Cała aktywność

Kanał aktualizowany automatycznie   

  1. Ostatniej godziny
  2. Dokładnie o to, co raczyłeś napisać nieco wcześniej, przypomnę: Sam napisałeś, że imperium brytyjskie miało jedną religię, jak pokazałem Ci, że tak nie było to piszesz o jakichś podziałach. Nie pamiętasz co pisałeś wcześniej? W Szkocji do dzisiaj funkcjonuje język szkocki, gaelicki. W XVIII wieku Szkoci tworzą w tym języku literaturę, w XIX wieku powstają szkoły uczące tego języka. Co do irlandzkiego, w 1851 roku językiem tym posługiwała się około 1/4 ludności wyspy. A to o czym piszę zaczęło się jeszcze przed powstaniem USA, za czasów kolonii. Choćby Nowy Jork, który był wcześniej Nowym Amsterdamem i był założony przez Holendrów. Napływ ludności z różnych krajów Europy nie rozpoczął się w XIX wieku, Tak więc, ani jeden "naród", ani jedna wiara, ani jeden język. Co trudno nazwać rewolucją. FURIUSZU Chyba obaj wychodzimy z nieco innych założeń i stąd te spore różnice, choć co do meritum się zgadzamy.
  3. Dziś
  4. A poldas ma to pojmować jako prawdę objawioną. Jaka "płyta Beatlesów"? Że singiel? No dobra. Właściwie to też płyta. Skoro Secesjonista uważa iż "wszystko", co się komuś skojarzyło z tematyczną barwą, a sprowadza się do jednej piosenki, to jak to nazwiemy? Nadinterpretacją? Tekst tejże piosenki. A właściwie refren; "My wszyscy żyjemy w żółtej łodzi podwodnej". McCartney sobie wymyślił kolor na pstryknięcie palcami, czy też kierował się wcześniejszymi skojarzeniami?
  5. Przekonać? Ciekawe jak. Przecież babsko mściło się na swym ex-kochanku Stanisławie Auguście.
  6. A wystarczy euklidesowi wyobraźni by udowodnić własną hipotezę o związku rozpadu państw z kodyfikacją praw czy przyjęciem konstytucji? Bo chyba fakty mu nieco przeczą...
  7. Tak dokładnie to nie wiem o co Ci chodzi. Podziały religijne w Ameryce były mniej więcej takie same jak w Anglii. A brały się z jakichś przyjętych tam nominalistycznych zasad. To znaczy że można było dowolnie interpretować biblię. Zgoda że w Ameryce ten nominalizm był bardziej posunięty. W Anglii anglikanizm nie bardzo na to pozwalał. W Anglii przeważali anglikanie w Ameryce, purytanie. Ale tacy kwakrzy z Filadelfii byli na przykład mocno przywiązani do Anglii. W Szkocji i Irlandii już od 400 (chyba) lat mówi się po Angielsku. A wielokulkturowość Ameryki do której nawiązujesz to czasy późniejsze. A tak w ogóle to odnosiłem się do tego że Amerykanin od Anglika w XVIII wieku niewiele się różnił. I był bardzo przywiązany do Anglii. A te podziały religijne które wymieniłeś są charakterystyczne tak dla kultury angielskiej jak i amerykańskiej. I raczej problemu tam nie stanowią. W XVIII wieku te wszystkie ruchy religijne łączył antykatolicyzm. Dlatego można upraszczać że to jedna religia. Z tym że lutrów to tam chyba niewiele a purytanie kwakrzy to chyba odłamy kalwinizmu. I ci tam dominują Tezy konstytucji nie były wcale takie rewolucyjne, daleko jej było do takiej konstytucji francuskiej z jej równością wszystkich obywateli. W Konstytucji 3-go Maja przede wszystkim chodziło o odsunięcie gołoty od praw wyborczych. Co zraziło do konstytucji pokaźną część szlachty. A co do konstytucji francuskiej to była zmieniana co 2 - 5 lat i zawsze była zła, cały czas ją poprawiano co pozwalało komitetom konstytucyjnemu i legislacyjnemu po swojemu ją tłumaczyć i sprawować praktycznie dyktatorskie rządy skazywać przeciwników politycznych itp. Tyle że to skomplikowana sprawa. No i istniały Towarzystwa Przyjaciół Konstytucji które po swojemu tą konstytucję interpretowały i stanowiły w zasadzie państwo w państwie. Król nazywał je pasożytnicznymi korporacjami. Nie mówiąc o tym że z czasem powstały z nich kluby jakobinów, czyli innymi słowy jakobini którzy jakimś szczególnym upodobaniem darzyli gilotynę. Co do reszty to się nie odnoszę bo mi brakuje wyobraźni.
