Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie   

  1. Wczoraj
  2. Nic na tym padole nie jest doskonałe . Więc jedno z drugim nie ma związku.
  3. Jeszcze jedna osoba podważająca dogmat o demokracji jako o najlepszym z ustrojów?
  4. No tak tyle, ze argumentacja którą tu przywołałeś opiera się na założeniu, że Rzymianie zasadniczo trucizn nie znali i nie wiedzieli jak je podawać. Ja wskazuje przykłady, że trucizny jednak znali i mieli nawet specjalistów w tej dziedzinie a mówimy tu tylko o tych o których działalności z jakiegoś powodu (wpadki) zrobiło się głośno o tych rzeczywiście najlepszych pewnie nie usłyszymy.
  5. Kszyrztoffie, Gregski nie proponował nowego tematu, tylko powiedział Ci, ze istnieje już bardzo podobny do tego, który Ty zaproponowałeś. Choć trochę inaczej go sformułowałeś. Wypowiem się w sposób nieuprawniony w imieniu arystokracji tego forum (arystokracji, rozumianej jako najwyższa kasta, której powinnością jest służyć najlepiej, jak potrafią, dociekaniom historycznej prawdy i angażowaniu w to działanie jak najliczniejszego grona osób). Odrobinkę szacunku dla nas, starych. Fajnie, że inicjujesz nową dyskusję, potrafisz postawić kwestię inaczej, niż dotychczas była stawiana. Ale do biegłości w sztuce argumentacji trochę Ci brak. Gdy kilka lat temu zaczynałem uczestniczyć w tym forum, Secesjonista - wówczas zwykły forumowicz - flekował mnie bez pardonu, wytykając każdy błąd językowy i wyszukując najmniejszych nawet dziur w poglądach. No i dobrze robił. Nauczył mnie szacunku dla forum i przypomniał zasadę "wiem, że nic nie wiem". Dziś nadal lubimy się kłócić. Dużo musiałem się nauczyć, żeby się z nim kłócić jak równy z równym. Więc się kłóćmy. Po to jest forum. Ale zachowanie "skoro na poprzedni temat już mi brak argumentów, to go porzućmy, a ja teraz wrzucę nowy" nie jest "super'. No ale skoro Tyberiusa Claudiusa nakłoniliśmy do rozsądnej debaty, to pewnie i Ty wkrótce zaliczysz sam siebie do "arystokracji forum" i będziesz wprowadzać kolejnych forumowiczów w nasze wspólne środowisko.
  6. Ale nie bardzo rozumiem do czego Furiusz zmierza? Kwestia czy Neron otruł Brytanika jest chyba ważniejsza. Autora zdążymy jeszcze skrytykować.
  7. Tyle tylko, że autor który twierdzi, że Rzymianie nie wiedzieli jak podawać truciznę i otruć przeciwników politycznych nie odrobił pracy domowej. Trucicielstwo pojawia się u Cycerona w mowach sejmowych, truciznę zażyła Kleopatra. Rzymianie sami nawet nie musieli się na tym specjalnie znać, wystarczy, że inni w imperium się znali. Swetoniusz i Tacyt są pełni plotek o tym jak to otruto tego albo tamtego. Z łatwo dostępnych tekstów można polecić - D.B. Kaufman, Poisons and poisoning among the Romans, "Classical Philology" t.27 (1932). Motyw jest tak popularny, że pojawia się nawet słynne trucicielki jak Tacyt Annales 2.74
  8. Krzysztoffie, widzisz - myślałem że mamy już to za sobą, ale próbujesz wszcząć dyskusję na kolejny temat, w moim przekonaniu - pozostający w zakresie historii alternatywnej, więc muszę wrócić do tej kwestii. Twierdzisz, że cytowana powyżej kwestia nie jest zagadnieniem historii alternatywnej, tylko tej naukowej. Zapewne swe przekonanie opierasz na tym, że gramatycznie nie zastosowałeś trybu warunkowego. Nie zapytałeś, co by było, gdyby... Gramatycznie - nie, ale faktycznie - tak. Gdybyś zapytał "Jakimi siłami Francja i Wielka Brytania dysponowały 3 września (czy innego dnia tego miesiąca) w celu zaatakowania Niemiec?" byłoby to pytanie jak najbardziej z zakresu historii naukowej. Gdybyś się spytał, "czy siły te były wystarczające, aby dowódcy alianccy mogli w odpowiedzialny sposób podjąć decyzję o ofensywie?" to już dla historii naukowej "jazda po bandzie". Ty jednak pytasz 'czy te kraje dysponowały w tym momencie dostatecznymi siłami aby taką ofensywę moc skutecznie przeprowadzić?" Podkreśliłem "skutecznie". No bo jak, stojąc na gruncie nauki, możemy osądzić, czy taka ofensywa byłaby przeprowadzona "skutecznie", skoro jej nie było (pomijam już to, że była, ale w bardzo ograniczonym zakresie)? To jest już klasyczne pytanie "co by było, gdyby alianci przeprowadzili szeroko zakrojoną ofensywę w pierwszej połowie września 1939?". To już jest historia alternatywna. Cdn.
