Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie   

  1. Wczoraj
  2. Do Korei Południowej wpłynął amerykański okręt atomowy. Trump zaprosił cały skład Senatu USA do Białego Domu. Zbliża się koniec Korei Północnej jaką znamy?
  3. Z logiki zdania: "Ząbkowane ostrza sierpów zaczęto produkować w XIX wieku", wynika tylko jedno - świadome działanie. W tym zakresie zatem nie ma czego ustalać.
  4. Chińczycy zwodowali lotniskowiec. Nic nadzwyczajnego, bo ewidentnie widać, że opierali się na rozwiązaniach ze swojego pierwszego, raczej szkolnego lotniskowca "Liaoning" (dawny "Варяг", jeszcze dawniejsza - "Рига"). Projekt pierwowzoru (czyli rosyjskiego lotniskowca "Адмирал флота Советского Союза Кузнецов") w stosunku do lotniskowców amerykańskich - dosyć wątły i niezbyt udany. Ale powoli, powoli... Dystans do USA jeszcze jest olbrzymi, ale w każdym razie chińska flota coraz bardziej zaczyna przypominać prawdziwą "blue water navy", a nie onegdajszy, interesujący zbiór obiektów muzealnych. http://shipbucket.com/forums/viewtopic.php?f=12&t=7528
  5. Tu jeszcze trzebaby było ustalić czy to ząbkowanie było zamierzone czy wynikało ze złej jakości żelaza. Kupiłem na przykład kiedyś nóż w którym ząbkowanie było i zamierzone i regularnie wykonane (mam go do dzisiaj). Trochę również naostrzyłem się w życiu noży i jeśli chodzi o noże takie od obiadu to zauważyłem pewną ciekawą rzecz. Wszystkie wyglądają jednakowo ale podczas ostrzenia na niektórych można otrzymać gładkie ostrze, co się wyczuwa przesuwając po nim palec. Inne znowu mają gorszą jakość i tam wyraźnie się wyczuwa palcem zadry które można uznać za ząbkowanie. Może tak było również z tymi sierpami. A tak nawiasem mówiąc co do kosy to podziwiam. Jej wyklepanie mnie przerasta. Próbowałem kiedyś to robić i nic z tego nie wyszło.
  6. Ostatni tydzień
  7. Tylko co mamy rozumieć pod pojęciem "bielizna", bo np. w XIX wieku często za bieliznę uznawano i chusty, i pończochy i nawet koszule czy trykoty, a potem np. stroje kąpielowe. Nie wspomnę o istnieniu bielizny stołowej. Tak to już było, że tego typu odzienie w dużej mierze opierało się na małym (: domowym) krawiectwie, jeśli chodzi o osoby niezbyt zamożne. Poza "Bluszczem", zajrzałbym do tego typu periodyków, jak: "Dziennik Mód Paryskich". W okresie międzywojennym krakowska Fabryka Rękawiczek i Trykotaży H. Lichting i Syn ("Haëlis") próbowała wydawać "Kurjer Pończoszniczy" (z podtytułem: "Miesięcznik poświęcony sprawom mody pończoszniczej-trykotarskiej i bieliźnianej"), firma w 1931 r. miała dwa magazyny: na: Grodzkiej 71 i Szewskiej 7. Z końca lat osiemdziesiątych XIX wieku mamy solidny poradnik "Najnowsza i najpraktyczniejsza, ułatwiona metoda kroju bielizny męzkiej, damskiej, dziecinnej i negliżów" napisany przez utytułowanego mistrza Ksawerego Głodzińskiego. Krótka broszurka Edwarda Gielniewskiego omawia sytuację na rynku lokalnym: "Położenie chałupnictwa w przemyśle bieliźnianym i konfekcyjnym w Lublinie: (podczas wojny 1914-1919)". W 1917 r. wydano odrębnie tekst Juljana Kołomyjskiego "Praca chałupnicza w