gregski

Użytkownicy
  • Zawartość

    6324
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    9

Zawartość dodana przez gregski

  1. No Edison to w pewnym momencie miał dobrze prosperujące przedsiębiorstwo "wynalazcze". Pracowała na niego rzesza inżynierów. Słyszałem, że przemysł filmowy rozwinął się w Kalifornii również dlatego, że było daleko od Edisona i jego bojówek. (Ponoć drugi powód to liczba słonecznych dni w roku).
  2. Tak na świeżo po "Opcji Niemieckiej" Zychowicza. Wyczytałem taka tezę, że Niemcy najwięcej by zyskali gdyby po pierwszych bojach wycofali sie z Warszawy i pozwolili ją zająć powstańczym. Mieliby szanse by wbić klin pomiędzy sojuszników. To postawiłoby Stalina w trudnej politycznie sytuacji. Skasować lokalne warszawskie władze byłoby nieco trudniej niż stało sie to w przypadku Wilna. Ja jednak wierzę, że towarzysz Stalin i z tym problemem by sobie poradził.
  3. Grafa nie da się porównać do innych krążowników bo to była konstrukcja niejako "poza klasowa". Pytanie czy sensowna. Ogromny zasięg sprawiał, że okręty te nadawały się świetnie do roli rajderów. Jednak prędkość jaką osiągały stawiała pod znakiem zapytania ich przydatność do tej roli. Po prostu nie były w stanie uchylić się od walki z krążownikami. A te były dla "kieszonek" (jak je pieszczotliwie nazywa Speedy) śmiertelnie groźne. To w końcu na wieść, że do postrzelanych Ajaxa i Achillesa dołączył Cumberland Langsdorff zatopił swój okręt a sam palnął sobie w łeb. Nie wyglądało na to, że Niemcy czuli się zwycięzcami w tej bitwie i że rwą się do następnej. Trzeba też oddać sprawiedliwość Niemcom. Walczyli w trudnej sytuacji geograficznej. Zdemolowany Exeter został wyremontowany i wrócił do służby (jego los dopełnił się na Morzu Jawajskim). Dla Niemców jedno fatalne trafienie mogło oznaczać, że po wygranej bitwie nie są w stanie ani kontynuować działań, ani wrócić do domu. Tak więc powtarzam: możliwość uchylenia się od walki była podstawową i niezbedną cechą tego typu rajderów (krążowniki pomocnicze to inna bajka i inna specyfika działania). Z uwagi na niezbyt imponującą prędkość okręty te tej możliwości nie miały
  4. No ale gdyby ta walka miała miejsce na środku Atlantyku to pewnie "kieszonkowiec" nigdzie by nie dopłynął z powodu odniesionych uszkodzeń systemu paliwowego. Nie można porównywać nieporównywalnego. "Graf" to taki krążownik "nadciężki" a "Exeter" to krążownik "półciężki". Niemcy mieli szczęście, że "nadziali się" na stosunkowo słabą eskadrę. Gdyby mieli do czynienia z parą pełnokrwistych ciężkich krążowników to tak lekko by im nie poszło.
  5. Z pewnym zdumieniem skonstatowałem, że nie mogę znaleźć żadnego tematu o PMH w czasie Drugiej wojny światowej. O ile dzieje „Orła” „Błyskawicy” i całej reszty naszych okrętów budzą spore zainteresowanie (i słusznie), to historia naszych statków pozostaje w cieniu. Nie wiem dlaczego tak się dzieje. Historia PMH obfituje w takie zdarzenia, że gdyby to chodziło o statki amerykańskie to Hollywood nakręciłaby o nich kilka tuzinów filmów. Na początek kilka faktów. Przystąpiliśmy do wojny z flotą handlową o łącznym tonażu 143 6719 BRT obsadzoną niemal trzema tysiącami marynarzy. Wojna zastała większość naszych statków w portach sojuszniczych lub na otwartym morzu. Straciliśmy 16 statków o tonażu 60 779 BRT. Posiadaliśmy bardzo różne statki. Od pięknych i nowoczesnych transatlantyków jak „Batory” czy „Chrobry” po tak małe kalosze jak „Kromań”. Nasze statki oprócz szarej i niebezpiecznej pracy w konwojach brały również udział w ewakuacji żołnierzy z pobitej Francji, ewakuowały wawelskie skarby („Chorzów”), uciekały z internowania w portach Zachodniej Afryki, oraz brały udział w wielu innych zdarzeniach o których, mam nadzieję, będą traktować następne posty.
