mch90

Moderator
  • Zawartość

    1777
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    1

Ostatnia wygrana mch90 w Rankingu w dniu 23 Luty

mch90 posiada najczęściej lubianą zawartość!

Reputacja

2 Neutral

O mch90

  • Tytuł
    Ranga: Profesor
  • Urodziny 11/26/90

Kontakt

  • AIM
    1596953

Informacje o profilu

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Lokalizacja
    Warszawa
  • Zainteresowania
    Front Zachodni/IIWW

Ostatnie wizyty

1409 wyświetleń profilu
  1. Wg. forum Feldgrau, jeśli dobrze odczytuję, to wzmocniona 2. i 8. batalionem karabinów maszynowych grupa bojowa, zmontowana na bazie 200. pułku zmotoryzowanego ze składu 15. DPanc. Za: http://www.feldgrau.net/forum/viewtopic.php?t=17015 Zasadniczo DAK (a później Grupa Pancerna "Afryka") miało dobry zwiad elektroniczny i było dobrze poinformowane o ruchach przeciwnika. Do stycznia 1942 r. (kiedy War Office zmieniło kody), przejmowano większość brytyjskiej komunikacji radiowej aż do szczebla dywizji. 621. kompania wywiadu radiowego kpt Seebohma (włączona w skład 10. pułku wywiadu pancernego) przejmowała komunikację nawet do szczebla kompanii, będąc dzięki temu uszami Rommla. 10 lipca 1942 r. większa jej część, w tym kapitan, dostała się do niewoli. Kitchen pisze, że była do strata, której nigdy nie udało się wyrównać. Osobna kwestia to niefrasobliwość Brytyjczyków w przestrzeganiu dyscypliny radiowej. Głupi przykład: użycie identycznego hasła do natarcia w operacjach "Brevity" i "Battleaxe", które następowały chronologicznie po sobie ("Peter"). Zmieniło się to po tym jak odkryli skalę inwigilacji meldunków, po przejęciu sprzętu 621. kompanii. Alianci tymczasem dysponowali coraz lepszymi i pełniejszymi informacjami z Ultry. Gdy Rommel w marcu 1943 r. w Tunezji chciał rozbić koncentrację wojsk 8. Armii przed linią Mareth, wydając jej bitwę pod Medenine, poniósł sromotną porażkę, tracąc większość swoich odwodów pancernych. Plan był dobry i atakującym sprzyjała pogoda (poranek był silnie mglisty), natomiast Montgomery wiedząc o nim zawczasu, podciągnął dywizje i skoncentrował artylerię armijną. Efekt był druzgocący dla obu feldmarszałków: Rommla i Kesselringa. Ten pierwszy zdecydował się w następstwie bitwy opuścić Afrykę, oficjalnie na leczenie w Alpach, ale też by przekonać Hitlera do konieczności skrócenia linii frontu. Hans von Luck o wylocie Rommla: "Łzy tego wielkiego, a teraz tak szalenie przygnębionego człowieka wzruszyły mnie bardziej niż wszystko inne, co dotychczas widziałem na wojnie". Kesselring: "Medenine było ostatnim atutem w naszej tunezyjskiej talii. Nie możemy już dłużej mieć nadziei, że przez kolejny rok uda nam się utrzymać wojnę z dala od Europy i Niemiec." Brytyjczycy natomiast pisali wówczas o "pierwszej doskonałej bitwie", podczas której czołgi brytyjskie "nie musiały się ruszyć nawet o centymetr". Za: "Afryka Północna 1942-43" Rick Atkinson, str. 397-398 To zależy czy oddział posuwa się w natarciu czy zajmuje pozycje. Zależy to też od zasięgu łączności radiowej, która jest podatna na uwarunkowania terenu - kaniony, wzgórza, góry, lasy - oraz pogody. Na pewno rozpoznanie może wysforować się dalej/głębiej przed swój zasadniczy oddział na płaskiej przestrzeni. W Normandii, w "bocage", każde pastwisko otoczone żywopłotami stanowiło oddzielne pole bitwy. Wysłanie zwiadu dwa żywopłoty "do przodu" de facto odcinało go od własnych sił. Warto by przewertować pod tym kątem podręczniki walki piechoty, najlepiej z późnego 1944 lub 1945 r. Andreas mógłby tutaj pomóc wiedzą i informacją.