przemyśle bieliźnianym w Warszawie" (odbitka z pisma "Ekonomista"). W dwudziestoleciu ówczesny Instytut Gospodarki Społecznej wydał książeczkę Zofji Brzózy "Bieliźniarstwo w Warszawie" (w 1933 r.). Dla chcących samodzielnie prowadzić mały interes bieliźniany wydano (w 1939 r.) broszurkę "Żurnal jako pomoc naukowa w szkołach krawieckich i bieliźnianych" Marii Łomnickiej-Bujakowej, w serii Kursy Korespondencyjne Stowarzyszenia "Służba Obywatelska" w Warszawie. Wspomniany "Bluszcz" wydawał różne broszury na ten temat, np. w 1928 r. "Przyozdobienia bielizny" opracowaną przez Stefana Kacprowskiego czy w 1930 r. broszurę pt. "Podręcznik do nauki kroju bielizny damskiej męskiej i dziecięcej" Marii Mirgałowskiej-Suchońskiej, na ogół było to w serii Modne Roboty Kobiece. Z okresu PRL-u, mamy np. "Domowy poradnik kroju bielizny kobiecej i męskiej" (z 1965 r.) Anny Gadzalanki-Bojarowej. Z opracowań: A. Sieradzka "Moda w przedwojennej Polsce: codzienna, sportowa, wieczorowa, ślubna, dziecięca, bielizna" "Ukryte pod suknią...: dwa wieki bieliźnianej mody" oprac. i tekst M. Lipok-Bierwiaczonek, K. Pieronkiewicz (katalog wystawy, Muzeum Śląskie w Katowicach, maj-czerwiec 1995) Jezierska & Łęczycka [czyli: M. Jeziorska, U. Łęczycka-Jeziorska] "Bielizna, futra i Bracia Jabłkowscy. Światowe trendy w żurnalach największego domu towarowego Europy Środkowej 1910 - 1939" (album ubiorów z katalogów wspomnianego Domu). Większych producentów i sprzedawców można poszukać na stronach regionalnych Izb Rzemieślniczych, które często prezentują dane teleadresowe dawnych firm. .
  8. Masz racje moje niedbalstwo.
  9. Ująłbym to raczej tak, że jeśli pojawią się jakieś siły z tym związane, to kula zacznie się obracać. Ale dlaczego miałaby skończyć? Raczej będzie wirować powoli aż do uderzenia w cel (czy w coś innego), tak jak napisałeś, przypadkową stroną. Czy takie coś mogło się rozpaść przy wystrzale... może i tak, stop był bardzo miękki... a może i nie bo plastyczny przecież... ale przede wszystkim nie bardzo łapię sens takiej kombinacji. Przecież można by od razu nabić broń "siekańcami" - ołowianymi odpadami po odlewaniu kul (odcięte nadlewy, połówki nieudanych kul itp.). Chyba też był i podobny ładunek w regulaminie pruskiej służby wartowniczej, 3 czy 5 kul o mniejszej średnicy od standardowej.
  10. A czy aby nie: "fejot", w gwarze m.in. warszawskiej znaczyło to osobę nieporadną, ślamazarną. /za: B. Wieczorkiewicz "Słownik gwary warszawskiej XIX wieku"/ Podobnie w tekstach o ułanach, autorstwa płk dypl. Marcina R.J. Kujawy: "Niewyszkolony rekrut ułański nazywał się Fejotem (...) Wyraźny moment przejścia ilości w jakość tj. awans z Fejota na Pistoleta Ułana co się nie lęka i bardzo dobrze zapoznanego z wojennym rzemiosłem stając się 100% Ułanem". /dostępne na: kresy24.pl/sumienie-narodu/
  11. Czytając o Kościuszce spotkałem informacje, ze Amerykanie stosowali coś co zwą buck and ball - czyli w jednym pocisku jest jedna duża kula ołowiana i trzy małe ołowiane. Uzyskiwano podobno podobny efekt o którym piszesz tyle, że były to odrębne kulki.