  8. Już tłumaczę, granicy nie było ale w latach 1787-1792 Turcy i Rosjanie prowadzili sobie wojnę (mniejsza o to kiedy zaczęli bardziej negocjować niż walczyć). Mylę się czy jednak nasze terytorium w związku z tą wojną nie dostarczało zapasów Rosjanom i przypadkiem Rosjanie nie przechodzili przez nasze ziemie? Czy przypadkiem część ludzi nie odbierało tego jako widocznego znaku rosyjskiej dominacji co niekoniecznie musiało się wszystkim podobać? Czy aby Katarzyna II nie użyła jako pretekstu do wojny w 1792 domniemanych utrudnień i szykan względem wojsk rosyjskich na Ukrainie? Być może wyrażałem się nieprecyzyjnie i ciężko mnie było zrozumieć- moja wina. Generalnie chodzi mi o to, że przy okazji wojny z Turcją, status Polski jako Rosyjskiego protektoratu stawał się widoczny, Miało to prawo i wywoływało niezbyt przychylne reakcje części Polaków. Pisałem zaś o tym by pokazać, że w społeczeństwie istniały widoczne oznaki niechęci względem zaborców i sytuacja była dość napięta co mogła wykorzystać siła obca (Francja) lub nawet jakieś nasze stronnictwo do wywołania walk, co w konsekwencji doprowadziłoby do rozbiorów a tym samym uchwalenie bądź nie konstytucji nic by nie zmieniło. A jesteś pewien, że Katarzyna dałaby się przekonać, ze wzmocnienie Polski jest w jej interesie? Powątpiewałbym. No ale nijak nie można tego sprawdzić.
  9. Rozumiem, że to dział "Historia alternatywna", ale aż tak daleko idącego oderwania od faktycznego przebiegu zdarzeń się po Tobie, Furiuszu, nie spodziewałem. Zacznijmy od I Rozbioru. Teoretycznie Rosja oderwała największe terytorium, ale o niewielkim znaczeniu. Polaków tam praktycznie nie było. Prusy oderwały najmniejszy kawałek - ale o znaczeniu ogromnym. Największy łup dostał się Austrii - choć właśnie z jej terytorium konfederaci dostawali wsparcie i naiwnością byłoby sądzić, że działo się to bez aprobaty Wiednia. Całkiem nie rozumiem, o co Ci chodzi z tymi Turkami. Wspólnej granicy z Turcją nie mieliśmy od dość dawna. To, że Staś napraszał się o udział naszych wojsk w kolejnej wojnie z Turcją, było mądre lub głupie, ale i tak spotkało się z odmową, więc żadnych realnych skutków nie miało. A wracając do samej Konstytucji - miałaby realne szanse zostać wprowadzona w życie, gdyby nie towarzysząca jej antyrosyjska retoryka. Należało przekonywać Carycę, że unowocześnienie Rzplitej - jej wiernego sojusznika - służy jej interesom. Mrzonki o pruskiej pomocy w konflikcie z Rosją to przykład myślenia całkiem oderwanego od realiów - to właśnie Prusy najbardziej nie chciały odbudowy podmiotowości państwa polskiego i były naszym największym wrogiem. Co do samej konstytucji - gdyby towarzyszyła jej prorosyjska retoryka, miałaby duże szanse zaistnieć. I w 1806 czy 1812 mielibyśmy własną armię, która mogłaby się opowiedzieć po którejś stronie. Gdyby konstytucji w ogóle nie było? Generalnie chyba lepiej było naprawiać państwo drobnymi kroczkami. Ale koncepcja "nie naprawiać wcale" zupełnie mnie nie przekonuje. Armia "sejmu niemego" to w sumie brak armii. "Europejskie qui pro quo" zastałoby nas bez siły i bez idei. Dzięki Konstytucji dostaliśmy choć ideę.