  9. Ten post powinien być po moim następnym poście, coś mi się nie udało Otóż, gdybyś zapytał, czy III Rzesza miała inne warianty, byłoby to pytanie z zakresu historii naukowej. Jednak pytasz się, czy "miała może bardziej korzystne "inne warianty"? A to, czy byłyby one dla III Rzeszy bardziej korzystne, to już domena historii alternatywnej, skoro III Rzesza jednak ich nie zastosowała. Spróbuję jednak ustosunkować się do pytania czy nie mogli sobie wyznaczyć innego może łatwiejszego celu i w dążeniu do niego osiągnąć sukces? Otóż gdzieś pomiędzy klęską Francji a atakiem na ZSRR III Rzesza wyznaczyła sobie kilka łatwiejszych celów. Np. przeprowadzono drugi arbitraż wiedeński, w którym Węgry odzyskały skrawek Siedmiogrodu, za co stały się Hitlera najwierniejszym sojusznikiem. Co więcej - Rumunia też uznała się zmuszona do sojuszu z III Rzeszą w zamian za obietnicę odzyskania Besarabii. Niemcy też podbiły Jugosławię i Grecję (co spowodowało wciągnięcie do wojny Bułgarii), zdobyły nawet Kretę, którą Wielka Brytania chciała przerobić na swój czwarty bastion ma Morzu Śródziemnym (obok Gibraltaru, Malty i Cypru). Natomiast o tym, czy Wielka Brytania będzie nadal walczyć z III Rzeszą, to zadecydował Churchill, a nie Hitler. I gdyby nie ta decyzja, to nikt by dzisiaj nie pisał po polsku.
  10. Zdecydowanie jak w realu - najpierw Polska. W przeciwnym wypadku moim zdaniem w Polsce ogłoszono by mobilizację alarmową, i zaatakowano by dajmy na to Prusy Wsch. oraz Gdańsk. 30 dywizji liniowych (nawet na stopie wojennej) to zdecydowanie za mało, by porywać się na całe Niemcy, a marsz. Śmigły - Rydz szalonym nie był. Na pewno część sił wydzielono by do związania kierunku zachodniego. Jestem głęboko przekonany, iż Polska w miarę możliwości starałaby się jak najszybciej wypełnić zobowiązania sojusznicze - nie mielibyśmy nic do stracenia - po Francji kolej by przyszła na nas.
  11. W sumie masz rację, tyle że jednak do 10 czerwca wojska francuskie jako-tako trzymały front. Utrata z grubsza połowy sił we Flandrii rzeczywiście nie dawała znaczących szans aliantom na sukces, ale gra się wciąż toczyła. Nie spodziewam się jakiejś zasadniczej różnicy zdań między nami w tej materii (kłócić się możemy na innych polach), ale jakoś czuję niedosyt. Zadam więc pytanie dychotomiczne: Czy uważasz, że w przypadku braku paktu Ribbentrop-Mołotow i istnienia sojuszu francusko-brytyjsko-polskiego dla Hitlera byłoby lepiej najpierw atakować Polskę, a potem Francję; czy też najpierw Francję, a potem Polskę?
  12. Nic nie stoi na przeszkodzie aby własny temat zaproponować.
  13. Ale jak to się ma do śmierci Brytanika? Druga zaś sprawa cykuta była podawana skazańcom którzy wiedzieli że to trucizna czy można ja było podać Brytanikowi jeśli jak się domyślam miała smak?
