Andreas

Moderator
  • Zawartość

    5028
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana Andreas w Rankingu w dniu 20 Luty

Andreas posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

2 Neutral

O Andreas

  • Tytuł
    Ranga: Prodziekan
  • Urodziny 07/07/93

Poprzednie pola

  • Specjalizacja
    II wojna światowa

Kontakt

  • Strona WWW
    http://

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Słupsk

Ostatnie wizyty

1600 wyświetleń profilu
  1. Przeczytałem z uwagą wszystkie (no, prawie...) komentarze. Także po kolei odniosę się do paru kwestii. Jest to nieprawda, jak kilkukrotnie to już wykazano. Należy tu wspomnieć, co organ prasowy PSOE, ''El Socialista'' wypisywała na długo przed puczem Franco: Jesteśmy zdecydowani, by w Hiszpanii dokonać tego samego, co stało się w Rosji. Plan hiszpańskiego socjalizmu i rosyjskiego komunizmu jest taki sam. Niektóre szczegóły mogą się zmieniać, ale nie sprawy zasadnicze. A co mówił Largo Canalle... pardon, Caballero? Zanim nastała republika naszym obowiązkiem było wprowadzić republikę, ale gdy już ustrój ten został ustanowiony, naszym obowiązkiem jest wprowadzić socjalizm (…) Trzeba mówić o socjalizmie marksistowskim, socjalizmie rewolucyjnym. Do tego wymienione wyżej rozliczne zabójstwa, podpalenia, napaści, odczytane przez Roblesa w Kortezach w przededniu wybuchu wojny domowej. Pan Beevor jest znany ze swoich ciągotek anarchistycznych i socjaldemokratycznych, jego praca o Hiszpanii jest jedną z najgorszych, jakie miałem okazję przeczytać. Sporo w niej przeinaczeń i manipulacji faktami, zaś podane dane są kompletnie niewiarygodne, bo liczba ofiar "czerwonego terroru" jest szacowana na od 54 do 110 tys., i są to raczej wiarygodne dane. Komisje Franco zakończyły podliczanie ofiar republikanów na 61 tysiącach. Z kolei podana przez Beevora liczba 200 tys. ofiar "białego terroru" jest prawdziwa, ale tylko po części - bo obejmuje skazanych na śmierć do 1944 r. i jest to ok. 192 tys. osób, przy czym nie wszystkie wyroki wykonano. Dla porządku powiem, że autorem tej wyssanej z palca liczby jest niejaki Gabriel Jackson, zadeklarowany komunista, który "obliczył" liczbę ofiar republikanów na 20 tysięcy (!). Oczywistym jest, że frankiści popełniali zbrodnie i robili to metodycznie, planowo, kierowani zimną kalkulacją. Z pewnością zabili więcej ludzi, niż republikanie, jednak nie wynika to, jak słusznie zauważyliście, z jakiejś ich żądzy krwi i psychopatycznych skłonności, tylko z tego, że wygrali wojnę i pozbyli się dużej części swoich przeciwników. Republikanie wykonaliby dokładnie to samo. Zabawne, że mówi się często-gęsto o zabójstwie Castillo i jednocześnie ignoruje się fakt, że ów człowiek był zaangażowany w szkolenie anarchistycznych bojówek, a 16 kwietnia 1936r. on i jego kumple na pogrzebie porucznika Guardia Civil, Anastasio de los Reyesa (zamordowanego strzałem w plecy przez najprawdopodobniej anarchistyczne bojówki 14 kwietnia) otworzyli ogień do żałobników, zabijając sześć osób (m.in. Antonio Saenz de Heredię, kuzyna de Rivery), Castillo osobiście postrzelił i ciężko zranił 19-letniego konserwatystę, Luisa Llaguno. Nie poniósł konsekwencji za ten czyn. Wzruszające jest to, że kreuje się na świecie anarchistów z CNT i UGT jako jakichś wielkich obrońców Republiki, demokracji i wyborów, skoro ugrupowania te, będące zaciekłymi wrogami państwowości, miały już na koncie przynajmniej dwie rewolucje z 1934, które pochłonęły tysiące ofiar. Nazywanie ich ''siłami demokratycznymi'' jest jakimś nieporozumieniem. Swoje paluszki maczał w tym Azana, dostarczając anarchistom 20 tysięcy karabinów. Ten zresztą też był wyjątkowo tolerancyjnym, demokratycznym politykiem, który kwestię podpaleń kościołów i klasztorów w 1931 