  10. Czemu nie? Wcześniej była konfederacja barska. Czemu ludzie którzy mieli spore oczekiwania w związku z sejmem, gdy na koniec okazało się, ze nic z tego, nie mieliby spróbować konspiracji, dogadania się z Francuzami i walki? Raczej wątpliwym jest by Rosja czy inni zaborcy pozwolili Polsce na reformy które mogły realnie ją wzmocnić, zwłaszcza militarnie, nie czyniąc przy tym nic. Frustracja by narastała. W rozważanym przypadku nie udał się podstęp. Układ sił pozostaje zbliżony, zwolennicy reform dalej stanowią siłę a do wywołania powstania nie potrzebujesz przecież zgody wszystkich. Nikt przecież nie mówi, że powstanie musi się udać. Raczej tak, to przecież nie jest tak, ze nie uchwalenie konstytucji sprawi, że wszyscy nagle staną się przeciwnikami konstytucji i zwolennikami status quo. Pozycja stronnictwa pro reformatorskiego dalej będzie silna, Nawet niezbyt duża insurekcja typu kościuszkowskiej dla Francuzów to więcej niż zbawienie. zaangażuje siły Rosjan i Prusaków, bo pewnie będą woleli pilnować swojej wschodniej granicy. Pamiętaj też, że jak przesuniemy daty rozbiorów zbyt daleko to zbliżamy się do śmierci Katarzyny i zmian na tronie co zawsze jest też dobrym czasem na rozruchy. Ciężko oczywiście dywagować co by było ale moim zdaniem czasowo Polska nie zyskała by nawet 10 lat, sytuacja była krytyczna i zwyczajnie ciężko wyobrazić sobie inny scenariusz.
  11. To po prostu moja maniera: w starym temacie staram się zawsze nawiązać do cudzej wypowiedzi a nie wstawiać li tylko wpis związany z danym wątkiem. Przyznam, że po części wątek ten kontynuuję w związku z pytaniem theSHC: "Czy dzisiaj możemy nazwać Polaków Sarmatami", co rozumiem szerzej: czy sarmackość przejawia się obecnie i jak jest interpretowana. Innymi słowy: czy ów mit i związane z nim konotacje - wciąż są żywe. Tak dla przypomnienia, bo może nie wszyscy czytają podsuwaną przeze mnie bibliografię, to na łamach "Gazety Wyborczej" mieliśmy powiązanie sarmackości w kontekście tragicznego lotu z kwietnia 2010 roku. Z pierwszym - tak, z innymi wymienionymi - nie.
  12. Tylko insurekcja była takim krzykiem rozpaczy, postawieniem wszystkiego na jedną kartę. Insurekcję wywołał drugi rozbiór, nie ma konstytucji, nie ma drugiego rozbioru, czy będzie krzyk rozpaczy? Natomiast tu masz rację: Tego jakoś nie wziąłem pod uwagę. Francuzi mogą chcieć wywołać ferment na tyłach wroga. W Polsce są zwolennicy i przeciwnicy reform. Francuzi muszą dogadać się ze zwolennikami i pewnie by im to się udało tylko... Jeżeli nie ma konstytucji to znaczy, że przeciwnicy reform biorą górę to oni stanowią główną siłę polityczną w kraju. Nawet w przypadku uchwalenia konstytucji byli na tyle silni, że konstytucję trzeba było uchwalać podstępem. W rozważanym przez nas przypadku, przeciwnicy reform stanowią zdecydowaną większość, są silni i dobrze zorganizowani. Czy w takich okolicznościach uda się Francuzom wywołać na tyle znaczący ruch by główna siła polityczna nie poradziła sobie z tym ruchem szybko i bezboleśnie, z ewentualną pomocą Rosji? A Rosja chętnie pomoże, przy okazji pogłębi swoją kontrolę nad ziemiami Rzeczypospolitej.