  2. Odnośnie Kesselringa - działało to też w drugą stronę - feldmarszałek z reguły nie angażował się w sprawy cywilne i polityczne, mając głowie wojnę z aliantami. Bywało jednak, że OKW zwracało się bezpośrednio do dowódcy GA "C" z rozkazem podjęcia zdecydowanych działań przeciwko partyzantom i wspierającej ich ludności cywilnej, co ten realizował z całą mocą i bezwzględnością. Ponoć stosowanym środkami zaskoczył nawet wspomnianego Karla Wolffa, który miał powiedzieć: "hamowałbym go i namawiał do oględnego stosowania drakońskich środków". Str. 252 Holland podaje, że Wolffowi podlegała całość sił bezpieczeństwa w Północnych Włoszech: SS, SD, Sipo, przydzielone jednostki WH oraz "140 000 członków milicji faszystowsiej Ricciego, GNR". Uchodził więc we Włoszech za człowieka wpływowego i groźnego. Ponoć Mussolini zwrócił się bezpośrednio do niego na kilka godzin przed wyznaczoną egzekucją swojego zięcia. "Co by pan zrobił na moim miejscu? - zapytał. Wolff odpowiedział, że nie powinien się ugiąć, bo inaczej wiele straci w oczach fuhrera". Str. 118 Za: "Piekło Italii" J. Holland
  3. W zasadzie racja. Kitchen, powołując się na wspomnienia Rommla, podaje, że d-ca DAK skarżył się w początkowym okresie walk na kiepskie wyszkolenie żołnierzy. Sam również jednak zdobywał w tym okresie szlify w zakresie dowodzenia formacją większą, niż dotychczas dywizja, co musiało się przełożyć na popełnienie "x" błędów. "Nie myli się ten, co nic nie robi" - mawia pewna znajoma mi osoba. Rommel miał jednak pod swoją komendą b. zdolnych dowódców liniowych, jak, m.in. płk Ponatch (8. Batalion Karabinów Maszynowych) czy wspomniany wcześniej płk Herff, który niewielkimi siłami potrafił zająć newralgiczną w obszarze al-Sallum Przełęcz Halfaya. Była to kluczowa pozycja obronna podczas operacji "Brevity" i późniejszej "Battleaxe". Oczywiście, należy się zgodzić. Halder, który nigdy w dobrych stosunkach z Rommlem nie był, w raporcie OKH z 9.05.41 musiał oddać sprawiedliwość, iż kampanii prowadzonej w Afryce "nie da się mierzyć europejskimi standardami". W tym raporcie pojawia się również informacja o stratach niemieckich, poniesionych pod Tobrukiem: 53 oficerów i 1187 żołnierzy (które uznano za "stanowczo zbyt wysokie"). Str. 119 Gen. Cruwell, który zastąpił Rommla na stanowisko d-cy DAK w lipcu 1941 r. (po awansowaniu tego drugiego na d-cę Panzergruppe Afrika) uważał, że po doświadczeniach frontu wschodniego, front afrykański będzie "czymś w rodzaju ciepłej posadki". Miał się bardzo pomylić w tej opinii. Str. 140 Podczas "Battleaxe" okrążeniu zapobiegła stanowcza obrona Brytyjczyków pod Sidi Suleiman. Odnośnie tej konkretnie akcji, Kitchen podaje, iż wszystkie 74 dostępne czołgi 15. DPanc zostały na potrzeby ataku przesunięte do struktur 5. DLek. Na niepowodzenie ataku miał się złożyć, m.in. pośpiech organizacyjny. Dwa bataliony 115. pp miały przybyć dopiero dzień po - 2 maja. Nie czekano. Kontratak obrońców na utracony szczyt załamał się, owszem, lecz Niemcy nie wyparli Australijczyków z pozycji na jego południowych zboczach. Dotarłem do fajnego fragmentu u Kitchena odnośnie relacji Rommla z żołnierzami: "Szeregowy K.B., radiowiec w 15. DPanc, wyraził opinię większości swoich towarzyszy, kiedy pisząc do domu podczas odwrotu z Cyrenajki, stwierdził, iż nie ma co prawda najmniejszego pojęcia, co wymyśli sztab, ale wie na pewno, że Rommel wszystko "poustawia jak należy"". Str. 141 Za: "Pustynna wojna Rommla" Martin Kitchen
  4. Sporo miejsca działaniom włoskiej partyzantki i niemieckim akcjom przeciwpartyzanckim poświęca James Holland w "Piekło Italii". Zasadniczo wsparcie dla partyzantki włoskiej zapewniała wieś, podchodząca z rezerwą a nawet pogardą do rządu centralnego Republiki Salò. Miasta i mieszkańcy dolin już niekoniecznie lubili się z ruchem oporu - pisze Holland. W ramach "odbrązawiania pomnika" partyzanta włoskiego, pisze on: "(...) większość okolicznych partyzantów [rejon - dolina Stury, na południe od Turynu] stanowili młodzi ludzie, którzy z braku innego zajęcia szukali awantur. Grupa mężczyzn udających partyzantów wyłudziła na przykład różne towary od miejscowych rolników. Jak się później okazało, towary te trafiły