  12. Niezwykle mnie zaintrygowała ta informacja. Żołnierze rosyjscy w 1831 roku, w tym żołnierze gwardii cesarskiej, nie mogli samowolnie nacinać swych kul w celu uzyskania efektu "dum-dum", bo efekt ten był wówczas nieznany. Ponadto - jak słusznie zauważył Speedy - nie wiadomo, którą stroną taka kula (co nie ma ni przód, ni tył) trafi w przeciwnika. Ale to tylko część prawdy. Nacięta strona będzie stawiać większy opór, więc kula i tak się obróci gładką stroną do nieprzyjaciela. W dodatku znacznie zboczy z prostej linii strzału, no ale żołnierze rosyjscy i tak nie byli szkoleni do precyzyjnego celowania (może w wyjątkiem strzelców gwardii). Samowolne nacinanie kul było dodatkowo utrudnione, ponieważ wojsko otrzymywało naboje zintegrowane w kartonowej tulei. Żeby naciąć kulę, trzeba by uszkodzić nabój. Być może kule były nacinane (może i przy produkcji nabojów) nie ze względu na efekt "grzybkowania" w ciele ludzkim (o którym raczej wówczas nikt nie wiedział), ile ze względu na nadzieję, że taka nacięta kula rozpadnie się na kawałki, zanim kogoś trafi. Czyli będzie niczym siekańce z garłacza. Przyjmując to założenie, trzeba zarazem przyjąć, że te 1-3% to kule, nacięte wadliwie, które się nie rozpadły. Generalnie miałoby to sens. Żołnierz miał w ładownicy 50 nabojów, kilka z nich mogłyby być nabojami specjalnymi, którymi miał nabijać broń tylko wtedy, gdy przeciwnik jest bardzo blisko. Bo taki rozpadający się pocisk będzie miał bardzo małą donośność. Nie można też wykluczyć tezy, że owe kule z nacięciami są po prostu wybrakowane. Puzyrewski pisze o problemach z zaopatrzeniem wojsk Paskiewicza, związanych z wprowadzeniem kordonu sanitarnego przez Prusy. Bardzo proszę o opinie...
  13. F. Skibiński, Ułańska młodość 1917-1939, Warszawa 1989 podaje na s. że żołnierze pas od szabli nazywali portupeją - zniekształcone francuskie porte-epee. Na s.19 pojawia się kaptenarmus - oficer gospodarczy oraz dziadźka który miał szkolić naszego młodego ułana. Na s.22 pojawia się komenda szable żaj - skrót podobno od obnażaj czyli komenda do szarży oraz balans czyli tułów, szlus czyli uda i pośladki i szenkiel czyli reszta nogi. Na s.23 mamy jeszcze fejont czyli nowy żołnierz i czubaryk czyli żołnierz rosyjski.
  14. Można zajrzeć, w poszukiwaniu odpowiedniej bibliografii, do: J. Sarcevičienė "Cykle życia jednostek i rodziny: na przykładzie chłopów litewskich w XVIII wieku" tłum. B. Dwilewicz, w: "Social'nye gruppy i ih vliânie na razvitie obŝestva v XVI-XIX vekah..." / "Grupy społeczne i ich wpływ na rozwój społeczeństwa w XVI-XIX wieku" oprac. T. Bajrašauskajte (materiały konferencyjne; w jęz. rosyjskim i polskim) A. Kiełbicka "Czy w dobrach królewskich było chłopom lepiej? : (ze studiów nad położeniem włościan w królewszczyznach woj. krakowskiego w XVI i początkach XVII wieku)", w: Z. Kozowska-Budkowa et al. "Prace z dziejów Polski feudalnej ofiarowane Romanowi Grodeckiemu w 70 rocznicę urodzin" M. Kołacz-Chmiel "Elity chłopskie w Polsce w XV-XVI wieku: (rodziny Bąków-Tomczyków i Zegadłów w podlubelskiej wsi Konopnica)", "Średniowiecze Polskie i Powszechne", T. 3, 2011 