r. skwitował tymi słowami: Wszystkie klasztory Madrytu nie są warte życia jednego republikanina. Był zresztą obsesyjnym antyklerykałem, gotowym zrezygnować ze stanowiska ministra, jeśli choćby jeden z podpalaczy stanął przed sądem, zlikwidował zakon jezuicki, pozostałym zakonom znacznie ograniczył prawa, zaś złożenie z urzędu Niceto Alcala-Zamory przez Azanę 7 kwietnia 1936 r. było wyjątkowo perfidną zagrywką. A po stronie Republiki - prawdziwa sól ziemi Hiszpanii, wraz z pieprzem, cukrem i gorczycą! Anarchistyczni zamordyści, przedstawiani jako 'obrońcy demokracji' (sic!), staliniści, trockiści i marksiści, wspierani aktywnie przez sowieckich czołgistów, lotników, doradców, NKWD i w dużej mierze lumpenproletariacki motłoch zebrany z całej Europy, często na zasadzie łapanek, nazywany szumnie "brygadami międzynarodowymi", bo dziwnym trafem większość armii lądowej i lotnictwa opowiedziało się po stronie Franco. Wespół z dużą ilością Katalończyków i Basków nawarryjskich, karlistami o pięknych tradycjach, oraz tradycyjnym chłopstwem z CEDA. Tak, zwłaszcza wymordowanie w samym lipcu 861 duchownych, z czego samego 25 lipca zamordowano 95. Jakieś dwa tygodnie przed masakrą w Badajoz. Nie oczekuję odpowiedzi od użytkownika, bo wiem, że od lat nie odwiedza forum, odpowiedziałem tylko dla porządku sprostowania tych bajek. Straszna książka. W każdym rozdziale, które przeczytałem, roi się od błędów (choćby sam opis bitwy pod Guadalajarą, kwestia nalotu na Guernikę, czy zagraniczna pomoc dla Franco), konstrukcja bardzo chaotyczna, niespójna, w niektórych miejscach autor zaprzecza sam sobie. Sam autor miałki, miałem okazję z nim dyskutować, kiedy odwiedził Kraków. Raczej książka a la Ziemkiewicz, aniżeli poważna praca historyczna. Jest sporo interesujących informacji, ale wspomniane błędy i chaos naprawdę psują odbiór tej książki. Jednak Zubiński w rozmowie ze mną wysunął bardzo ciekawą opinię, dotyczącą Caballero i jego niejasnych kontaktów z Niemcami i Włochami. Otóż, Caballero, będąc zdesperowanym, błagał o pomoc Niemców, którzy zgodzili się pomóc, pod warunkiem, że w Hiszpanii po wojnie będzie panować nazizm. Caballero się zgodził, ale do finalizacji nie doszło, bo został usunięty. Na ile jest to prawdopodobne, nie wiem, nie znalazłem też źródeł potwierdzających tę tezę. Niemniej, Caballero jakieś niejasne kontakty z Niemcami do 1937 roku utrzymywał. Kwestia kontaktów handlowych Republiki z Niemcami to też ciekawa sprawa, podobnie, jak złodziejskie transakcje ZSRR z Republiką. Odpowiadając na pytanie z ankiety - kiedyś zaznaczyłem Falangę, ale teraz jestem zdania, że wybrałbym Legion Condor.
  2. Mit Guerniki to bardziej złożona sprawa. Najważniejszym mitem przede wszystkim jest sama kwestia nalotu. Jakieś horrendalne, mrożące krew w żyłach opisy, jakoby niemieccy zbrodniarze z lubością polowali na uciekające matki z dziećmi, zrzucane z rozmysłem bomby w najbardziej zaludnione części bezbronnego, pozbawionego militarnego znaczenia miasta, historyjki o targu i 10 tysiącach ludzi w Guernice tego dnia - to wszystko można włożyć między bajki. Wszystko to wymyślił sobie korespondent "The Times", znany lewicowiec, George L. Steer, który swój artykuł napisał w swoim pokoju hotelowym w Bilbao. Świadkowie twierdzą, że tego dnia w ogóle nie był w Guernice. W powielaniu propagandowej wersji pomagał mu niejaki Willi Münzenberg, znacznie nakręcając liczbę ofiar - rzeczywista nie spodobała się im, więc pomnożono ją tak z 10-15 razy. W Guernice żadnego rozmyślnego mordowania ludzi nie było. ''Bezbronne'' miasto było ważnym węzłem komunikacyjnym z nieodległym Bilbao, znajdowały się w nim dwie fabryki broni i jedna amunicji, a w mieście stacjonowały dwa bataliony baskijskiej piechoty. To, że miasto