na czarny rynek. " "Dwóch młodych ludzi, podających się za partyzantów, zapukało do domu, w którym mieszkali starszy wiekiem rolnik, jego żona i córka. Gospodarze ugościli nieznajomych posiłkiem, a ci zamordowali ich, splądrowali dom i go podpalili". Str. 187 Liczne akcje przejmowania żywności z magazynów i spichrzy zbożowych Włoskiej Republiki Socjalnej zmusiły owe władze do decentralizacji zaopatrzenia, co uderzyło mocno w ludność cywilną (utrudniona dystrybucja do potrzebujących). Przykładowo, w regionie Perugii miesięczny przydział oliwy wynosił 225 g/osobę, w rzeczywistości przydzielano zaledwie 150 g/os a w czerwcu 1944 - tylko 92 g/os. Przydział miesięczny masła i słoniny zmniejszył się ze 150 g do 50 g/osobę - czyli 1/5 zwykłej kostki masła, jak pisze Holland (str. 186). Przydział żółtego sera wynosił 100 gramów/os miesięcznie, ale do czerwca 1944 r. ludzie nie otrzymywali go w ogóle. Cukier wydzielono od grudnia 1944 r. tylko dwa razy, po 250 g/osobę zamiast przewidzianych 500 g/os. Mleko - wyłącznie wydzielane dzieciom i chorym. Mięso z kością - 120 g/osobę miesięcznie, "ale wydawano je rzadko". Autor pisze, że tragiczna sytuacja była z solą, stosowaną do konserwowania żywności. Miesięczna racja nigdy nie przekroczyła 200-300 g na osobę. Mając na względzie raczej wysokie temperatury wiosną, latem i wczesną jesienią we Włoszech, które psują żywność, to jest rzeczywiście problem (ograniczone możliwości gromadzenia zapasów). "Nie było z nich żadnego pożytku - mówi Cosimo Arrichiello o partyzantach. - Czekali tylko na klęskę Niemiec i nadejście aliantów". Str. 188 Niemieckim dowódcą, który praktycznie przez całą wojnę w Włoszech (1943-45) ścigał włoską partyzantkę, był gen. SS Karl Wolff. Po wojnie dwa razy skazywany z wyrokiem za zbrodnie, zmarł na wolności, na emeryturze w 1984 r. Za: "Piekło Italii" James Holland
  5. Powyższe napisałem w 2007 r. W świetle książki Martina Kitchena ("Pustyna wojna Rommla", wyd. Książka i Wiedza 2014) cała pierwsza kampania w Cyrenajce oraz manewr pod el-Mechilli - Derną był dowodem na niekompetencję Rommla z kilku przyczyn: - rozdrobnienie swoich sił po całym obszarze - wojska skupione wokół wzmocnionej 5. Dywizji Lekkiej zostały rzucone do walki w 3 kierunkach natarcia; - zignorowanie problemu zaopatrzenia, który był palący już w momencie osiągnięcia podstawy wyjściowej do ataku pod Adżdabiją (860 km od Trypolisu, gdzie spływała całość zaopatrzenia); A może w tym tkwi jego geniusz zarazem? - I bitwa o Tobruk - ataki przeprowadzane na ślepo, bez znajomości planów umocnień, przeprowadzane przez relatywnie niewielkie siły; Co autor głosi: "Całe zaopatrzenie musiało być dostarczane drogą nabrzeżną znajdującą się pod nieustannym ostrzałem brytyjskiej marynarki. Jego [Rommla] żądania, aby marynarka włoska pospołu z X Korpusem Lotniczym wyeliminowały ten problem, jak również nie dopuściły do żadnego transportu morskiego do Tobruku, były nierealne. W rezultacie musiał cierpieć na chroniczny brak paliwa i innych dostaw, pozostawiając na swym szlaku mnóstwo zniszczonych pojazdów i zabłąkanych jednostek". str. 90 W kwestii oblężenia Tobruku z 1941 r.: Pierwsze uderzenie datowane jest na 11 kwietnia - sromotna klęska i otrzeźwienie wśród Niemców. 12, 14 kwietnia - kolejne szturmy, nieudane, pomimo utworzenia przyczółka w liniach obrony. Pododdziały 5. Pułku Pancernego, które zostały rzucone do walki od razu po przybyciu 14.04.41, zostały zredukowane z 38 do 22 czołgów (utracono 16 czołgów). Dopiero 17 kwietnia Rommel otrzymał od Comando Supremo plany umocnień Tobruku. Można się zastanawiać, z czego to wynikało, że tak późno. Czy z pośpiechu niemieckiego dowódcy, czy z niechęci Włochów do wszelkich ofensywnych akcji w Cyrenajce, prowadzonych przez Niemców? Jak wiemy, Rommel nie został tamtego lata zdobywcą Tobruku. Regularne konwoje Royal Navy do twierdzy uznał