  14. Trochę trucizn to było ot choćby stara dobra cykuta.
  15. A rzeczywiście przegapiłem ten tekst autora. Z tekstu można się domyślać że chodzi o rok 56 n.e. "Nienawidził przemocy i zamieniał tam gdzie to było możliwe , wyroki śmierci na wygnanie". Mam jednak wątpliwość co do otrucia Brytanika. Historyk medycyny z Dusseldorfu Hans Schadewaldt twierdzi że "Rzymianie w tym okresie nie posiadali szybko działających trucizn za wyjątkiem jadu żmii, a jadu żmii Brytanikowi nie podano". To tekst z tej samej książki gdzie w innym miejscu widnieje wpis że Brytanik cierpiał na padaczkę a w jeszcze innym że przed śmiercią dostał drgawek i wystąpiła mu piana na usta. Natomiast w cyklu programów "Krwawa historia Europy" prowadzący dowodzili że Brytanik został jednak otruty. Korzystając więc z okazji zapytam która wersja wydaje się być bardziej wiarygodna?
  16. Można też poczytać nasze forum: http://forum.historia.org.pl/topic/8641-lew-morski-szanse-powodzenia/
  17. A ja mam pytanie - jakie publikacje dotyczące Operacji "Seelöwe" przeczytał założyciel tematu ? Czy też może znowu był świadkiem debaty telewizyjnej ? Dokładnej i precyzyjnej odpowiedzi na to pytanie w publikacji nie znalazłem. Natomiast na str. 12 i 14 jest trochę o ówczesnych stosunkach i wzajemnych relacjach Polski, ZSRS i III Rzeszy. Co ciekawe - zarówno Sowieci, jak i Niemcy mówili o "rozbiorze Polski" jeszcze na długo przed podpisaniem paktu R-M. Polacy czują się pewni siebie, bo liczą na poparcie Francji i Anglii i na pomoc materiałowa Rosji, ale mylą się. Tak jak Hitler nie uważał za możliwe załatwić sprawy Austrii i Czechosłowacji bez zgody Włoch, tak nie myśli on dziś o tym, by załatwić spór polsko - niemiecki bez Rosji. Były już trzy rozbiory Polski ,będzie czwarty ! Są to słowa gen. Karla Bodenschatza, bliskiego współpracownika marsz. Göringa skierowane do przedstawiciela ambasady francuskiej w Berlinie. Nie widzę dla nas innego wyjścia aniżeli czwarty rozbiór Polski Słowa, które padły 4 października 1938 r. podczas rozmowy sowieckiego wiceministra spraw zagranicznych Władimira Potiomkina z ambasadorem Francji w Moskwie, Robertem Coulondre. Uzgodniono zasady współdziałania, strefę wpływów, (później linię demarkacyjną), a do drobnych zatargów i potyczek i tak doszło, jeszcze we wrześniu 1939 r. Znacznie wcześniej - była rozstrzygnięta na przełomie maja i czerwca w Dunkierce (Fall "Rot" było już dorżnięciem umierającego). Jednak ja podałem łączną długość walk. Myślą przewodnią był atak z jednoczesnym zabezpieczeniem tyłów. I dlatego wybór padł najpierw na słabą Polskę. OKW musiało się liczyć z możliwością szybkiego przerzutu sił z Polski, na wypadek, gdyby Francuzi okazali się groźniejsi, niż byli nimi w rzeczywistości. Dlatego atak na Polskę zaplanowano tak, by szybko uderzyć od razu maksimum sił, osiągając zamierzony efekt.