  13. Być może zdziwię poldasa, ale jego analogie nie są nimi. Nie dość, że nie tyczą się zakreślonych ram czasowych, to nie ma żadnego związku pomiędzy płytą Beatlesów a prasą brukową i prasą doby rewolucji bolszewickiej. Tak jak nie ma związku "prasa różowa" doby wspomnianej rewolucji z ruchem gejowskim. Ot, po prostu poldas wrzuca do tego tematu wszystko co mu się skojarzyło z tematyczną barwą - jak dla mnie chłam i spam. A już tak dla wiadomości poldasa - "żółte" gazety z czasów rewolucji bolszewickiej nie mają nic wspólnego z prasą brukową.
  14. W języku łotewskim jest powiedzenie: "būt ļoti dusmīgam", co tłumaczy się: "spluwać niebieskim i czarnym, być bardzo złym". /za: M. Michaliszyn "Frazeologia jako element eksplikacji znaczenia barw w różnych kulturach (barwa czarna)", "Prace Bałtystyczne", 3, "Język, literatura, kultura", 2006/s. 202/ Znamy ze starożytności takie zbitki znaczeniowe: niebieski=czarny?
  15. Czemu nie? W insurekcji 1794 to nam nie przeszkadzało. Austria zajęta walką z Francją wiec jeden wróg odpada, drugi pobity przez Francuzów, nieco upokorzony. Zostaje tylko Rosja. My wciąż mamy państwo i jakąś namiastkę armii. Stawiałbym, że znalazłby się śmiałek by spróbować to wykorzystać. To, że nie będą to wszyscy to też oczywiste tylko co z tego? Czemu też Francuzi nie mieliby wpaść na pomysł by nieco pomóc sobie w walce z Austrią i Prusami poprzez wywołanie rozruchów na zapleczu tych państw? Gdybologia ale zwyczajnie uważam, że mało prawdopodobne jest jakieś dłuższe trwanie Polski (dłuższe niż rok, dwa) jeśli tylko skończyłoby się to na nie uchwaleniu konstytucji 3 maja.
  16. Przy tym upierał się nie będę, to optymistyczny wariant choć, moim zdaniem, bardzo realny. Tylko pomimo tej niechęci jakoś nic się nie działo przez 20 lat, pomimo tej niechęci byli ludzie, którzy we współpracy z Rosją widzieli ratunek. Byli też tacy, którzy ratunek widzieli we współpracy z Prusami. Czy w ciągu kolejnych 20 lat tak diametralnie zmieni się postrzeganie tych państw? Zawsze będą ludzie za i przeciw. Czy zwycięstwa Napoleona nad Prusami wywołają taką euforię wśród Polaków, że rzucą się na trzech wrogów? Albo na jednego, ale jeszcze nietkniętego przez Francuzów?
  17. No tak... Przyznaję, że Secesjonista, w sposób zapewne niezamierzony, wielce łechce mą miłość własną. Mą krótką wypowiedź przez ponad dwa lata miał w pamięci i teraz raczył był przytoczyć wypowiedzi trzech... autorytetów, którzy jednak uważają, że nasz polski "sarmatyzm" z naszym polskim "mesjanizmem" coś jednak łączy. Wielce mi to schlebia, aczkolwiek bezczelnie pozostaję przy swym poglądzie sprzed lat i twierdzę, że argumenty o w miarę ścisłym powiązaniu sarmatyzmu z mesjanizmem dęte są nad miarę. Mój pogląd zatem jest znany. A co Secesjonista o tym myśli? No bo ja nie wiem, czy on się zgadza z poglądami, wyrażonymi przez Koehlera, Ziemkiewicza i Obremskiego? Czy też wręcz przeciwnie.