za ewakuację załogi a nie jej wzmocnienie, jak było faktycznie. "Płk. Max von Herff służący na linii As-Sallum (...) stwierdził, że pierwszy atak na Tobruk był dla wszystkich niepojęty. Każdą nową jednostkę pojawiającą się na froncie rzucano do ataku przeciw dysponującemu znaczną przewagą nieprzyjacielowi z łatwym do przewidzenia skutkiem. Młodsi oficerowie łapali się za głowy, słysząc rozkazy Rommla, szerzyło się niezadowolenie." str. 103 Wielokrotne wykorzystanie dywizji włoskich ("Brescia", "Ariete") w ataku w ten sam sposób, z tym samym mizernym skutkiem również nakazuje się zastanowić, czy wiara Erwina Rommla była tak wielka, czy może tak bardzo nie przyjmował do wiadomości faktów z pola walki. Był bardzo niekonwencjonalny i swoim podejściem idealnie współgrał z demonami okupującymi głowy Brytyjczyków. Gdy rozkazał swoim oddziałom pod al-Sallum, przy granicy z Egiptem (najdalsza zdobycz terytorialna w 1941 r.) prowadzenie "ofensywnej obrony", czyli zapewne ciągłego rozpoznania walką, skłonił Brytyjczyków do wycofania się na jeszcze "wyżej upatrzone pozycje". Mówi się, że Erwin Rommel był tym generałem/feldmarszałkiem, który troszczył się o los swoich podwładnych. Jednak na sprzeciw gen. Streicha (d-ca 5. Dywizji Lekkiej do maja 1941), że plany natarcia na Tobruk są nierealistyczne, odpowiedział: "Posuwa się pan za daleko w trosce o swoich żołnierzy". Streich odparł mu wtedy, że jako dowódca dywizji nie mógł otrzymać większej pochwały. Jak pisze M. Kitchen, obaj z płk. Olbrichtem (d-ca 5. Pułku Pancernego), zostali wysłani niedługo po tych wydarzeniach na "przejażdżkę wielbłądem" do Niemiec (str. 113). Generalnie krytyka stylu dowodzenia Rommla przez oficerów polowych Afrika Korps była w tamtym okresie (1941 r.) raczej duża. Nie wiem, jak się to ma do podoficerów i szeregowych żołnierzy... za: "Pustynna wojna Rommla" Martin Kitchen
  6. Hej, Historia Stanisława Bujakowskiego, ponoć w randze kapitana, który w 1934 r. wyruszył ze swoją małżonką w podróż motocyklową z Polski do Chin, opisana przez Ryszarda Sługockiego podczas pobytu w Indiach w latach '50. Nie wiedziałem gdzie to przyporządkować, ponieważ Bujakowski miał służyć w RAF zarówno w Afryce, jak i na Pacyfiku. "W Chinach Bujakowski wstąpił do armii Czang Kaj-szeka (...). Walczył przeciwko Japończykom po ich napaści na Chiny, a po wybuchu II wojny światowej wstąpił do brytyjskiego lotnictwa. W Afryce Północnej strącał włoskie i niemieckie samoloty nad Saharą, ostrzeliwał włoskie wojska i oddziały Afrikakorps pod Tobrukiem i Al-Alamain. - Dałem im trochę po skórze - powiedział. Niezłe musiało być to dawanie po skórze, skoro zebrał stos brytyjskich odznaczeń i został przedstawiony królowi Jerzemu VI. - Pewnie ciekawi pana, dlaczego w czasie wojny służyłem w RAF-ie, a nie w polskim lotnictwie? - uprzedził moje pytanie. - W armii polskiej doceniono moje zasługi. W 1943 roku przyznano mi nawet Order Virituti Militari. Kiedy jednak zobaczyłem, że odznaczenie ma mi wręczać ten sam oficer, teraz w randze generała, przez którego intrygi wyleciałem z polskiego lotnictwa [w 1928 r.], uprzejmie podziękowałem i strzeliłem go w pysk. Dowództwo Armii Polskiej na Bliskim Wschodzie wytoczyło mi proces za znieważenie wysokiej rangi oficera. Brytyjczycy, by uniknąć kłopotów, szybko wyekspediowali mnie na Daleki Wschód, gdzie znów walczyłem przeciwko Japończykom. Miałem najlepsze wyniki zestrzeleń, bo dla zmylenia przeciwnika latałem na zdobycznym japońskim myśliwcu zero. Bałem się tylko, żeby mnie nasi nie zestrzelili. Po wojnie szkoliłem pilotów armii indyjskiej. (...)". za: "Od Wisły do Rzeki Perłowej" Ryszard Sługocki, str. 340-341 Czy ktoś słyszał o podobnej historii? Polska Wikipedia nosi wzmiankę o nim przy krótkiej notce biograficznej poświęconej Jeremiemu Bujakowskiemu: https://pl.wikipedia.org/wiki/Jeremy_Bujakowski
  7. Tak, dzisiaj. :v