W. Nartowski "Stan włościański w utworach poetyckich pisarzy polskich doby renesansowej (XVI wieku) : studyum historyczno-literackie", "Lud", t. XIX-XX P. Patejuk "Obrzędy pogrzebowe na Warmii i Mazurach po XVI wieku", "Mrągowskie Studia Humanistyczne", T. 8/9, 2006/2007 T. Wiślicz "Z zagadnień obyczajowości seksualnej chłopów w Polsce XVI-XVIII wieku: przyzwolenie i penalizacja", "Lud", T. 88, 2004 tegoż "Chłopskie pogrzeby w Polsce od drugiej połowy XVI do końca XVIII wieku", "KHKM", nr 3/4, 1997 K. Wierzbicka-Michalska "Małżeństwa chłopów w drugiej połowie XVIII wieku:, "Kultura i Społeczeństwo", t. 3, 1959 B. Tańska-Hus "Dzierżawa rolnicza jako instrument mobilności gruntów w Polsce na przestrzeni wieków", "Roczniki Nauk Rolniczych", S. G, t. 97, 2010 A. Izydorczyk "Rodzina chłopska w Małopolsce w XV-XVI wieku", w: "Społeczeństwo staropolskie", t. 3, red. A. Wyczański P. Guzowski "Demograficzne uwarunkowania funkcjonowania rodziny chłopskiej na przełomie średniowiecza i nowożytności", w: "Rodzina, gospodarstwo domowe i pokrewieństwo..." red. C. Kuklo "Struktura gospodarstwa domowego w Koronie i na Litwie a funkcje rodziny w końcu XVIII wieku: Rozbieżność czy podobieństwo", tamże G. Jawor "Ludność chłopska i społeczności wiejskie w województwie lubelskim w późnym średniowieczu: schyłek XIV - początek XVI wieku" J. Póćwiartek "Położenie ludności wiejskiej starostwa leżajskiego w XVI-XVIII wieku" "Studia z dziejów wsi polskiej XVI-XVIII w." red. J. Rutkowski J. Topolski "Gospodarstwa wiejskie w dobrach arcybiskupstwa gnieźnieńskiego od XVI do XVIII wieku" A. Żabko-Potopowicz "Praca najemna i najemnik w rolnictwie w W. Ks. Litewskim w w. XVIII" J.T. Lubomirski "Rolnicza ludność w Polsce od XVI do XVIII wieku" "Testamenty chłopów polskich od drugiej połowy XVI do XVIII wieku" oprac. i wyd. J. Łosowski "Ludzie starzy i starość na ziemiach polskich od XVIII do XXI wieku (na tle porównawczym)", T. I red. A. Janiak-Jasińska, K. Sierakowska, A. Szwarc A. Kamler "Chłopi jako pracownicy najemni na wsi małopolskiej w XVI i pierwszej połowie XVII wieku" T. Wiślicz "Zarobić na duszne zbawienie: religijność chłopów małopolskich od połowy XVI do końca XVIII wieku" "Wesela, chrzciny i pogrzeby w XVI-XVIII wieku. Kultura życia i śmierci" red. H. Suchojad W pracy "Struktury demograficzne rodziny na ziemiach polskich do połowy XX wieku. Przegląd badań i problemów" pod redakcją P. Guzowskiego i C. Kukli (jest dostępna w sieci) znajduje się bibliografia polskiej demografii historycznej po 1945 r. opracowana przez Piotra Łozowskiego, można coś z tego wyłuskać.
  15. Skoro byli Murzyni, prędzej czy później musiał się pojawić Mulat (bądź Mulatka), nic nie ujmując czci i prowadzeniu się naszych pra-pra-przodkiń. Ponoć pierwszym miał być syn (jak najbardziej z prawego łoża) Aleksandra Dynisa, sługi u biskupa krakowskiego.
  16. Istotnie - słowo produkować nie jest oczywiste. Mój błąd - używając słowa "produkować" miałem na myśli produkcję fabryczną. Zatem, Wasze Secesjonisto powątpiewanie jest całkiem słuszne. Bez względu na zalety gruboziarnistości ferrytu i perlitu oraz wtrąceń żużla.