  18. Poldas doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Problem polega na Secesjoniście i jego uporczywym usuwaniu analogii poldasa, związanych z tematem. Kolor żółty w prasie i nie tylko w niej jest mu znany. Widzę że trzeba będzie tę wypowiedź skopiować na bardziej bezpieczną platformę i tam niech się Secesjonista wypowie. Zapewniam że jego wypowiedzi nie będą usuwane. Rzucam żółtą rękawicę - http://forum.historyk.eu/temat-zolty-kolor-w-literaturze-i-potocznych-skojarzeniach
  19. Z tym, że Polska trwałaby do 1812. Wątpię zwyczajnie by wewnętrzne ciśnienie w Polsce pozwoliło na to by spokojnie trwać i nic nie zmieniać. Obstawiałbym, że najdalej rozbicie Austriaków i Prusaków przez Napoleona wywołałoby rozruchy w Polsce, może nawet wcześniej Valmy dałoby asumpt do rozruchów. Zwyczajnie uważam, że Polska bez konstytucji nie przetrwałaby dłużej. Najwyżej rok, dwa. Konstytucja jest tu tak naprawdę jedynie symbolem oddolnych i odgórnych prób zmienienia sytuacji w Polsce. Te dążenia nie zniknęłyby jak za dotknięciem różdżki gdyby nie uchwalono konstytucji.
  20. Sorki, nie chwytam. Z czym byś się nie zgodził?
  21. Jak królowa Bona przebudowywała Wawel to jak to nazwiemy? Za panowania Hansa Franka zmieniono otoczenie tego zamku poprzez usunięcie 2-3 drewnianych domów i zburzenie jednej kamienicy. Po co? Aby Wawel był lepiej widoczny jako siedziba dostojnika. Był architekt, który dbał o przebudowę Krakowa. Niemiec oczywiście. Na miano Starynkiewicza nie zasługuje, Ale niewiele mu do tego brakuje.
  22. A kto się w tym temacie doń odwoływał, bo nie rozumiem z kim polemizuje Tyberiusz? Jako przyczynek: "Królowa Hatszepsut (1479-1458 przed Chr.) z czasów XVIII dynastii zorganizowała wyprawę do ziemi Punt, identyfikowanej z terenami Etiopii. Reliefy w świątyni w Deir el-Bahari w Tebach przedstawiają pięć okrętów odpływających do Puntu, co mogło być wyobrażeniem symbolicznym. Wydaje się bardziej prawdopodobne, że ekspedycja składała się z dwudziestu lub więcej statków. Przypuszczalnie ekspedycja wyruszyła latem, kiedy silny prąd pozwalał płynąć swobodnie w kierunku południowym. Po dotarciu do krainy Punt, Egipcjanie ofiarowali miejscowemu władcy Perehu i królowej Eti liczne dary, między innymi noże, naszyjniki i piękne szklane paciorki. Z Puntu przywieźli sadzonki drzew kadzidlanych, kość słoniową, mirrę, złoto, heban, drewno cynamonowe, małpy, skóry, niewolników i żywą panterę jako specjalny dar dla królowej". /J. Klinkowski "Obraz krainy Kusz (Etiopii) i jej mieszkańców...", "Perspectiva", Legnickie Studia Teologiczno-Historyczne, R. VII 2008, nr 1 (12), s. 106; podkreślenie - moje/
  23. To proszę przynajmniej czytać materiały, które się wstawia, bo nie ma w nich nic o remontach na Wawelu. Jest o przebudowie i związanych z nimi zniszczeniami.
  24. Nie zgodziłbym się. I rozbiór był już dość dawno, silnie z tego powodu odczuwano niechęć do Rosji, zwłaszcza wobec jej wojny z Turkami, co oddziaływało na nasze ziemie w sposób oczywisty. Niechęć istniała też względem Prus głownie ze względów handlowych. Sporo ważnych obszarów na południu odpadło na rzecz Austrii. Prawdziwa, silna niechęć względem Rosjan i prusaków była faktem i sytuacja dojrzewała jeśli nie do oficjalnej walki za konstytucje to do jakiegoś zrywu niepodległościowego mającego na celu przywrócenie samorządności. Innymi słowy uważam, że prędzej czy później (raczej prędzej) i tak wybuchłyby jakieś walki, powstałoby coś na kształt targowicy a Polska zniknęłaby z map. No i niewątpliwie wieści o walkach w dzisiejszym USA, rewolucji francuskiej dochodziły i do nas co dolewało oliwy do ognia. Iskrą do wybuchu mogłyby być np wieści o porażkach Prusaków i Austriaków w wojnie z Francją.