    1. Pokaż poprzednie komentarze  7 więcej
    2. Andreas

      Andreas

      Ooo, muszę w końcu kupić książki MacDonalda, absolutna podstawa, jeśli idzie o Front Zachodni, na pewno lepiej opisał Hurtgen, niż Astor.

      Ja tam jestem bardzo anty-rommlowy, więc Kitchen by mi pewnie podpasował. Remy'ego ''Mit Rommla'' pewnie czytałeś?

      Aż tutaj dotarła sława moich artykułów? :D Zaczynam tracić anonimowość. Dziękuję za słowa uznania, aczkolwiek to nie są jakieś wymagające teksty - piszę bo lubię. Swoją drogą, od jakichś 8 czy 9 lat na dysku mam twój artykuł o Varsity, zatem o jakiej mojej wiedzy mówimy. ;)

    3. mch90

      mch90

      Astor to zupełnie inna półka. Praktycznie same wspomnienia ale za to jakie. 

      Przynajmniej ja nie mogłem się połapać "gdzie i kiedy", złapać skalę makro działań wojskowych. 

      Natomiast klimat jest pierwsza klasa.

      Remy'ego "Mit Rommla" pewnie nie czytałem. :) 

      Dotarła, dotarła Andrzeju. :) Kiedy ostatni egzamin?

       

      Pozdrowienia. :)

    4. Andreas

      Andreas

      Lubię wspomnienia Astora, ale tutaj dał ciała raczej wydawca, że nie zadbał o odpowiednią ilość map (serio tego brakowało), brakowało mi też zdjęć bohaterów, a przede wszystkim przejrzystości i czytelności tekstu, jest masa błędów gramatycznych i ortograficznych. Niemniej, wspomnienia są perełką, może anglojęzyczne wydanie jest lepsze.
      Jeśli chodzi o klimat w książce, to naprawdę nieźle pokazał to Bill Sloan w ''Ostatecznej bitwie'', bardzo dobrze oddana bitwa o Okinawę, chociaż może zabrakło mi wspomnień ze strony japońskiej.
      Chwilowo zwróciłem się w kierunku Hiszpanii. Arriba Espana!