  17. To powinno to w takim razie dotyczyć i Austriaków - Tylko ta broń - pozostawia trochę do życzenia, gdyż są to jednostrzałowe karabiny Wrendla z 1873 r. z długimi jak szable bagnetami, a ładunki do nich grube jak cygara i z dymnego prochu. W. Solek, Pamiętnik legionisty, Warszawa 1988, s.12
  18. Polecam teksty pana Waldemara Ossowskiego z Uniwersytetu Gdańskiego. Najprawdopodobniej jak poszukasz jego nazwiska na stronie uniwersytetu, znajdziesz linki do jego artykułów. Bardzo pouczające dla Ciebie pewnie będzie tegoż, Przemiany w szkutnictwie rzecznym w Polsce. Studium archeologiczne, Prace Centralnego Muzeum Morskiego w Gdańsku, Seria B, t. 1, (2010) tegoż, Studia nad łodziami jednopiennymi z obszaru Polski, "Prace Centralnego Muzeum Morskiego" t. 11 (1999) tegoż, Pierwsze bałtyckie statki handlowe i ich użytkownicy [w] B. Możejko, E. Bojaruniec-Król (red.), W epoce żaglowców. Morze od antyku do XVIII wieku, s. 45-57, Gdańsk 2016 - zresztą możesz spokojnie przejrzeć i wcześniejszy artykuł o podróżach morskich w poezji skaldów tegoż, Łodzie jednopienne z Jeziora Lednickiego [w:] A. Kola, G. Wilke (red.), Wczesnośredniowieczne mosty przy Ostrowie Lednickim, t. II, Mosty traktu poznańskiego, s. 249-258, Kraków 2014 tegoż, Changes in medieval river boat- and shipbuilding in Poland, "Skyllis" t. 10, z. 2, (2010) s. 128-134 i wiele innych. Jako, że z tego co pamiętam sporo swoich prac umieścił w internecie za darmo (większośc mam właśnie z tego źródła) myślę, że warto skorzystać.
  19. Z.J. Bzowski, Notatnik konnego strzelca, Warszawa 1981, Z samochodów i ciągników na przedpolu zaczęli wyskakiwać żołnierze, a ja z przerażeniem stwierdziłem przez lornetkę, że mieli polskie mundury. Natychmiast nakazałem przerwanie ognia. Trzy długie serie z karabinu maszynowego wgniotły nas w ziemię. Minęło dobrych kilka minut, zanim sytuacja wyjaśniła się. s.58 placówka ubezpieczająca pod wsią Rabędy. Okazało się, że nasza piechota ostrzelała w czasie natarcia na Zambrów 1. pułk ułanów. s. 66
  20. https://lh5.googleusercontent.com/UKl8X5xmABjR2RGMgzZtMg2_4EPkqk71fTMxgM1AE5vLQmebNKxSa5-jtgmypPMV_nelrPxB8sxPNjU54J9q5Mc9Vbn2-69CDHYb9iVYCjpgsP1sVliCKtTqPP8YYUbYig
  21. Jeżeli jesteśmy już przy Wietnamie to tam dochodziła jeszcze specyfika walki w dżungli i w trudnym terenie. Z tego co wiem to pierwszy Vietcong zorganizowali i wyszkolili podoficerowie z Legii Cudzoziemskiej do walki z Japończykami. Od początku była wprowadzona zasada że rannych podczas walki w dżungli się nie zabiera. Groziło to po prostu unicestwieniem całego oddziału. Rannych pewnie dobijano bo to było lepsze niż wpadnięcie w ręce Japończyków. Możliwe że Vietcong stosował takie metody i później. Zresztą na filmie BAT21 jest pokazane jak oficer dobija rannych. Amerykanie mieli helikoptery, Wietnamczycy nie. W takich warunkach ranienie przeciwnika było równoznaczne z jego śmiercią. A czy oddział amerykański który bronił swego rannego wykonywał swoje zadanie? Wątpliwe.
  22. Jakich łodzi używali Słowianie do podróżowania po Bałłtyku? Dłubanek? Czy może używali bardziej zaawansowanych jednostek? (Przedział VI - XIw.)