  25. A jak się to ma do do w/w konferencji? Ale dobra . Po co mam się rozpisywać? Proszę - https://jedenraz.wordpress.com/2014/06/23/najwazniejsze-realizacje-architektoniczne-z-czasu-okupacji-1939-1945-w-krakowie/comment-page-1/
  26. Chyba nie ma sensu powtarzać po secesjoniście. Różnica jest zasadnicza. No to przyjrzyjmy się tej jedności religijnej, etnicznej, językowej. Jedność religijna. W USA, od początku istnienia były obecne takie wyznania jak anglikanizm, luteranizm, judaizm, katolicyzm. kalwinizm, purytanizm (czy jak to tam odmienic), byli kwakrzy, baptyści, metodyści. O religiach murzyńskich niewolników nie wspomnę, o indiańskich też nic nie powiem. Jeśli chodzi o metropolię to nawet tu nie mamy jedności religijnej, są i katolicy i anglikanie. Jedność etniczna. Do kolonii brytyjskich przybywali ludzie nie tylko z Anglii, mamy tam Szwedów, Niemców, Żydów, Holendrów, Hiszpanów, do powstałego USA też napływali ludzie z całej Europy. Trudno w takim przypadku mówić o jakiejś jedności etnicznej. W samej metropolii mamy Anglików, Szkotów, Walijczyków, Irlandczyków. Coś mało jednolicie wygląda ta jednolitość. Jedność językowa. Przybywający do Ameryki ludzie z Europy mówili własnymi językami. Także dzisiaj możesz mieszkać, pracować, robić zakupy w paru miejscach USA mówiąc tylko po polsku, słowa po angielsku nie umiejąc powiedzieć. Czy na wyspach Szkoci w XVII - XVIII wieku porzucili swój język? Tezy konstytucji nie były wcale takie rewolucyjne, daleko jej było do takiej konstytucji francuskiej z jej równością wszystkich obywateli. Ale w jednym masz trochę racji. Wszystko potoczyłoby się inaczej, przynajmniej trochę inaczej. No to nie uchwalamy konstytucji, co się dzieje? Przez parę lat popadamy w coraz większą zależność od Rosji. Rosja nie jest zainteresowana jakimikolwiek reformami w Rzeczypospolitej, więc nic się nie zmienia. Nastaje Napoleon i rok 1812. Nie mamy podstaw by stwierdzić, że kampanii rosyjskiej nie będzie. Czy w zależność od Francji popadniemy w tymże 1812 roku czy parę lat wcześniej, nie ma większego znaczenia. Tak czy inaczej mamy dwa wyjścia: 1. Poprzeć Napoleona. 2. Być przeciw. Niezależnie od wybranej opcji, najpóźniej w 1812 roku jesteśmy zależni od uzurpatora, ten narzuca nam konstytucję. Konstytucja narzucona przez Bonapartego jest znacznie bardziej radykalna od tej 3-cio majowej, której nie ma, nasz naród polityczny nie jest zainfekowany takimi reformatorskim, rewolucyjnymi myślami, nie mają własnego przykładu, do którego mogli by choć trochę przywyknąć. Wobec tego opór jest co najmniej równie silny, jak wobec tej nieistniejącej własnej. Tu mamy wielkie prawdopodobieństwo zwrócenia się polskich prominentów o pomoc do Rosji. Ale nawet jeśli nie. Napoleon wkracza do Rosji, przegrywa i ucieka. Jeżeli Napoleon nie narzuca konstytucji to scenariusz i tak toczy się tak samo: Napoleon wkracza do Rosji, przegrywa i ucieka. Rosyjska machina wojenna przetacza się po naszych ziemiach i już zostaje, bo i po co ma się wycofywać? Rosji nie jest potrzebna Polska, nawet jako w pełni zależny od niej kraj, wykorzysta sytuację by powiększyć stan posiadania. Co najwyżej rzuci jakieś ochłapy Austrii i Prusom. Tak czy inaczej, Polski nie ma tylko o parę lat odsunięty został upadek.
  27. No czy wiemy, to nie wiem. Tak twierdzi Tadeusz Łoposzko.
  1. Pokaż więcej aktywności