  6. Mogli. Oczywiście, że mogli. (kłania się "Krzyk ciszy" Jana Oborniaka) Tylko dlaczego tacy niesprawiedliwi byli? Jak się zawiera porozumienie to z kimś. To dlaczego ta druga strona musiała się smakiem obejść?
  7. "Zabierz nas do domu Lanny" Witolda Łanowskiego. Książka nieco obrazoburcza pokazująca środowisko lotnicze i polskie lotnictwo z nieco innej strony niż większość wspomnień.
  8. Każdy z nas gdzieś wyjeżdża. Czasem na inny kontynent, czasem do innej gminy. Zdarza się, że podczas takich wyjazdów wpada w oko jakaś ciekawostka. Może to być katedra, a może to być kapliczka. Bywa, że robimy wtedy zdjęcia. Też różne super aparatem lub komórką. Zdarzają się rzeczy ciekawe ale nie na tyle duże aby zaczynać dla nich nowy topic. Pomyślałem, że warto otworzyć taki osobny temat. Jeśli macie jakieś fajne fotki ciekawych miejsc związanych z historią to wklejajcie je tu opatrując krótką notką opisującą sfotografowany obiekt. Na początek chciałem przedstawić Aarona Jozuego, Mojżesza z twierdzy wyspy Oscarsborg w cieśninie Drobak. To one rankiem 9 kwietnia 1940 roku miały przyjemność wejść w konwersację z niemieckim krążownikiem „Blucher”. Jej rezultaty wszyscy chyba znają.
  9. Zupełnie nie mam pojęcia. Jak widzicie ta gablotka to żadna improwizacja ale porządnie zrobiona rzecz, niewątpliwie w uzgodnieniu z władzami cmentarza.
  10. No to wtedy już lepiej zbudować klasyczny "pancernik obrony wybrzeża" albo monitor. Tylko po co on Niemcom do szczęścia potrzebny?
  11. Może teraz będzie lepiej widać. Przykadrowałem jak umiałem najlepiej.
  12. No właśnie nie. Stare HMS Hood, Renown Repulse były w stanie go dorwać i puścić na dno. Mało tego. Samo założenie było idiotyczne bo zakładało, że goniący krążownik będzie samotny. A przecież okręty można łączyć w zespoły. Okazało się, że w sumie niezbyt silny zespół składający się z dwóch lekkich i jednego "półciężkiego" krążownika dał sobie radę. (W sumie Graf miał szczęście, że nie nadział się na parę pełnokrwistych ciężkich krążowników bo wtedy mógłby nie zobaczyć Montevideo.)
  13. Oddzielnej kwatery nie zauważyłem. Jednak zwróć uwagę, że na każdym amerykańskim nagrobku jest podane z jakiego stanu poległy pochodził. Aby zakończyć prezentację nagrobków chciałem pokazać coś co mnie zainteresowało a nie potrafię nic o tym napisać. Przy maszcie z turecką flagą umieszczona jest taka gablotka . ... i zdjęcie...
  14. Nie wiem, czy ktoś to ogląda ale nich tam... Kilka następnych nagrobków. Staram sie pokazać każdą nację. Zwróćcie uwagę na daty śmieci tych Amerykanów. Wojnę przeżyli ale ich życzeniem było spocząć koło towarzyszy broni. Jak wielkie piętno musiała na nich wywrzeć ta wojna.
  15. Limity zostały przekroczone ale faktem jest też, że Niemcy oszukiwali. W bitwie u ujścia rzeki La Plata Langsdorff nie mógł wybrać dystansu walki bo to brytyjskie krążowniki miały przewagę szybkości. Niemieckie "pancerniki kieszonkowe" dzięki swojemu napędowi miały olbrzymi zasięg. Prędkość jak na krążownik była licha. Miały przewagę jedynie nad starymi pancernikami. Jednak w czasie gdy je budowano Royal Navy miała w służbie stare bo stare HMS "Renown" i HMS "Repulse" które przewyższały okręty niemieckie pod względem "prędkości i siły ognia". Czyli ten niemiecki projekt niczego tak naprawdę nie rozwiązywał.
  16. Postanowiłem pokazać Wam parę nagrobków: Robiąc te zdjęcia nie wiedziałem co oznacza ta plakietka przy nagrobku na przedostatnim zdjęciu. Otóż jest to jakby dodatkowy nagrobek poświęcony żonie tego poległego żołnierza. Wyraziła ona chęć by po śmierci zostać pochowaną przy poległym mężu. Prośbę tą uszanowano. Jak się później doczytałem kilkanaście wdów z całego świata wyraziło taką chęć. Wszystkie te prośby uwzględniono.