  23. Tak jak mówię, z tych paru kilometrów to już hamowały do prędkości swobodnego spadania. W dodatku mówimy o Niemcach więc pewnie nie było dużo jakichś nietypowych, wielkich odłamków o wadze kilograma na przykład. Pocisk 8,8 cm to jeden z rzadkich w tamtych czasach przypadków zastosowania wymuszonej fragmentacji w amunicji art. (nacięcia wewnętrzne) i takich "odjazdów" od normy pewnie za wiele nie dawał.
  24. Chyba trochę pomylenie pojęć... metoda "na rannego" to raczej działania snajperskie - zraniony "przyciągał" kolejnych żołnierzy i kolejne "cele" takie metody stosowano też w Wietnamie gdzie zraniony żołnierz "przyciągał" śmigłowiec, któremu można było "przyłożyć" z ukrytego nieopodal km-u, a że początkowo te nieuzbrojone maszyny sanitarne latały sobie z czerwonymi krzyżami na białym kwadracie to "meldowały" przeciwnikowi, że są nieuzbrojone i są stosunkowo łatwym celem (ogniem nie odpowie), no to zaniechano malowania tych oznaczeń i przeciwnik już nie wiedział czy nadlatuje nieuzbrojona maszyna sanitarna czy może "zwykły" śmigłowiec transportowy, który mógł się skutecznie "odgryźć" ze swoich pokładowych km-ów. Warto w momencie dodać, że pociski 5,56 mm x 45 mają taką "ciekawą" właściwość, że uderzeniu w cel przy odpowiednio dużej prędkości sobie po krótkiej penetracji pękają i w sumie powodują rany nie gorsze (a nawet i gorsze)... dla trafionego niż amunicja grzybkująca czy trafienie pociskiem karabinowym. Efekt w sumie chyba nawet niezamierzony... bo stwierdzono to po wejściu do użytku M16 na podstawie obserwacji ran postrzałowych na wojnie, dopiero chyba potem zbadano ten efekt w żelatynie i opisano. I jak słusznie prawisz gdy zamiast M16 do służby wprowadzono M4, z krótszą lufą, a tym samym mniejszą prędkością pocisku to dopiero wtedy wyszła mniejsza skuteczność na odległościach większych, bo prędkość uderzenia pocisku w cel spadła poniżej tych 700 m/s z kawałkiem potrzebnych do rozpadu pocisku w ciele.
  25. Po wprowadzeniu na wielką skalę amunicji karabinowej o małym kalibrze (7-8 mm) z pociskami z metalowym płaszczem, co nastąpiło pod koniec XIX w. u wielu doświadczonych (ciężko ) weteranów pojawiły się wątpliwości, czy takie pociski mają dostateczną siłę rażenia, szczególnie wobec rozmaitych plemiennych dzikusów, szczególnie jakoby zażartych w walce z wojskami białego człowieka. Wychodząc im naprzeciw, arsenał w Dum Dum w okolicach Kalkuty przygotował pierwsze chyba nowoczesne pociski JSP (Jacketed Soft Point, z obciętym płaszczem, odsłaniającym ołowiany rdzeń na wierzchołku) i JHP (Jacketed Hollow Point, to co poprzednio tylko jeszcze z wgłębieniem wywierconym na wierzchołku). Takie pociski silnie się odkształcały (grzybkowały) no i przez to ich siła rażenia wzrastała. Długo się tak zresztą nie pobawili, wymyślili toto w 1892 bodajże, a już w 1899 UK podpisało konwencję haską zakazującą takich zabaw. To nie całkiem tak. Nabój pośredni tak w ogóle pojawił się podczas II wojny (sam pomysł "chodził" zresztą znacznie wcześniej, ale mniejsza o to). Głównym "motorem" jego wprowadzenia była chęć skonstruowania lekkiej indywidualnej broni automatycznej, z której dałoby się prowadzić "z ręki" ogień ciągły z sensownym skutkiem. Owszem były już znane pistolety maszynowe, ale donośność skuteczna broni na pistoletowe naboje, choćby i z dłuższą od pistoletu lufą była rzędu 100 m, może 200 maksymalnie przy niektórych szybkich i mocnych nabojach. Uważano, że to jest jednak trochę za