      Egzaminy to ja skończyłem dopiero w połowie marca i zwyczajnie wyleciało mi z głowy forum, także przepraszam. Stwierdziłem zatem, że czas odkopać stare śmieci.  :)

  8. Raczej dotychczasowa "jazda na gapę" większości sygnatariuszy NATO. Jedynie Polska, Estonia, Grecja, Wlk. Brytania i USA przeznaczają min. 2% pkb na obronność. Litwa, Łotwa, Rumunia, Francja są relatywnie blisko tej poprzeczki. Niemcy, Dania czy Holandia (silne gospodarki) przeznaczają na obronność tylko ok. 1,2% pkb. Amerykanie "łożą" procentowo i w liczbach bezwzględnych najwięcej na obronę własną i zbiorową. Trudno im się dziwić, że czują się oszukani przez swoich natowskich partnerów, kiedy mają również największe globalne zobowiązania i siły rozproszone na wszystkich oceanach oraz kontynentach. Warto przypomnieć sobie rozwój interwencji w Libii w 2011 r. Operacja została przygotowana i rozpoczętą przez państwa Unii Europejskie. Amerykanie dołączyli do niej, dość niechętnie, dopiero, gdy europejscy sojusznicy "wystrzelali się" z broni precyzyjnej, co nastąpiło dosyć szybko, z tego co kojarzę. "W obliczu wzrostu nakładów na armię w innych regionach świata Europa rzeczywiście wyraźnie zostaje w tyle. Z perspektywy NATO zaniepokojenie budzi przede wszystkim Rosja oraz jej plany modernizacji armii." Za: http://www.defence24.pl/548349,koniec-z-europejska-jazda-na-gape-w-nato-analiza Zdaniem autorów analizy, problem budzi fakt, że w budżetach wojskowych za mały procent stanowią środki na zakupy nowego sprzętu. "Zdaniem IISS [International Institute for Strategic] poziomem, nad którym powinny skupić się państwa NATO, nie jest 2 proc, ale 20 proc., czyli część budżetu wojskowego, jaki członkowie powinni przeznaczać na wyposażenie"
  9. Bitwa o Monte Cassino, czy też o Linię Gustawa jak powinno to być nazwane, trwała od stycznia do końca maja 1944 r., (przełamanie podczas operacji "Diadem"). Wydaje mi się, że to błąd tłumacza i chodziło raczej o bitwę o miasto Cassino z marca 1944, którą stoczyła 2. Dywizja Nowozelandzka 15-23 marca 1944 (część operacji "Dickens"). Analogia polega tu na tym samym, mozolnym przebijaniem się piechoty przez ruiny miasta, które zostały zamienione przez obrońców w twierdze. Straty poniesione jednak przez Nowozelandczyków podczas bitwy o Cassino i okalających je wzgórzach były nieporównywalnie cięższe od strat 45. "Thunderbird" w Aschaffenburgu. Jak pisze Matthew Parker: "(...) ciężkie walki pod Cassino doprowadziły elitarną Dywizję Nowozelandzką na skraj rozpadu, jedyny raz w ciągu wojny. Istotna więź między żołnierzami a ich dowódcami uległa zerwaniu. Pod koniec trzeciej bitwy żołnierze po prostu nie wierzyli, że zdołają zrobić to, czego się od nich wymaga. Kryzys w dywizji podkreśla gwałtowny wzrost liczby chorych i podjętych kroków dyscyplinarnych tuż po Cassino". Za: "Monte Cassino" Matthew Parker, str. 276 Autor sugeruje, że chodzi o napalm stosowany w bombach lotniczych. I bez tego stawiałbym jednak, że nie chodzi o miotacze ognia, które były szeroko stosowane przez aliantów, chociażby Amerykanów w Aachen (Akwizgranie) w październiku 1944. Brytyjczycy również nie patyczkowali się z kierowaniem do walki Churchilli w wersji Crocodile. Często przeżycie było kwestią szczęścia, niezależnie czy żołnierz popełnił błąd, czy go nie popełnił. Cytowany sierżant uniknął serii z karabinu maszynowego, ponieważ się poślizgnął na kupie gruzu, a porucznik i jego goniec, idący z tyłu, zostali skoszeni. Odnośnie niemieckich snajperów autor "Liberatora" pisze, że wtedy, wiosną 1945 r., mało który uszedł z życiem po złapaniu. Miały zdradzać ich charakterystyczne blizny na twarzy od odrzutu karabinu. Nie wiem czym miałyby się objawiać te charakterystyczne ślady i czym wyróżniać na tle wszystkich piechurów korzystających z przydziałowego Mausera 98k. Może ktoś ma jakiś pomysł? Chyba, że "snajperem" był określany każdy schwytany samotny strzelec, i tak też traktowany...