nie posiadało obrony przeciwlotniczej, to fakt, ale w 1937 roku żadne miasto w Kraju Basków tak naprawdę nie miało środków do walki z samolotami, poza karabinami maszynowymi. Targ, który wówczas miał się odbyć, skończył się w południe, a pierwszy samolot, czyli Dornier Do-17 z eskadry VB/88 Legionu Condor, pojawił się nad miastem o godz. 16:30, zrzucając 12 bomb na dworzec kolejowy. Cztery godziny później! Następne pojawiły się trzy samoloty Savoia-Marchetti S.M. 79 ''Sparviero'' z Aviazione Legionaria, które z wysokości 3,5 km zrzuciły 36 bomb na miasto, ale silny wiatr zwiał je nad zabudowania. Później znowu pojawiły się samoloty z VB/88 i zaczęły zrzucać bomby w okolice dworca i mostu nad rzeką Oca, zaś o 17:15 nadleciało 18 bombowców Ju-52 z dywizjonu K/88, które bombardowały falami w 20-minutowych odstępach, zrzucając bomby całkowicie na ślepo, prosto w kłęby dymu. Ostatnia fala uderzyła o 19:30, mimo, iż piloci meldowali, że rzez liczne pożary nie da się ocenić celności bombardowania. Żadnego ostrzeliwania ludzi z karabinów maszynowych nie było. I to by było na tyle. Baskowie, nieświadomi kolejnych fal nalotu, wychodzili ze swoich kryjówek, by walczyć z pożarami, straż pożarna przybyła z oddalonego o 30 km Bilbao dopiero po godz. 22, więc 2,5 godziny po zakończeniu nalotu, a akcja gaśnicza przebiegała wyjątkowo nieudolnie, zakończono ją o godz. 3 w nocy bez żadnych efektów. Pożar szalał spokojnie do 28 kwietnia, kiedy miasto zajęli nacjonaliści. Przybyły później na miejsce brytyjski parlamentarzysta i pionier lotnictwa, sir Archibald James, po dokonaniu oględzin, stwierdził, iż niemożliwością byłoby, żeby Niemcy zbombardowali miasto tak dokładnie, niszcząc wszystko, poza najważniejszą dla Basków dzielnicą historyczną z Dębem Pamięci (nie spadła tam ani jedna bomba!), zauważył też, że pożar przebiegał zbyt regularnie, co dało podstawę sądzić, że republikanie nie tylko mogli nie gasić pożarów, ale być może sami je rozprzestrzeniali.
  3. Pozwolę sobie chwilę popolemizować. Mit, że Etiopczycy w wojnie walczyli za pomocą dzid, to typowy zlepek rodem z brytyjskiej propagandy, oczerniającej Włochów jak tylko się da na forum międzynarodowym. Po pierwsze, Etiopczycy dysponowali liczbą od 200 do nawet 400 tysięcy karabinów różnych typów. Tuż przed wojną zakupili 800 ręcznych i 250 ciężkich karabinów maszynowych, m.in. 175 produkcji Browninga. Ponadto, posiadali 234 działa różnych typów, zakupili 48 działek przeciwlotniczych Oerlikona, mieli też pewną ilość dział Schneidera i Vickersa. Po drugie, od Niemiec otrzymali m.in. 3 samoloty, 30 działek przeciwpancernych, 10 tys. karabinów i 10 mln nabojów. Po trzecie, w Etiopii służyli jako doradcy Belgowie (misja wojskowa mjr. Poleta, utworzyli oni szkołę w Harrerze, później przybyła nieoficjalna misja wojskowa płk. Reula), Turcy (trzyosobowa misja dowodzona przez gen. Mehmeta Wehib Paszę), byli też Szwedzi, którzy zreformowali służby medyczne armii, przybyli też pracownicy MCK z Holandii, Wlk. Brytanii i Finlandii, zaś szwajcarscy doradcy zreformowali Gwardię Cesarską w pełnoprawną jednostkę wojskową. Nie zabrakło także Austriaka-nazisty, kubańskiego pilota-poszukiwacza przygód, "białego" rosyjskiego inżyniera i paru innych ciekawych postaci. Z powyższego dobitnie wynika, że chociaż etiopska armia nie była równorzędna poziomem z armią włoską, to absolutną bzdurą jest twierdzenie, że była uzbrojona w dzidy i tarcze. Posiadała sporo nowoczesnego uzbrojenia, zaś wiele jej anachronizmów (jak żołnierze bez butów, chłosta dla oficerów, kara śmierci za upadek morale, rytualna magia) wynikało z uwstecznienia cesarza i kół wokół niego. Cóż zresztą powiedzieć, skoro w tym kraju było wówczas w pełni legalne niewolnictwo.
  4. Tak, dzisiaj. :v

