hiszpanię 1936-1939. Pierwsze starcie totalitaryzmów, Kraków 2009, s. 183. "Według rządu baskijskiego, ofiarą nalotu padła jedna trzecia mieszkańców, 1654 osoby zabite i 889 rannych, chociaż późniejsze badania wskazują, że zginęło nie więcej niż 200-300 osób". (Wytłuszczenie - Bruno W.) A. Beevor, op. cit., s. 321-322. To na razie tyle. Ad vocem. Jeżeli czas pozwoli, to skomentuję nieco szerzej ostatnie posty Andreasa, bo jawią się one jako dosyć smakowity kąsek.
  7. W sumie, czym innym niż wojną z piractwem somalijskim była/jest obecność okrętów różnych państw w tym regionie. Różne operacje, jak natowska Operation Ocean Shield, unijna EU NAVFOR Somalia (Operation Atalanta), Combinet Task Force 151. Plus okręty innych państw. Plus działania mające na celu odbudowę lokalnych sił "straży przybrzeżnych" w tym regionie. W samej Somalii mamy też de facto długoletnią operację militarną - AMISOM (African Union Mission in Somalia). Mamy też wieloletnią Operation Enduring Freedom – Horn of Africa. Pewnie to dla Ciebie mała pociecha, ale jednak w ostatnich pięciu latach, wspólnym wysiłkiem wielu państw, zjawisko piractwa somalijskiego zostało bardzo mocno zredukowane, tak, że pewnym szokiem był napad - w marcu 2017 na chemikaliowiec "Aris 13." Przy czym piraci zaatakowali ten statek tylko kilka mil od wybrzeża. Nie chcę wprowadzać w błąd, ale wydaje mi się, że ostatni poważny, ale nieudany napad miał miejsce w 2013, udany ("porwanie" statku) w 2012. A co do samej Somalii. Czy kiedykolwiek realnie wyjdzie z sytuacji "państwa upadłego"? W każdym razie, ja znam optymistów w tej materii.
  8. Jak przewidywałem, dowiedziałem się czegoś interesującego, nieszablonowego i nowatorskiego, a do tego opartego na wzorcach francuskich. Myślę, że najlepszym wyjściem będzie takie, w którym Moi Koledzy i ja, których owa nieszablonowość może nieco bulwersuje, pozostaną przy swoim zdaniu, a Euklides spokojnie będzie cieszył się nadal nowatorskością swojej teorii. Chyba nie warto tego ciągnąć, tym bardziej, że jest to OT.
  9. Myślę, że podanie dokładnej liczby będzie dosyć trudne. Odnośnie do 1931 r.: "Drugiego maja 1931 r. Segura (prymas Hiszpanii - uwaga Bruno W.) ogłosił list pasterski, z którego przebijała nie ukrywana wrogość do Republiki.; równocześnie przedsięwziął pewne kroki dla ocalenia majątku Kościoła, lokując go za granicą. Jednocześnie do głosu doszedł zakorzeniony w niższych warstwach i teraz skutecznie podsycony przez prowokatorów antyklerykalizm: zapłonęły budynki klasztorne w Madrycie, Andaluzji i Walencji". M. Tuñón de Lara, J. Valdeón Baruque, A. Dominguez Ortiz, Historia Hiszpanii, Kraków 1997, s. 549-550. "Pierwszym sygnałem stały się pożary klasztorów 10 maja, czyli niespełna miesiąc po wyborach i utworzeniu Republiki. W samym Madrycie spłonęło dziesięć budynków kościelnych i klasztornych (...)". B. Gola, F. Ryszka, Hiszpania, Warszawa 1999, s. 126. "Dobrą atmosferę społeczną początków Republiki zakłóciły antykościelne i antymonarchistyczne ekscesy, do których doszło między 10 a 13 maja 1931 r. W całej Hiszpanii spalono wówczas ponad 100 kościołów i klasztorów, najwięcej w Madrycie, Maladze, Sewilli, Kordobie, Kadyksie, Walencji i Alicante. (...) Działania tłumów miały charakter żywiołowy. Wydarzeniem, które uruchomiło lawiną było wywieszenie rojalistycznej flagi przed redakcją jednej z madryckich gazet. Kilka dni wcześniej kardynał Segura (...) ogłosił list pasterski, w którym wyrażał się przychylnie o obalonej monarchii - co tłumaczy, dlaczego gniew tłumów zwrócił się w pierwszej kolejności przeciwko Kościołowi". T. Miłkowski, P. Machcewicz, Historia Hiszpanii, Ossolineum 1998, s. 352. W czasie "czarnego dwulecia", podczas powstania w Asturii (1934), powstańcy zniszczyli katedrę w Oviedo, kaplicę i zabili ok. 35 księży. T. Zubiński, Wojna domowa w Hiszpanii 1936-1939, Poznań 2015, s. 41. Skala wydarzeń z 1936 roku (od wyborów do zamachu stanu) jest znana głownie z przemówienia Gila Roblesa. Pewnie stronniczego, bo trudno mu przypisać sympatię do władz Republiki, ale skalę tej stronniczości trudno wymiernie określić. W każdym razie - w okresie od 16 lutego do 15 czerwca 1936 roku miało zostać spalonych całkowicie 160 kościołów, 251 zaś uszkodzonych.B. Gola, F. Ryszka, Hiszpania, op. cit., s. 172, przypis 172. Zjawisko zatem istniało. I z tym trudno dyskutować. Inną sprawą jest kontekst. Czyli trwający od dziesięcioleci konflikt "dwóch Hiszpanii", w którym obie strony konfliktu wymierzały sobie brutalne ciosy, oraz postrzeganie Kościoła jako siły politycznej ewidentnie związanej, a wręcz za opokę z jednej ze stron konfliktu.