  10. Większa część powyższej dyskusji skupiała się raczej na teorii prowadzenia walk miejskich na ETDW. Chciałbym przedstawić ciekawą, moim zdaniem, bitwę miejską rozegraną w niemieckim Aschaffenburg. Miasto zostało ochrzczone mianem "Monte Cassino nad Menem". Bitwa trwała od 28 marca do 3 kwietnia 1945 r., w samym schyłku wojny. Rozpoczęta przez 3/157. pp, zaangażowała siły całej 45. DP "Thunderbird". Przeciwnikiem był niemiecki garnizon w sile 5000 ludzi pod dowództwem mjr Emila Lamberta. Wg. Alexa Kershawa w książce "Liberator", podczas tej bitwy Amerykanie po raz pierwszy na froncie europejskim użyli napalmu na terenie zajmowanym przez ludność cywilną. Niemieccy obrońcy wykorzystali sieć kanalizacji miejskiej do przenikania na tyły Amerykanów i prowadzenie ognia "w plecy". Straty: - niemieckie - "ponad 5 tys. ludzi, w tym 1 tys. zabitych", czyli cały garnizon; - amerykańskie - 200 zabitych, w tym 11 oficerów, brak informacji o rannych, zaginionych; "Na niektórych ulicach, jak wspominał sierżant Cranston "Chan" Rogers, d-ca plutonu w kompanii G, Amerykanie musieli przedzierać się przez zaporę pocisków z broni małokalibrowej." "Było ciężko, ciężko, cieżko, ciężko" - płk. Felix Sparks Za: "Liberator" Alex Kershaw, str. 289-301
  11. Temat walk pod Anzio-Nettuno można by w zasadzie rozdzielić na: - 22 stycznia -23 lutego - okres desantu (operacja "Shingle") i niemieckiego kontrnatarcia; - 23 maja - 25 maja - alianckie wyjście z przyczółka (operacja "Buffalo") i połączenie z wojskami przełamującymi Linię Gustawa; Pozostały czas cechowały, z tego co wiem, działania pozycyjne z intensywnym ogniem artyleryjskim. Zasadniczy udział w powstrzymaniu niemieckiej kontrofensywy z I okresu odegrała aliancka artyleria lądowa oraz okrętowa, podobnie jak przy powstrzymaniu Niemców pod Salerno. Trzy cytaty: "Ponoć bywało, że zanim dotarli do naszych wysuniętych pozycji, z całego batalionu zostawała tylko garstka, mniej, niż liczy pluton" - usłyszał od jeńca jeden z weteranów 45. DP. "To cud, że jeszcze żyję. Naoglądałem się pewnie więcej niż niektórzy na froncie wschodnim. Ostrzał artyleryjski, jakiego świat nie widział" - z listu do rodziców żołnierza 715. DP niemieckiej. "Przez 23 dni walk na Sycylii jednostki artyleryjskie przydzielone do osłony Ognistych Ptaków (45. DP) wystrzeliły niemal 15 000 pocisków. Natomiast pod Anzio, przez pierwsze 3 dni trwania operacji Fischfang, wystrzelili ich przeszło 4-krotnie więcej" - Alex Kershaw. Z drugiej strony, ofiarność piechoty amerykańskiej oraz brytyjskiej, patrząc po stratach, była również gigantyczna (porażąjąco wręcz). Z kompanii E (2. baon 157. pp, 45. DP) por. Felixa Sparksa liczącej 230 żołnierzy, po 3 dniach walk został on sam. Jeden żołnierz dostał się do niewoli, jak wyszło z czasem, zatem przeżyło ich dwóch. Kompania broniła odcinka drogi / nasypu via Anziate, gdzie zostało skoncentrowane niemieckie uderzenie. Za: "Liberator" Alex Kershaw, str. 132 Odnośnie gen. Lucasa - może już odpuśmy mu ten Rzym nieszczęsny, bo rzeczywiście siły miał relatywnie niewielkie, ryzyko duże a operacja w Dolinie Liri, która miała odciągnąć uwagę Niemców od Anzio, wygasała jeszcze zanim "Shingle" wylądował. Sławetna i krwawa przeprawa 36. DP amerykańskiej przez rzekę Rapido przychodzi tu na myśl... Natomiast dlaczego generał nie zajął odległych o 18 km od plaży wzgórz Albana? Nie wiem, ale chciałbym poznać odpowiedź. Gdy Niemcy ściągnęli odwody pod Anzio, oczywiście zajęli te wzgórza, skąd mieli widok i możliwość precyzyjnego ostrzału całego alianckiego przyczółka.