mało. Z kolei automatyczny karabin na naboje pełnej mocy (energia pocz. około 3 kJ) wychodził zazwyczaj duży i ciężki. I jeśli nawet miał przełącznik ognia, to odrzut przy strzelaniu seriami był tak potężny, że broń trudno było kontrolować i w zasadzie celność była żadna. Z drugiej strony statystyki wykazywały, że odległość typowego starcia z użyciem broni ręcznej to w 96% przypadków do 400 m (86% do 300 m, 70-ileś tam chyba do 200 m i 28% do 100 m). Tymczasem nabój karabinowy zachowywał zabójczą energię na dystansach rzędu 2000 m (w wielu przypadkach nawet większych) a więc na odległość gdzie nikt nawet strzelać nie będzie, a jakby próbował to pewnie nie uda się trafić w żaden sposób). Więc po cholerę komu taka energia i takie wielkie naboje? I tak narodził się nabój pośredni, o energii pocz. tak z 1,5-2 kJ powiedzmy, a więc leżącej pomiędzy energią naboju karabinowego a pistoletowego. Początkowo naboje takie konstruowano w normalnym kalibrze 7 - 8 mm ale z odpowiednio lżejszym (krótszym) pociskiem i zmniejszoną łuską ze zredukowanym ładunkiem. Ale to nie do końca był dobry pomysł, bo jednak tor pocisku wychodził trochę mało płaski, chociaż na te kilkaset metrów trafić się dało. I na zdolności przebijania też to się negatywnie odbiło. No i w latach 50. w USA wpadli na pomysł żeby zrobić to inaczej, zastosować amunicję o małym kalibrze rzędu 5-6 mm ale o dużej prędkości początkowej 900-1000 m/s. I przy okazji zrobiło się to co napisałeś, nabój był lżejszy i żołnierz mógł wziąć ich więcej i sama broń zrobiła się lżejsza i z mniejszym odrzutem, a więc celność na tej odległości 300-400 m wzrosła. I tak jak w poprzedniej epoce znów pojawiły się wątpliwości na temat siły rażenia takich małych pocisków i też się nie potwierdziły (teraz się dopiero zaczęły problemy w XXI w., jak powstały sensowne pancerze osobiste z jednej strony, a z drugiej powszechnie zaczęto wprowadzać karabinki z krótszymi lufami co negatywnie oczywiście odbiło się na balistyce).
  26. Miło wiedzieć, że w odróżnieniu od eklidesa wszyscy popełniamy błąd, cóż byśmy zrobili bez takich celnych uwag. Mnie się jednak wydaje, że euklidesowi się tylko wydaje... może nam wskazać euklides kilka cytatów z naszych wypowiedzi dowodzących tkwienia w takim błędnym przekonaniu? A abstrakty Koniecznego niekoniecznie niewiele miały wspólnego z logiką, proponuję jednak doczytać co reprezentowały abstrakty a co akcydensy. A logiczne działania również mogą prowadzić do irracjonalnych zachowań.
  27. Gdzieś czytałem o skutkach postrzału kulą ołowianą. Podobno powodowała rozległe rany ale płytko wchodziła, rzadko uszkadzała kość, przez to skutki takiego postrzału były stosunkowo mało groźne. Co do kul dum-dum to jakoś nie znalazłem odpowiedzi po co je stosowano i jaki był sens ich stosowania. Pewnie chodziło o to że taka kula częściej zabijała a to nie koniecznie musi być jakąś wielką zaletą i pewnie to zniechęcało do jej stosowania. Teraz podobno wielu zastanawia się nad celowością zadawania śmiertelnych ran. W końcu na przykład Amerykanie zeszli do kalibru 5, ileś tam. Przede wszystkim dlatego by żołnierz mógł unieść więcej amunicji, co jest na pewno rzeczą niebagatelną, ale spotkałem również inne wytłumaczenie. Zabicie żołnierza na polu walki eliminuje tylko jednego wroga. Ranienie go eliminuje aż 3. Oczywiście można swego rannego zostawić na pastwę losu ale oddziaływanie psychiczne na pozostałych jest wówczas fatalne.
  1. Pokaż więcej aktywności