  18. Gwoli ścisłości to "profesor zwyczajny" jest nazwą stanowiska, a tytuł brzmi po prostu "profesor". Ale to drobiazg. To nazewnictwo jest nader skomplikowane, a i tak złośliwi twierdzą, że większość to "profesorowie nienadzwyczajni". Ale dla potrzeb tego wątku ciekawi mnie, jak ww. pp. profesorowie ustosunkowali się do poruszanej kwestii (i czy się ustosunkowali). Tj. czy znajdujesz w tekście tej pracy potwierdzenie, że prof. Grzelak uważa, iż bez paktu Ribbentrop-Mołotow do ataku Niemiec hitlerowskich na Polskę by nie doszło. Oczywiście wiem, że mogę sobie książkę kupić (co by też było pożyteczne ze względu na autorskie tantiemy jej twórców), no ale wtedy po co byłoby forum. Chodzi o możliwość zatargu pomiędzy wojskami niemieckimi i radzieckimi, gdyby z góry nie uzgodniono zasad współdziałania. Otóż nie twierdzę, że do tego by doszło, wskazuję tylko na taką możliwość. Ani Hitler nie chciał wtedy wojny ze Stalinem, ani Stalin z Hitlerem. Jednak gdy niemieckie dywizje rozbijały Polskę, Stalin pewnie działałby metodą faktów dokonanych i sięgnął po kasztany, skoro już wyjęte z ognia. A wtedy пуля дырочку найдет. Nigdy (no - prawie nigdy) nie można mieć pewności co do wyniku walki. Te 45 dni to i tak przesadziłeś, tak naprawdę kampania 10 czerwca była rozstrzygnięta, czyli po 32 dniach - w porównaniu do naszych 8 dni to 4 razy dłużej. Moja teza, dotyczy tego, co było dla Hitlera korzystniejsze - najpierw rozprawić się ze słabą Polską, a potem wszystkie siły rzucić na Zachód, czy też atakować Zachód częścią sił, a pozostałymi osłaniać się od Polski. A granica polsko-niemiecka miała taki dziwny kształt, że osłaniać ją trudno, bardzo faworyzuje silniejszego. To zresztą dość stara zasada działania na liniach wewnętrznych - najpierw zniszcz słabszego przeciwnika, byle szybko, zanim silniejszy dotrze na pole bitwy.
  19. Jest zapowiedź weta prezydenckiego w stosunku do ustaw o KRS i SN. Bardzo dobra wiadomość, dla mnie dosyć niespodziewana, bo - szczerze mówiąc - dużo bardziej oczekiwałem kunktatorstwa z odesłaniem do TK pani Przyłębskiej. Lepiej byłoby nad wszystkimi trzema ustawami zacząć prace od nowa, ale - jak na stan rzeczy dotychczas - i tak rewelacja. Mam wielką nadzieję, że to nie tylko kwestie konfliktu prestiżowego w ramach PiS, ale rzeczywisty powrót Pana Prezydenta (w zakresie rozumienia prawa) od Kaczyńskiego do Zimmermanna. No i bardzo pozytywny efekt spacerów "ubeckich wdów", "zdrajców", "kanalii", tudzież "upiorów" z "animalnego, drugiego sortu". Teoretycznie weta mogą być jeszcze odrzucone (3/5 głosujących w sejmie przy quorum co najmniej połowy posłów), ale wymagałoby to nocnego działania z pełnego zaskoczenia (i wywołałoby kolejny bunt społeczny), albo sojuszu z Kukizem i niezrzeszonymi (co w tym momencie jest już mało prawdopodobne). Pojawia się szansa rzeczywistej reformy sądownictwa, a nie kompletowania gmachu autorytaryzmu Jarosława Kaczyńskiego. Czy jedni i drudzy są na to gotowi? Społeczeństwo dosyć spontanicznie pokazało, wbrew pozorom i propagandzie, że ceni sobie pewne wartości, natomiast za aktualnymi siłami politycznymi specjalnie nie przepada. W odczuciu większości protestujących to chyba nie była prosta kontynuacja konfliktu PO kontra PiS. Tylko spór - reszta świata kontra autorytaryzm. Dobrze, jakby ci z obecnych "wierchuszek partyjnych" sobie to wzięli do serca. Bo inaczej znikną z politycznego pola widzenia wszyscy.
  20. Kto chce niech się spiera ja proponuję "jechać dalej". Po zakończeniu kampanii francuskiej Hitler przystąpił do działań mających na celu zajęcie Wielkiej Brytanii. 1940)1 Czy po zakończeniu kampanii we Francji podbicie i zajęcie przez Niemcy Wielkiej Brytanii było niezbędne czy też III Rzesza miała może bardziej korzystne "inne warianty"? Pytanie bierze się stąd że ostatecznie Niemcy w Wielkiej Brytanii nie wylądowały. Zaryzykuje tez zdanie że w tej chwili wojny z ZSRR nie planowały. Zapytam więc czy nie mogli sobie wyznaczyć innego może łatwiejszego celu i w dążeniu do niego osiągnąć sukces?