  12. Czy aby na pewno to ten sam sierżant Kubiak i, że już przed Dien Bien Phu? Za Przemysławem Benkenem (HB-ek "Ofensywa Tet 1968"), który przy okazji opisu tej właśnie bitwy podaje: "Sierżant Kubiak, żołnierz Legii Cudzoziemskiej, zapamiętał, że " [...] pociski spadały na nas bez ustanku niczym grad aż do wieczora. Bunkier za bunkrem, okop za okopem - wszystko zapadało się, grzebiąc ludzi i broń" " . Brzmi to jak relacje ze środka oblężenia . Autor powołuje się przy tym na artykuł K. Dougherty w magazynie "Field Artiellery" z sierpnia '93. Jeszcze za tym samym autorem, fragment wspomnień żołnierza 326. baonu inżynierów ze 101. DPD pt. "Czego nauczyła mnie wojna w Wietnamie": "- Wojna nie determinuje, co jest dobre. Wojna determinuje, kto przeżyje. (...) - Najłatwiejsza droga jest zawsze zaminowana. (...) - Jeśli brakuje wszystkiego oprócz wroga - znajdujesz się w strefie działań wojennych. Wrogi ogień ma zawsze pierwszeństwo. (...) - Pogoda nie jest neutralna. (...) - Liczenie zwłok: czterech VC lub NVA plus dwaj trafieni prawdopodobnie plus trzy świnie - razem trzydziestu siedmiu zabitych wrogów. (...) - Zawsze oszukuj, zawsze wygrywaj. Jedyna niesprawiedliwa walka to taka, w której przegrywasz. " Tutaj całość w oryginale: http://screamingeagle326.com/index2.htm Za: Benken P. "Ofensywa Tet 1968", str. 79-80
  13. Ciekawy przykład stosowania czarnej propagandy poprzez nadawania fałszywych audycji radiowych zastosowali Niemcy podczas bitwy o Ardeny. W czasie gdy brytyjska i amerykańska prasa przerzucała się oskarżeniami, komu przypisać zasługi za toczoną bitwę, podsycane przez niefortunne wystąpienia Montgomery'ego, na początku stycznia '45 niemiecka stacja radiowa nadała na falach, używanych zazwyczaj przez BBC, "fałszywą audycję, której jedynym celem było wywołanie wściekłości wśród amerykańskich radiosłuchaczy". Cytując dalej: "Wymowa audycji była jednoznaczna - Montgomery zażegnał katastrofę, jaką zgotowała aliantom amerykańska 1. Armia. Kończyła ją następująca konkluzja: Ewentualne zwycięstwo w bitwie o Ardeny będzie zasługą [brytyjskiego] marszałka polnego (...). Amerykańscy szeregowcy i służby radiowe dali się nabrać na niemiecką sztuczkę i uznali, że mają do czynienia z autentyczną audycją brytyjskiej rozgłośni. Był to poważny cios dla amerykańskiej dumy i jeszcze długi czas po tym, jak odkryto [faktyczne źródło nadawania], pokrzywdzeni Amerykanie byli przekonani, że Brytyjczycy próbowali w ten sposób poprawić swe notowania w sytuacji, gdy ich pozycja na arenie międzynarodowej stawała się coraz bardziej niepewna". Za: "Bitwa o Ardeny" A. Beevor, str. 466 Straty amerykańskie w bitwie o Ardeny (okres 16 XII 1944 - 29 I 1945) to 75 482 osoby, w tym 8407 zabitych. Straty brytyjskie w tym czasie to 1408 osób, w tym 200 zabitych. Za: "Bitwa o Ardeny" A. Beevor, str. 516
  14. Dr Jacek Bartosiak również uważa, że Stany Zjednoczone są największym zwycięzcą i beneficjentem IIWŚ. Wraz z końcem wojny stały największą polityczną, gospodarczą i militarną potęgą na świecie. Ustanowiły system Bretton Woods, który określił zasady handlu światowego na korzystnych dla USA oraz dolara w roli globalnej waluty rozliczeniowej. Co za tym idzie, praktycznie cały globalny handel morski pracował na finansową korzyść USA. ZSRR bez szerokiego dostępu do niezamarzających portów oceanicznych, był z tego handlu tym samym wyłączony. Pozdr
  15. Nie każ nam się tyle domyślać Secesjonisto! Strzelałbym, że dżem ów był tak dobry, że aż lepszy od smaru, czy czym tam oliwiono języki spustowe tudzież ciecz chłodząca lufy działek..