  17. Nie była. Wypierały więcej niż założone limity. Co do tej kombinacji szybkości i siły ognia to też nieco kontrowersyjna teza.
  18. Tak w sumie to nie doszukiwałem się żadnego znaczenia w obecności tego karpia. Myślę, że pasował Koreańczykom do koncepcji urządzenia cmentarza-ogrodu. Co ciekawe na tym cmentarzu nie można podejść do nagrobków gdyż deptanie trawy jest zabronione. Tabliczki są wszędzie.. Myślę, że chyba jednak robią wyjątek dla rodziny jeśli ta odwiedzi pochowanego tu krewnego, bo trochę głupio by było przemierzyć pół swiata nie być w stanie podejść do grobu dziadka. Ze wstydem muszę się przyznać, że pominąłem jedną nację. Niniejszym naprawiam błąd:
  19. No dobra. Parę słów o samym cmentarzu. Położony w Pusan w tej chwili miasto ogarnęło go całkowicie. Jest on oazą spokoju w ludnym i hałaśliwym mieście. Prowadzą do niego dwie bramy. Przy każdej wartę trzyma żandarm w widowiskowym mundurze. Sam cmentarz tonie w zieleni, perfekcyjnie zaplanowanej w typowo wschodnim stylu i równie perfekcyjnie utrzymanej. Można sie nawet pokusić o twierdzenie, że cmentarz jest swego rodzaju arboretum gdyż każda roślina opatrzona jest plakietką na której podano jej nazwę. Łacińską, angielską i koreańską. Cmentarz podzielony jest na dwie części. Pierwszą stanowi cmentarz właściwi gdzie leżą pochowani polegli (i nie tylko) żołnierze. Druga to teren który upamiętnia weteranów. Znajdują się na niej pomniki oraz drzewa sadzone podczas wizyt oficjeli z różnych państw. Części te są oddzielone od siebie wąskim korytem z wodą. Woda ta ma symbolizować granicę pomiędzy życiem i śmiercią. W korytku tym pływają czerwone karpie. Co one symbolizują nie napisano. CDN ... (o ile Was to interesuje...)
  20. Ostatni pomnik upamiętnia Nowozelandczyków. Stąd maoryskie motywy.
  21. To spróbuję przypomnieć i inne nacje. Co do ekshumacji to i owszem były ale był też ruch i w drugą stronę... ale nie uprzedzajmy wypadków... .
  22. Takie coś wstawiam: Na razie nabieram wody w usta. Najpierw napiszcie, co to jest (nie trudna to zagadka bo wystarczy wnikliwie zdjęcia obejrzeć). Ja zaś bedę miał pewność, że kogoś to interesuje i jest sens wklejać więcej (a trochę ich narobiłem).
  23. Wydaje mi się, że Roman bał się spędzić nocy na nieosłoniętym terenie. Chciał chyba wrócić do obozu, uzupełnić zapasy, żywność wodę, dać odetchnąć ludziom, może zastanowić się co dalej, bo dotychczasowa taktyka nie przynosiła rozstrzygnięcia. Jakie by nie były jego motywacje, zarządził odwrót. Gdyby się udał to Alp Arslan byłby z kolei w trudnej sytuacji. Jego armia też była zlepkiem a jego sytuacja polityczna nie była zbyt stabilna. O był respektowany dopóki zwyciężał i i zapewniał łupy. Gdyby po całym dniu walk Roman wycofał sie w porządku do obozu Turcy nie byliby w stanie go "ugryźć". W oczywisty sposób trudno byłoby to uznać za zwycięstwo wtedy Alp Arslan znalazłby się w dosyć nieciekawej sytuacji. Z drugiej strony gdyby Roman zaryzykował nocleg w polu i rankiem kontynuował ofensywę to następnego dnia mógłby pokusić się o zdobycie tureckiego obozu. To mogłoby mieć niebezpieczne konsekwencje dla tureckiego wodza. Można dywagować. Moim zdaniem każda decyzja była trudna i nieprzewidywalna w skutkach.
  24. Ja tam jestem za. Lepiej by się dzieciaki tak bawiły niż by miały winówki po bramach obalać (No właśnie, obala się jeszcze winówki w bramach? Bo przyznam się, że nie na bieżąco jestem.)