  10. Nie chcę brnąć w OT, tym bardziej, że wiem, iż zaraz dowiem się czegoś jeszcze bardziej ciekawego, ale pro forma tylko zaznaczę, że teoria, jakoby ilość izb parlamentu miała fundamentalny wpływ na ocenę, czy dany kraj jest monarchią konstytucyjną, czy nie, jest nader nowatorska.
  11. Ogólną odpowiedź znajdziemy nawet w niemieckojęzycznej Wikipedii (LINK - do hasła Halskrause): "Noch heute wird die Halskrause zum Talar zum Teil von lutherischen Pastorinnen und Pastoren in norddeutschen Städten wie Hamburg, Lübeck, Wismar, Rostock, Stralsund und im süddeutschen Augsburg sowie in Dänemark und Grönland getragen". Zatem, najprawdopodobniej widziałeś delegację pastorów z Niemiec lub z Danii. Ale zdjęcia, czy link do nich, rzeczywiście mógłby pomóc, bo przecież niewykluczone, że może to być także wyrafinowany strój np. jakieś delegacji rajców z miasta partnerskiego Wrocławia, czy władz jakieś uczelni.
  12. Ostatnio pod wpływem pewnych filmów (Blondynka w Gotenhafen) wróciłem do książek, które kiedyś tam czytałem - o tematyce gdańskiej. Do tego obłożyłem się reprintami starych map Gdańska. Plus internet - od map, przez wspomnienia, po pocztówki. Szczególnie polecam zbiór wspomnień gdańskich Polaków z 1939 - "Gdańsk 1939", red. Brunon Zwarra, Gdańsk 1984 i tegoż autora "Wspomnienia gdańskiego bówki" (3 tomy), Wydanie III, Gdańsk 2013. Dla mnie - rzecz fenomenalna, a Autorowi (rocznik 1919) wypada tylko dziękować i życzyć długich lat życia. I kilka stron godnych uwagi: http://forum.dawnygdansk.pl/index.php?sid=e4adc0ee4356cd8828602e8b939fc4a3 http://wolneforumgdansk.pl/ http://www.danzig-online.pl/ http://postcard.com.pl/ http://www.forum.eksploracja.pl/index.php?sid=fbb3e78f07e222bd1f6e8018dd4e8e20 http://dawnaoliwa.pl/
  13. No ja nie wiem, czy informacja "w 1949 r. to akurat YMCA została >>zlikwidowana<<" jest sprostowaniem informacji "bodajże do 1949 r., działała Polska YMCA".
  14. "Był jakiś", ale już wskazany przez Secesjonistę. Był jeszcze szereg organizacji kombatanckich, później połączonych w ZBOWiD. I jeszcze jedna ciekawostka - bodajże do 1949 r., działała Polska YMCA.
  15. Allgemeines Landrecht für die Preußischen Staaten zajmował się sprawą cmentarzy w swojej 2. części, 11. tytule. Zob. http://ra.smixx.de/Links-F-R/PrALR/PrALR-II-11.pdf Mowa jest tam (w §. 184.): "In den Kirchen, und in bewohnten Gegenden der Städte, sollen keine Leichen beerdigt werden". Wytłuszczenie - Bruno W.