    1. Pokaż poprzednie komentarze  7 więcej
    2. Andreas

      Andreas

      Ooo, muszę w końcu kupić książki MacDonalda, absolutna podstawa, jeśli idzie o Front Zachodni, na pewno lepiej opisał Hurtgen, niż Astor.

      Ja tam jestem bardzo anty-rommlowy, więc Kitchen by mi pewnie podpasował. Remy'ego ''Mit Rommla'' pewnie czytałeś?

      Aż tutaj dotarła sława moich artykułów? :D Zaczynam tracić anonimowość. Dziękuję za słowa uznania, aczkolwiek to nie są jakieś wymagające teksty - piszę bo lubię. Swoją drogą, od jakichś 8 czy 9 lat na dysku mam twój artykuł o Varsity, zatem o jakiej mojej wiedzy mówimy. ;)

    3. mch90

      mch90

      Astor to zupełnie inna półka. Praktycznie same wspomnienia ale za to jakie. 

      Przynajmniej ja nie mogłem się połapać "gdzie i kiedy", złapać skalę makro działań wojskowych. 

      Natomiast klimat jest pierwsza klasa.

      Remy'ego "Mit Rommla" pewnie nie czytałem. :) 

      Dotarła, dotarła Andrzeju. :) Kiedy ostatni egzamin?

       

      Pozdrowienia. :)

    4. Andreas

      Andreas

      Lubię wspomnienia Astora, ale tutaj dał ciała raczej wydawca, że nie zadbał o odpowiednią ilość map (serio tego brakowało), brakowało mi też zdjęć bohaterów, a przede wszystkim przejrzystości i czytelności tekstu, jest masa błędów gramatycznych i ortograficznych. Niemniej, wspomnienia są perełką, może anglojęzyczne wydanie jest lepsze.
      Jeśli chodzi o klimat w książce, to naprawdę nieźle pokazał to Bill Sloan w ''Ostatecznej bitwie'', bardzo dobrze oddana bitwa o Okinawę, chociaż może zabrakło mi wspomnień ze strony japońskiej.
      Chwilowo zwróciłem się w kierunku Hiszpanii. Arriba Espana!