  21. Być może dotyczy to pierwszego okresu panowania Nerona, kiedy to próbował sprawiać wrażenie miłego i łagodnego władcy: "Chcąc utrwalić dobre mniemanie o swoim charakterze, ogłosił, że ma zamiar sprawować rządy w duchu wskazań Augusta. Nie pominął żadnej sposobności nie tylko do okazania swojej szczodrej ręki i łaski, lecz nawet towarzyskiej uprzejmości. (...) Pewnego dnia, gdy proszono go, jak zwykle, o podpis nad wyrokiem skazanego na śmierć, rzekł: >>Jakże pragnąłbym nie umieć pisać<<". Gajus Swetoniusz Trankwillus, Żywoty cezarów, Ossolineum 1987, s. 239 "Wyuzdane okrucieństwo, lubieżność, skłonność do zbytku, chciwość, okrucieństwo na razie zdradzał stopniowo, po kryjomu (...)". Ibidem, s. 248 Potem się to trochę zmieniło: "Odtąd już bez żadnego wyboru ani miary skazywał na śmierć, kogokolwiek zechciał i z jakiejkolwiek przyczyny". Ibidem, s. 257. Oczywiście, należy brać pewną poprawkę na sposób pisania Swetoniusza. Dziś - być może - byśmy nazwali to pisaniem co nieco à thèse. "(...) układał żywoty cesarskie pragnąc nadać im pewną linię osobowości i łączył grupy faktów, aby wydobyć główne cechy charakteru (...)". J. Niemirska-Pliszczyńska (autorka przekładu z łaciny), Swetoniusz i jego dzieło [w:] ibidem, s. 15.
  22. Wątki dotyczące życia towarzyskiego w przedwojennej Litwie (opisanego z punktu widzenia polskiego attaché wojskowego) są w: L. Mitkiewicz, Wspomnienia kowieńskie 1938-1939, Warszawa 1990 (w szczególności rozdział "Życie towarzyskie w stolicy Litwy w latach 1938-1939", s. 180-212).
  23. Być może gdzieś to się już na forum pojawiło, bo sprawa jest dosyć znana i często przywoływana jako ciekawostka historyczna. W czasie tej wojny (podczas oblężenia Paryża) do menu trafiły takie potrawy jak "ragout z kota po parysku". http://www.foodreference.com/html/a-siege-menu1.html http://caloundracity.asn.au/Francofiles/gastro/1870menu.html https://brieencounter.wordpress.com/2013/06/26/grand-meal-siege-paris/ Skądinąd ciekawy jestem, na ile owe menu czasów oblężenia były realną, dostępną przynajmniej przez jakiś czas ofertą gastronomiczną, na ile zaś - raczej "śmiechem przez łzy". Pewnie jednym i drugim, ale w jakiej proporcji?
  24. Ten sam autor w wymienionej książce twierdzi że Neron w przeciwieństwie do rzekomo "dobrego" Klaudiusza stosował kare wygnania gdzie "dobry" Klaudiusz stosował kare śmierci. Ile jest w tym prawdy?
  25. Dziękuję za połącznie, nie zauważyłem tego, starszego tematu. Osobiście bardzo lubię takie, bardzo prozaiczne pozostałości dawnych czasów i to, co zrobiono w Londynie, zachowując fragmencik starej nawierzchni - bardzo mi się podoba. Na przykład w Gdyni ("świadomie historycznie" lub nie - nie wiem) zachowano w paru miejscach przedwojenny podział jezdni na fragment (pas) asfaltowy (dla samochodów) i brukowy (dla wozów konnych). Szkoda byłoby, gdyby to wszystko tam zalali asfaltem. A wracając do tematu - czy w Polsce gdzieś zachowało się "drewno na trotuarach"? W fabrykach, jak pisał Jancet, można było takie posadzki znaleźć i pewnie jeszcze można, ale czy w przestrzeni publicznej?
  26. Hmm wydaje mi się, że w początkach niepodległości polska armia wykorzystywała każdy możliwy typ oporządzenia jaki udało się jej zdobyć, w tym amerykańskie. Amerykańska kawaleria używała skórzanych kamizelek, więc może o to chodzi? link ze zdjęciem
  1. Pokaż więcej aktywności