      Egzaminy to ja skończyłem dopiero w połowie marca i zwyczajnie wyleciało mi z głowy forum, także przepraszam. Stwierdziłem zatem, że czas odkopać stare śmieci.  :)

  5. Hej! Zaglądasz tu jeszcze czasem ?

  6. Po pięciu latach wracam z przypomnieniem: dzisiaj minęła 70. rocznica zakończenia bitwy na Iwo Jimie, najkrwawszej bitwy na Pacyfiku. A także z zapowiedzią dokończenia tej kroniki bitewnej, kiedy tylko dorwę się do swoich źródeł.
  7. Porównywanie przedstawicieli zbrodniczego reżimu, należących do organizacji zbrodniczych, do żołnierzy polskich z uznanych formacji wojskowych, jest zgoła niesmaczne.
  8. Wielka Rewolucja Październikowa, która wybuchła w listopadzie.
  9. Tyberiuszu, zalecam przeczytać do końca, zanim się wypowiesz.
  10. Po paru latach chyba jednak zmieniłem zdanie i rok temu na blogu umieściłem taką oto notkę: http://obserwartor.blogspot.com/2014/03/czesc-waszej-pamieci-zonierze.html Życzę miłej lektury.
  11. No cóż, więc i ja się wypowiem. Przede wszystkim, bardzo aktywnie działam w środowisku rekonstrukcji historycznej (obecnie w szeregach trzech grup różnych armii II-wojennych: amerykańskiej, francuskiej i włoskiej), jako rekonstruktor w sposób modny promuję historię, jeżdżąc na różne wydarzenia i imprezy związane z moim hobby. Ponadto, regularnie piszę artykuły w URzeH na różne tematy historyczne (spory rozstrzał - od bitwy pod Orszą, aż po Budziszyn 1945), prowadziłem również bloga (obecnie mam zastój z powodu nawału pracy, ale może kiedyś do niego wrócę). Czasem biorę udział w debatach uniwersyteckich na ten temat, chodzę na spotkania z ciekawymi ludźmi (jak weterani Armii Krajowej), oraz wygłaszam krótkie prelekcje.
  12. Przede wszystkim niemiecka ofensywa poniosła klęskę już pierwszego dnia jej trwania. Niemcy nie docenili wartości amerykańskich żołnierzy, uważając ich za ''mięczaków'', przewidując, że niedoświadczone amerykańskie oddziały zostaną pokonane niemalże od razu. Jakież było zaskoczenie na północnym odcinku frontu, gdzie totalnie ''zielona'', przybyła zaledwie parę dni wcześniej 99. Dywizja Piechoty zatrzymała natarcie Niemców, m.in. pod Lanzerath. Warto dodać do tego obronę ''bliźniaczych wiosek'' - Rocherath i Krinkelt, gdzie Niemców z kolei powstrzymywała bardziej doświadczona 2. Dywizja, zaś za nimi był masyw Elsenborn, broniony przez 1. Dywizję. Te trzy jednostki zatrzymały oddziały niemieckie na najważniejszym - bo prowadzącym prosto do Antwerpii - odcinku ofensywy. Niemcy zbyt wiele aspektów pozostawili na zasadzie ''jakoś to będzie'', tak trzeba określić m.in. operacje ''Greif'' i ''Stosser''.
  13. Temat jest bardzo ciekawy, osobiście optowałem za czymś takim kilka lat temu, niestety, tak samo jak teraz, była zbyt mała liczba chętnych osób na realizację tego rodzaju przedsięwzięcia.
  14. Położony na zachód od Normandii, otwarty na Atlantyk?... O, to, to! Kiedy Amerykanie rozpoczynali szturm, nikt nie był w stanie przewidzieć, że w ciągu najbliższego miesiąca Antwerpia znajdzie się w rękach Aliantów, będąc portem o znacznie ważniejszym znaczeniu i będąc bliżej położonym od odległego Brestu. Plus szturmu był taki, że 1. Flotylla U-Bootów przestała istnieć, a KM utraciła wyjątkowo ważny dla niej port. Minusów było znacznie więcej i dlatego twierdzę, że paradoksalnie, utrata Brestu dla Niemców była zwycięstwem. Przez 40 dni ciężkie walki wiązały trzy pełnowartościowe dywizje, które w tym czasie mogły podchodzić już do tam nad Roer. W zamian za jedną zdziesiątkowaną dywizję, Niemcy otrzymali kupę czasu, mogli przygotować do obrony pozostałe twierdze, utrzymali swoje bazy i zminimalizowali straty.
  15. Chociażby Cherbourg czy Hawr. Ale Alianci nie posiadali ani jednego portu na zachodzie Francji, otwartego bezpośrednio na Atlantyk.